Szeregowiec dolot w domu :-)

Kochane moje duże i małe dziewczynki! Jak to miło, że przejęłyście się losem tej małej ptaszyny. Nie spodziewałam się tak wielu komentarzy i to większości z fachowymi radami! Ten post będzie niejako odpowiedzią na Wasze wczorajsze komentarze, bo nie miałam czasu jeszcze Wam odpisać. :-)

Rano, gdy znalazłam pisklę, było zziębnięte, głodne i spragnione. Mały siedział cicho i drżał.

Po napojeniu (pipetką) nakarmieniu (jajkiem na twardo, nie było łatwo) i ogrzaniu, po jakiejś godzinie mały odżył. Podskakiwał, śpiewał, skrzeczał. Przestał się mnie bać i przychodził do ręki. Gdy nie chciał już pić a ja mu podsuwałam pipetkę, to strzelał focha i odwracał głowę obrażony. ;-) Śmieszny był.


Przekopałam Internet i przeczytałam wszystko, co się dało o znalezionych pisklakach. Wiecie, że przetrzymywanie ich w domu jest niezgodne z prawem? Szczerze mówiąc, ja nie miałam o tym pojęcia. 

Okazało się, że ptasi rodzice nawet gdy im małe wypadnie z gniazda pilnują je, opiekują się nim i karmią go. Więc wyniosłam je w pudełku na balkon i obserwowałam z daleka. I faktycznie! Po chwili ptasia mama przyleciała z jedzonkiem :-) Ciągle jestem pod niesamowitym wrażeniem instynktu ptaków. Myślałam, że jak młode jest n wolności, to rodzice się nim już nie interesują.

 Siedział na balkonie całe popołudnie, a wieczorem, gdy zrobiło się zimno, zabrałam go do domu. Spał grzecznie całą noc w pudełku po butach, pod skarpetkami i ze szklaną buteleczką ciepłej wody, żeby nie zmarzł. Chyba było mu dobrze, bo nie drżał. Tylko kilka razy mnie zbudził ;-)

Rano przeprowadziliśmy skomplikowaną operację wniesienia na balkon drabiny. Mimo że była na prawdę długa, to ciężko było dostać się do ptasiego gniazda. Na szczęście się udało, szeregowiec dolot wrócił do rodzinki. Długo obserwowałam z daleka gniazdo, ale wszystko wyglądało w porządku.

Został obalony mit, jakoby ptaki odtrącały młode, które pachną człowiekiem :-) ciągle słyszałam o tym, gdy byłam mała.

Chętnie bym go zatrzymała w domu, chyba odezwało się we mnie pragnienie z dzieciństwa, żeby mieć własnego ptaszka ;-) ale rozsądek wygrał, nie chcę za bardzo ingerować w sprawy natury. W dodatku opieka nad nim pochłonęła mi wczoraj na prawdę sporo czasu. I czytałam, że pisklaki wychowanie w domu nie poradziły by sobie potem na wolności. 

Cieszę się, ze byłam wczoraj w domu, odgoniłam kocisko, znalazłam małego. Ale teraz zdecydowanie bardziej cieszę się, że jest znów w gnieździe, a na mnie nie spoczywa odpowiedzialność za jego ptasie życie ;-)
  
Dzięki dziewczyny za takie zainteresowanie. Nie myślałam, że historia jednego małego ptaszka tak Was zajmie :-) 

Miłego dnia,
Balbina Ogryzek.

82 komentarze:

  1. piękne zakończenie historii, która dla malucha mogłaby skończyć sie źle :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. oj, mogłaby się bardzo źle skończyć :) na szczęście teraz mogę odetchnąć z ulgą :D

      Usuń
  2. cieszę sie ze historia się dobrze skonczyła :) a Tobie nadaje miano Pierwszej Ptasiej Damy RP :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo dobrze postąpiłaś!
    Takie ptaszki są urocze, świetnie, że postanowiłaś mu pomóc, bo inaczej mógłby nie przeżyć z powodu zimna, ale jak wrócił już do gniazda to tam będzie mu najlepiej!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. właśnie tego bałam się najbardziej, że zmarznie. :)

      Usuń
  4. O! Bardzo dobre wieści, że maluszek jest w swoim domku :)

    OdpowiedzUsuń
  5. jak czytałam to przypomniał mi się kurczak zamknięty w lodówce:) Ja bym od razu zawiozła go do Psk do weterynarza, bo z tego co wiem na necie jest tak dużo sprzecznych informacji aż można zgłupieć:) fajnie że rodzice się nim zajmowali :) miło wiedzieć, ze odżył i wrócił do swoich :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. biedny kurczak, aż mi szkoda go do tej pory :D to nie rodzice, to ja, to ja :D

      Usuń
  6. nie chcę Cię martwić ale jak wchodzę na Twojego bloga to mi antywirus wariuje że wykrył zagrożenie! Nawet po dodaniu komentarza, czy przejscu na inny post.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. aj to niedobrze, będę musiała coś z tym zrobić, tylko jeszcze nie wiem co :(

      Usuń
  7. Bardzo dobrze że ta ptasia historia się tak skończyła i bardzo ładnie postąpiłaś :)

    OdpowiedzUsuń
  8. A ci ptasi rodzice to jaki był gatunek?:)

    OdpowiedzUsuń
  9. wow, dzielna byłaś :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Fajna z Ciebie babka :) A ptasia mama, która przyleciała na balkon do swojego pisklęcia mnie zachwyciła :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. zawstydzasz mnie kochana :) ja ciągle jestem pod wrażeniem tych wróbli. Inne też przylatywały, chyba po to by go pilnować, a ptasia mama non stop kursowała od niego po jedzenie tam i z powrotem :)

      Usuń
  11. chyba najlepsze zakończenie z możliwych :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. też mi się tak wydaje, najlepiej u mamy :D

      Usuń
  12. świetnie przeczytać, że wszystko się dobrze skończyło
    jestem zdziwiona, że matka go przyjęła, bo nie raz jak byłam mała próbowaliśmy tak z dzieciakami, ale się nie udawało. Gratuluję

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no właśnie mi też wszyscy powtarzali jak byłam mała, ze nie wolno dotykać ptaszków. ale wyczytałam gdzieś na różnych stronach, że to jednak nieprawda. sama już nie wiem, najważniejsze, że w tym przypadku rodzice nie chcieli go już wyrzucić :-)

      Usuń
  13. Ale on słodziutki! Dobrze,że mama o nim pamiętała, no i dobrze,że na Ciebie trafił :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fakt, lepiej na mnie niż na mojego psiaka, a tak też mogłoby się zdarzyć. oj, mogłoby się to źle skończyć :)

      Usuń
  14. Dobrze, że wszystko się tak skończyło :) Brawo Pani Ogryzek! :)

    OdpowiedzUsuń
  15. super, że jest szczęśliwe zakończenie:)

    OdpowiedzUsuń
  16. ckliwa historia :) byłaś przez chwilę ptasią mamą :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. i ptasią, i jeżową, i nietoperzową, i żabią, i szpakową mamą :D

      Usuń
  17. Jaki dziarski malec, widać, że ma charakterek ;)
    Cieszę się, że wszystko się dobrze skończyło!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. zdecydowanie, dzikus mały próbował wyskakiwać z pudełka :))

      Usuń
  18. to nie jest mit to jest prawda i na to nie ma reguły zależy to od zwierzaczka
    znajomy miał króliki takie które dopiero się okociły i chciał popatrzeć ile ich się uległo i dotknął je i matka ich już nie karmiła zdechły

    ja słyszałam ze każde zwierze ma swój zapach i ten zapach pomaga mu przetrwać
    dlatego nie wolno dotykać zwierząt dziko biegających ponieważ wtedy jakiś inny zwierz go wyczuje i zje

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. to już sama nie wiem :) najważniejsze, że się dobrze skończyło :)

      Usuń
  19. Jaki przystojniak!:D
    Się tak przypadkiem złożyło, że jestem na weterynarii i ptaki oraz ogółem zwierzęta nieudomowione to mój główny cel^^
    Lepiej już się nie dało tego zrobić - gratuluję instynktu oraz wielkiego serducha:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no to pięknie, kochana, ale fajnie :D świetny kierunek sobie wybrałaś, gratuluję i zazdroszczę! Następnym razem będę pisać do Ciebie, ostatnio znaleźliśmy nietoperza i nie wiedziałam co z nim zrobić :) na szczęście trafiłam na fantastyczne forum miłośników nietoperzy, wszystko tam było opisane. Nawet jeden wykwalifikowany gość chciał przyjechać po małego aż z Krakowa (200 km), ale na szczęście nietoperek na drugi dzień się ogarnął i odleciał :) Podziwiam takich miłośników, na prawdę.
      A mój instynkt to wujek google, inaczej nakarmiłabym małego dżdżownicami :) a tu się okazało, że nie wolno :) :*

      Usuń
  20. Anonimowy15:37

    Ja też się cieszę, że wszystko dobrze zakończyło się :)
    Kasia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kasiu, widziałam maila, ale jeszcze nie zdążyłam go nawet przeczytać, bo dziś dzień sprzątania. Najdalej jutro rano odpiszę :*

      Usuń
  21. Jeju, ale urocza historia :) Dobrze, że wszystko się dobrze skończyło :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. na szczęście :)) dobrze, ze mały już u mamy :)

      Usuń
  22. Uratowalas go :). Jak chodzilam do podstawowki to zdarzylo mi sie pare razy spotkac rannego golebia i zabrac go do domu :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ha :D widzę, że i Ty przynosiłaś do domu stworzonka :D

      Usuń
  23. Ależ miałaś przygodę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. fakt :D mały był słodki, ale dobrze, że już jest u mamusi :))

      Usuń
  24. tę przygodę będziesz mogła opowiadać wnukom, bo to naprawdę piękna historia:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. już współczuję moim wnukom, bo ciągle znajduję jakieś stworzonko :) będą musieli mieć do mnie cierpliwość :D

      Usuń
  25. Zachowałaś się cudownie! Gratuluję i jestem wzruszona:)

    OdpowiedzUsuń
  26. Ale ten maluch słodki! A Ty masz wielkie serce:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. fajny był na prawdę, śmieszny :))

      Usuń
  27. Bardzo się cieszę, że ta historia tak dobrze się zakończyła:)

    OdpowiedzUsuń
  28. Przesłodkie to zdjęcie! :)

    OdpowiedzUsuń
  29. Za takie dobre serce należy Ci się medal. Tacy ludzie zasługują na dużo szczęścia

    glamdiva.pl

    OdpowiedzUsuń
  30. ja ostatnio znalazłam niedaleko swojego domu pięknego żółtego kanarka :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no co Ty, kanarka?! wow! :) i co z nim zrobiłaś? :)

      Usuń
  31. ale fajnie, jesteś bohaterką :D

    OdpowiedzUsuń
  32. Cieszę się, że wszystko dobrze się skończyło :)

    OdpowiedzUsuń
  33. Balbina, jesteś wspaniała!:) Jakże mało osób teraz obchodzi los naszych mniejszych braci - zwierząt. Zachowałaś się niesamowicie:) Należy Ci się ogromne dziękuję i szacunek za to, co zrobiłaś :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie zawstydzaj mnie kochana :*

      Usuń
  34. jejku, aż nie wiem co napisać:) masz takie dobre serduszko:)

    OdpowiedzUsuń
  35. Będąc, kiedyś z psem na spacerze zauważyłam jego dziwne zachowanie- znalazł pisklaka,z połamanym skrzydełkiem. Rozglądałam się w poszukiwaniu gniazda, ale nigdzie go nie widziałam i nie mam pojęcia co pisklak robił przy chodniku, może ktoś go wyciągnął z jakiegoś gniazda, pobawił się, a potem zostawił...nie mam pojęcia. Wzięłam go do domu, opatrzyłam, ogrzałam, nakarmiłam i niestety jeśli wystawiłabym go w takim stanie na zewnątrz nie miałby szansy na przeżycie. Weterynarz powiedział, że jak się podkuruje, można próbować go wypościć, ale sądzi, że odtrącony nie poradzi sobie, więc biegusiem do zoologicznek po klatkę, pokarm i piasek....i tym sposobem mamy gołębia od prawie 10 lat, który zamieszkuję wielką klatkę, oczywiści ma często wychodne, ale jak chodzenie za nami i siedzenie na głowie, bądź ramieniu mu się znudzi sam wraca do swojego "mieszkania". Do dziś ma opuszczone skrzydło i problemy z lataniem, ale jest bardzo przywiązany do nas i pomimo wielu prób wypuszczenia nie chciał nas opuścić i zawsze wraca do swojego domku ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. oooo - rozpłynęłam się :* nie wiedziałam że ptaki tyle żyją :)

      Usuń
    2. Kalista, cieszę się, że podzieliłaś się ze mną tą historią. Jest na prawdę piękna :)

      Usuń
  36. Super finał ptaszkowej i Balbinkowej przygody :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. też tak myślę, że u mamci będzie mu najlepiej :))

      Usuń
  37. urocza historia :-) akurat mnie bardzo bierze 'za serce' :-)
    dobrze, że ptaszynka jest już ze swoimi :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. mnie też wzruszają zawsze historie o zwierzętach :)

      Usuń
  38. Cudowną akcje ratunkową przygotowałaś ptaszkowi, jesteś cudowna, że potrafiłaś tak na spokojnie obmyślić taki bezpieczny plan dla niego! Super :)

    OdpowiedzUsuń
  39. Kiedy to prawda, ja nie wiem czy bym potrafiła się tak fachowo zachować w podobnej sytuacji :)

    OdpowiedzUsuń
  40. jajkiem to taki trochę ptasi kanibalizm ;) fajnie, że się zainteresowałaś jego losem :) pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy pozostawiony komentarz.

Copyright © 2016 Balbina Ogryzek , Blogger