Olej laurowy na wiele sposobów

Kolejny olej, jaki miałam przyjemność skosztować. Lista tych, które wypróbowałam, jest długa, dlatego mam ochotę na coraz to nowsze i bardziej oryginalne. Ten zielony stworek poznałam dzięki uprzejmości sklepu e-fiore. Dziś zapraszam Was na kilka słów podsumowania oleju, który nie przypomina z wyglądu ... zwykłego oleju. :-)




Jeśli interesują Was wiadomości teoretyczne, czyli pochodzenie, sposób pozyskiwania, skład, szczegółowe działanie i przeznaczenie oleju, to zapraszam na stronę e-fiore. Ja zaś postaram się skupić na całkowicie subiektywnym odbiorze oleju, przez mój nos, skórę i włosy.

Zaintrygował mnie od samego początku, pierwsze zerknięcie na opakowanie mocno mnie zdziwiło. No bo jak to tak? Olej w takim słoiczku? Jednak tuż po otwarciu przekonałam się, że to dobre rozwiązanie. Olej laurowy w temperaturze pokojowej ma konsystencję stałą. Jest miękki i plastyczny. Ale przy wyższych temperaturach, jak na przykład w lipcu i początkiem sierpnia olej laurowy zmieniał konsystencję, robił się rzadki i typowo olejowy, co mi przeszkadzało.

Co jeszcze intryguje na samym początku? Niewątpliwie zapach. Jest mocny, bardzo ziołowy, gorzki i lekko drażniący. Ma w sobie jakąś męską nutę. Nawet mój nos, który niejeden raz zadziwiał mnie i innych lubiąc to, co innym się w głowie nie mieściło, musiał się do tego zapachu przyzwyczaić. Nie użyłam go tuż po otwarciu. Nie używałam go nawet kilka dni po otwarciu. Odkręcałam wieczko, wąchałam i cofałam się z niesmakiem. Nie wyobrażałam sobie, bym mogła tak pachnieć choćby przez chwilę. Dopiero w tydzień od pierwszej próby przełamałam się i nałożyłam jego ociupinkę na krostkę. Co zaskakujące, zapach zupełnie mi nie przeszkadzał. Czułam go pierwszą godzinę, ale nie męczył, nie dusił, nie odrzucał. Później całkowicie o nim zapominałam.

Mimo że olej laurowy ma kolor pięknej, butelkowej zieleni, to nie brudzi pościeli ani ubrań. Może gdybym nakładała go grubą warstwę, to odznaczyłby się jakoś na materiale. Jednak używałam go zawsze odrobinę, w dodatku bardzo szybko się wchłania. Pozostawiał lekką olejową warstwę, która na szczęście nie kleiła się.


Jak go używałam? Różnie, naprawdę. Na skórę twarzy, głowy, włosy, po depilacji, na bolące stawy... Ale od początku.

Olej laurowy na skórę twarzy:

Jako że olej ten posiada silne działanie antybakteryjne, przeciwgrzybiczne i oczyszczające, używałam go punktowo na krostki i zmiany skórne. Przyznaję, że to niezły wspomagacz ich leczenia. Nie wysusza krostki, jak na przykład olejek z drzewa herbacianego, lecz łagodzi i zmniejsza ją. Takie działanie bardzo mi się spodobało, choć na szczęście ostatnio nie musiałam walczyć z dużą ilością zmian i krostek, pojawiały się sporadycznie.

Olej laurowy na skórę głowy:

Nie miałam okazji wypróbować go w trakcie problemu z wypadaniem włosów, więc nie wiem czy pomaga. Jednak wiem na pewno, że łagodzi i uspokaja skórę głowy, a z tym miałam ostatnio pewien problem. Po nałożeniu występował przyjemny efekt chłodzenia. Łatwo się wymywał, ale nie zauważyłam wpływu na przedłużenie czy skrócenie świeżości włosów.

Olej laurowy na włosy:

U mnie to nie był strzał w dziesiątkę. Moje włosy zupełnie na niego nie zareagowały, ani źle, ani dobrze. W dodatku miałam problem ze zmyciem. Ten sposób nie sprawdził się u mnie dobrze.

Olej laurowy po depilacji:

Prawie zawsze po praktycznie każdej depilacji moja skóra jest podrażniona. Często by ją uspokoić nakładam jakiś olejek. Kilka razy sięgnęłam po olej laurowy i choć uspokoił ją i ukoił podrażnienia, to niestety za każdym razem nieprzyjemnie szczypał. W tej kategorii zdecydowanie lepszym wyjściem jest wsmarowanie oleju z czarnuszki.


Olej laurowy na bolące stawy:

Wykorzystałam go jeszcze w jeden sposób, mało kosmetyczny. Jako że na zmianę pogody dokucza mi staw skokowy jednej nogi, smarowałam to miejsce olejem laurowym. I uwaga... działa! Łagodzi obrzęk i ból. Nie usuwa go całkowicie, ale zmniejsza w znaczny sposób.


Podsumowując, bardzo się cieszę, że mogłam go wypróbować. Jeśli macie na niego jeszcze jakieś sposoby, chętnie je poznam.

Pozdrawiam Was serdecznie w ten paskudny, jesienny dzień (u mnie leje, słońca od rana nie widać, zimno). Balbina

52 komentarze:

  1. Myślę, że mógłby u mnie zamieszkać na półce :) Stanowiłby zgrany team z olejkiem z drzewa herbacianego. Tak :)

    Do tej pory używałam jedynie mydła z jego udziałem i doceniam właściwości antybakteryjne, łagodzące.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mydło Aleppo to najgenialniejszy wynalazek urodowy :D Choć sam olej nie powalił mnie na kolana, jest jednak świetnym uzupełnieniem kosmetyczki. Olejek z drzewa herbacianego to cud, miód i orzeszki. Uwielbiam go :)

      Usuń
    2. Coraz bardziej doceniam produkty z olejkiem z drzewa herbacianego :) Od ponad roku tropię firmy, które deklarują określone stężenie i widzę, że to przynosi super korzyści. Solo go też lubię, ale staram się znaleźć złoty środek :)

      A co do mydeł, to wróciłam na nowo do mieszanki z glinką Beloun i muszę zrobić ponownie zapas. Jednak ten rodzaj najbardziej służy mojej cerze, ale nie ma tam podanego stężenia, chyba...

      Usuń
    3. a ja właśnie kilka dni temu kupiłam ponownie Aleppo, ale z większym stężeniem niż ostatnio :) zobaczymy, co z tego wyniknie.

      Usuń
  2. A ja tego zapachu jestem bardzo ciekawa :)

    OdpowiedzUsuń
  3. wow! ale kolorek i tyle zastosowań :)) Tez pozdrawiam w ten zimny dzień, mam nadzieję, że ta pogoda się jeszcze poprawi...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. proszę o trochę słońca... :)

      Usuń
  4. Wygląd typowy dla smaru :) Ciekawe właściwości, ja nie miałam okazji używać.

    OdpowiedzUsuń
  5. ooo tak na krostki pojawiajaće sie wtedy gdy najbardziej są niewskazane by mi sie przydał :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. szczerze na takie niespodzianki to ja wolę olejek z drzewa herbacianego :D choć ten, no cóż, też jest dobry :-) ale tamten chociaż ładniej pachnie :D

      Usuń
  6. Uwielbiam mydełka z tym olejem, bardzo mi pasują, wiec pewnie i z samym olejkiem mogłabym się zaprzyjaźnić.

    OdpowiedzUsuń
  7. Olej laurowy stosuję jedynie w mydłach Alep, czystej postaci nie miałam, ale kuszący, może więc zdecyduje się na niego w krótkim czasie.
    U mnie dziś też leje jak z cebra... ech, ale ma być ciepełko już niedługo ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. używałam mydła z olejem laurowym i dobrze działał na moją skórę. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. u mnie Aleppo też działało fantastycznie :-)

      Usuń
  9. A ja właśnie czekam na swój olej z zamiarem używania głównie na skórę głowy :) ale i twarz :) zobaczę jak się spisuje SOLO :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Będę wypatrywać Twojej opinii :-)

      Usuń
  10. nie wygląda zachęcajaco, ale wypróbowałabym ze względu na właściwości... :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Co prawda olejek laurowy stosuję "pośrednio", używam mydła Aleppo z 30% zawartością właśnie tego olejku, ale jestem zachwycona jego działaniem! Żadnemu innemu kosmetykowi nie udało się tak oczyścić mojej buzi z niespodzianek :)
    Anomalia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aleppo uwielbiam :-) Miałam teraz od niego przerwę dwa miesiące bo używałam innych kosmetyków do oczyszczania twarzy, ale na pewno do niego wrócę :-)

      Usuń
  12. Anonimowy13:56

    Też używam go w mydle Aleppo, wcierce włosowej i hydrolacie. W postaci olejku nie miałam jeszcze. Zastanawiałam się nad nim, ale moja twarz buntuje się. Najpierw było super po Aleppo i hydrolacie właśnie z lauru. Też jest zielony :) Teraz raz działa jak trzeba a raz nie. Nie wiem, od czego to zależy? Zastanawiałam się dłuuuuugo nad tym olejkiem. Na razie bardzo mi odpowiada ten z drzewa herbacianego :) Kasia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten z drzewa herbacianego to postawa w mojej kosmetyczce :-) Nie wiem niestety czemu Aleppo tak dziwnie u Ciebie działa :(

      Usuń
    2. Anonimowy09:16

      Do Aleppo jak i do wszystkiego skóra może się przyzwyczaić, jakby się uodparniała na jego działanie. Trzeba robić przerwy niestety :( Ja mam tak przy ŁZS.

      Usuń
  13. Chętnie sprawdziłabym go na moje stawy jako, że czasami dokuczają mi kostki w stopach ze względu na wcześniejsze uszkodzenia ;P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. mi właśnie najbardziej dokuczają kostki :(

      Usuń
  14. Nie miałam go jeszcze. Kusi mnie też mydło Aleppo z jego zawartością.

    OdpowiedzUsuń
  15. Mnie nie przekonuje jego wygląd :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. bo wygląda trochę jak zielony smar? :D

      Usuń
  16. Anonimowy17:15

    Proszę napisz, który lepiej niszczy krostkę ten laurowy czy olejek z drzewa herbacianego? P.S. Jaka jest różnica między tymi dwoma? Kasia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kasiu ja szczerze mówiąc wolę olejek z drzewa herbacianego :-) bo wolę jego zapach i nie jest tłusty jak ten laurowy. Ale i laurowy jest świetny, to wszystko zależy od indywidualnych upodobań :))

      Usuń
  17. Wygląda jak jakaś galaretka, a nie olej:D Słyszałam o nim wiele dobrego przy okazji mydeł aleppo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mydełko Aleppo po prostu uwielbiam :))

      Usuń
  18. O tym oleju jeszcze nie słyszałam. Ale ma fajną konsystencję :D I tyle zastosowań ;)

    OdpowiedzUsuń
  19. Miałam z nim do czynienia jedynie z mydełkiem aleppo.
    Myślę, że zastanowię się nad jego kupnem :)

    OdpowiedzUsuń
  20. Przemyślę zakup tego olejku, faktycznie ciekawie wygląda :)

    Obserwuję :)

    OdpowiedzUsuń
  21. Muszę polecić ten olej mojej mamie, która ma problemy ze stawami. A nuż przyniesie jej ulgę:)

    OdpowiedzUsuń
  22. Jestem ciekawa jakby u mnie sprawdził się na skórę twarzy ;)

    OdpowiedzUsuń
  23. Fajny, przydałby mi się:))

    OdpowiedzUsuń
  24. Pierwszy raz widzę coś takiego. :) Chętnie wypróbuję. :)

    OdpowiedzUsuń
  25. Chce go!

    A tymczasem testuję żywokostowy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. kolejny ciekawy, którego nie miałam, kurczę! :)

      Usuń
  26. Olej laurowy to mój numer jeden na bolące stawy.

    OdpowiedzUsuń
  27. No na wypadanie to mnie kusi :) I ma piękny kolor :)

    OdpowiedzUsuń
  28. Powiadasz dobry na stawy? a wypróbuję i pewnie domownicy u mnie też. Co do zapachu, to po olejach ajurwedyjskich i eterycznych, już chyba żadne zapach mi nie straszny ;P

    OdpowiedzUsuń
  29. Mnie kusi ten olej już od pół roku! ale jakoś nie mogę się pozbierać z jego zakupem :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy pozostawiony komentarz.

Copyright © 2016 Balbina Ogryzek , Blogger