O tym, jak przetrwać w szmateksie poradnik survivalowy.


Ostatnio pod tym wpisem dyskutowałyśmy o szmateksach i podawałyście mnóstwo fajnych zamienników tej dość niefortunnej nazwy, m.in. ciuch, ciuszek, lumpy, szmaty, moda polska, pewex a nawet ciupa. Bardziej światowo to second hand'y albo tania odzież. Zwał jak zwał, zakupy w nich są podobne. Wykluczam dziś te drogie, ekskluzywne szmateksy (są takie, naprawdę!), a skupię się na tych średnich, których jest najwięcej, a które w dniu dostawy zamieniają się w pole bitwy...

jak kupować w szmateksie

Co zrobić, by nie zginąć podczas polowania i w dodatku kupić coś fajnego?




1. Weź koleżanki. Koleżanki, mamę, chłopaka, kogokolwiek, ale zawsze to milej i weselej iść do szmateksu z kimś znajomym. Z kimś, z kim można się pośmiać, z kimś, kto potrzyma Ci koszyk, gdy dorzucą nowe buty, a Ty zanurkujesz w poszukiwaniu tych najpiękniejszych, z kimś, kto Ci doradzi, że ta bluzka z dziurą na plecach wielkości pięści nie nadaje się do niczego, choć jest z Zary i ma genialny kołnierzyk w ćwieki.

2. Ubierz uśmiech. Jeśli masz zły humor, to nawet się nie wybieraj na łowy. Szmateksy to nie są zwykłe sklepy. Nie wchodzisz do nich, nie oglądasz w spokoju wieszaków, nie prosisz ekspedientki o odnalezienie tej bluzki w innym rozmiarze. To jest dżungla. Radzisz sobie sama. Musisz przepchać się łokciami przez tłum. Szczególnie uważaj na babcie-staruszki. W bereciku albo kolorowej chuście. Drobne, wątłe i trzęsące się. Zawsze mnie wzruszały. Ale takie babcie to prawdziwi transformersi, po przekroczeniu progu szmateksu zmieniają się w rządne pięknych sukieniek z TopShopu rozmiar 36 łowczynie. Nie znają litości. Taranują Cię jak rozpędzone stado bawołów. Moim sposobem jest omijanie ich szeroooooookim łukiem.

3. Zarezerwuj trochę czasu. Nie ma, że wchodzisz, kupujesz, wychodzisz. W lumpeksie szukasz, szperasz, przeglądasz, inaczej nic z tego. Potem oglądasz tę rzecz tysiąc pięćset razy zanim kupisz. Szukasz dziurek, śladów zniszczeń, plam, kropek, kresek… wszystkiego. Pasuje ją przymierzyć, jeśli są przymierzalnie to spoko, jak nie ma to fajnie mieć obcisłą bluzkę na szelkach, by móc coś na nią nałożyć. Wyglądasz Ok? To wrzuć ją do koszyka i jeszcze trochę poszperaj. Przed samym zakupem weź tę rzecz do ręki tysiąc pięćset pierwszy raz i pomyśl, czy aby na pewno jest Ci potrzebna?

4. Pilnuj swoich rzeczy. Czasem wystarczy moment, odłożyłaś swoją czapkę na półkę tuż obok Ciebie, po sekundzie chcesz ją zabrać, a tu jej nie ma. Zniknęła. W najlepszym przypadku wypatrzysz ją w koszyku jakiejś klientki i może jej wytłumaczysz, że czapka jest Twoja, a ta osoba może Ci uwierzy. Ale w większości przypadków możesz się już pożegnać z czapką. Tak samo trzeba pilnować torebki, najlepiej zabrać taką na długim pasku przez ramię, żeby było wygodnie szperać, ale żeby nie trzeba było jej nigdzie odkładać, bo zapomnisz o niej na sekundę… i zniknie. 

5. Odpuść. Jeśli babcia-starowinka wydziera Ci z ręki czarny pantofelek na 13-centymetrowej szpilce, bo uważa, że ona upatrzyła go pierwsza, nie rzucaj się na nią z pięściami - odpuść. Naprawdę chcesz zostać pobita przez babunię? Bo tak to się skończy, one mają nieprzebrane zasoby energii. To, że inni zachowują się tam jak zwierzęta, nie znaczy, że Ty też masz zapomnieć o kulturze. Niech zakupy w szmateksie będą przyjemnością i nie bierzmy ich tak na poważnie. Nie warto kłócić się o jedną szmatkę, no po prostu nie warto.

Mam nadzieję, że wyłapałyście ironię w pewnych miejscach (przepraszam, babciu), ale często tak to wszystko wygląda. Jeśli macie swoje sposoby na wyszukanie perełek, podzielcie się :-)

Miłego dnia! Balbina                                                                                                               źródło zdjęcia

68 komentarzy:

  1. Rewelacyjny post. A tak swoją drogą - mieszkam nad pięciom (pięcioma na tej samej ulicy?!)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. fajnie, blisko masz :D chociaż z drugiej strony, pewnie bym stamtąd nie wychodziła, to może lepiej, że mam daleko :-)

      Usuń
  2. Fajne rady, dodałabym tylko, że nie warto nastawiać się na zakupy sezonowe (zimą swetry), a raczej brać co widzimy fajnego, bo to niepowtarzalna okazja :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. pewnie, zresztą mi się zawsze udaje odwrotnie, zimą sukienki, latem czapki :D bo sezonowo to tylko te stare wyjadacze potrafią się dopchać :-)

      Usuń
    2. U mnie się wycwaniono i zwykle sezonowo "niepotrzebnych " nie wykładają. Na zapas nie kupisz. Za to masz w pierwszych tygodniach jesieni np olbrzymi kopiec samych arafatek i im podobnych albo samych rękawiczek. Wiosną z kolei za parę złotych można ubrać całą rodzinę w kaski rowerowe albo kalosze. to nawet ma sens.
      Na ciężkie zimowe swetry i kurtki poluję w dni gdzie zdarzają się wyceny 1-3 zł..Im więcej lumpeksów w mieście tym częściej można wyśledzić takie dni.

      Usuń
  3. starsze babuszki i ogólnie mężczyźni w sh to jak hieny, coś strasznego, a mówią, ze to młodzież źle się zachowuje, nic bardziej mylnego

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tja, rano dostajesz w łeb bo się jej wpychasz pod wieszak, a popołudniu za zajmowanie miejsca w tramwaju:D

      Usuń
    2. haha dokładnie :D i szczerze mówiąc nigdy nie spotkałam się z niekulturalnym zachowaniem młodzieży na szmateksach :-)

      Usuń
  4. Nienawidzę dni dostawy w lumpeksach, naprawdę nienawidzę. Staruszki-babuszki nagle odzyskują siły z młodości ;) Tak samo, kiedy walczą o miejsce w autobusach ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja też, dlatego raczej omijam te dni :-)

      Usuń
  5. ale się uśmiałam :) Ale fakt- sama prawda :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Pracowałam w sh i co tam się dzieje ludzkie pojęcie przechodzi :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. na pewno wiele widziałaś w takim razie :D

      Usuń
  7. Ja już dawno nie byłam w żadnym SH, ale mam taki swój ulubiony, gdzie trzeba uważać żeby nie zostać stratowanym lub też nie dostać butem w głowę przy rzucaniu przez pracowników całych worów z butami do kubła (wtedy ludzie rzucają się niczym lwy, ale to chyba już takie wyszkolone '''lwy szmateksowe'' :D) Mam z SH kilka perełek, ale kilka pięknych rzeczy też umknęło mi tuż sprzed nosa, sprzed mojej ręki wyciągniętej w kierunku owej bluzki czy torebki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. to muszą być lwy szmateksowe, bo ja w życiu czegoś takiego bym nie dokonała :D najgorsze jest to, że ja pamiętam te wszystkie perełki, które mi umknęły sprzed nosa. :-)

      Usuń
  8. będę musiała wybrać się w końcu do lumpeksu ale jakoś nie mam kiedy :(

    http://takbardzokosmetycznie.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. też niestety nie ma za wiele czasu :(

      Usuń
  9. Faktycznie starsze panie sieją terror. Potrafią o jedną rzecz drzeć koty na cały sklep.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. zwłąszcza, że często wyrywają te najmodniejsze rzeczy w rozmiarze 36 ;-)

      Usuń
  10. Balbino, jesteś wielka :D Ze wszystkimi punktami się zgadzam, a mam już kilkuletnie doświadczenie w buszowaniu wśród dżungli szmatekstów ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ach, dzięki, ale nie przesadzaj, bo wpawdnę w próżność :D

      Usuń
  11. hehe :D ale super to napisałaś no i oczywiście wszystko się zgadza ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. cieszę się, że Ci się podoba :D

      Usuń
  12. Babcie w szmateksie są jak piranie którym rzucono kawałek mięska ... ;P

    OdpowiedzUsuń
  13. ehh no tez to znam :) ale ja nie zawsze chodzę w dni dostawy a i tak często wyszperam piękne rzeczy. Przynajmniej nie ma wtedy tylu nieprzyjemnych pań...

    OdpowiedzUsuń
  14. naprawdę świetny post! :)

    OdpowiedzUsuń
  15. haha:D u mnie to jest masakra ;/ nawet zwierzęta w porze karmienia zachowują się lepiej niż te człowiekopodobne stworzenia :D

    OdpowiedzUsuń
  16. Już strasznie dawno nie byłam na takim polowaniu:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. najwyższy czas sie wybrać! :-)

      Usuń
  17. w dniu dostawy niestety nie tylko babcie zmieniają się w zwierzynę ;-) Niestety dzieje się to samo również w okolicach odzieży dziecięcej ;-) ja czasami zaopatruję w takich sklepach moją młodą. Mamusie to jest dopiero mistrzostwo ;-) zgarniają z wieszaków wszystko w przedziałach od rozmiaru 62 do 150 ;-) Zazwyczaj są zaopatrzone w ekipę pomagierów czyli mamy, teściowej, siostry, przyjaciółki (świta minimum 2-3 osób) które za nią dzwigają naręcza ubranek w najróżniejszych rozmiarach ;-) Po godzinie lub półtorej takich łowów świta przejmuje kącik sklepu i zaczyna przegląd tego co zgarnęła łowczyni ;-) Ale faktycznie "babcie" też są dobre ;-) Kiedyś mi jedna z koszyka próbowała podwędzić koszulkę Nike którą znalazłam dla młodej ;-) Nie ważne że była na 140 i jaskrawo różowa ;-) ważne ze z metkami :-P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. podobne sposoby mają też na innych działach. Całe rodziny, grupy znajomych 'zdzierają' wszystko, a potem dopiero przeglądają ;-)

      Usuń
  18. Nie wiem czy to ja bywałam w jakichś dziwnych szmateksach, czy wszyscy inni ludzie trafiają do takich dziwnych, ale jeszcze nigdy nie zdarzyło mi się trafić na szalone babcie walczące o ciuszki. Może sama nie bywam zbyt często w tych sklepach (po kilku próbach zakupów tam bez ŻADNYCH efektów po prostu skapitulowałam), ale moja babcia bywa bardzo często i pewnie bym usłyszała od niej niejedną taką historię. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. to możesz się tylko cieszyć, że CI się jeszcze to nie przydarzyło :D

      Usuń
  19. Najlepsze... przepraszam, czy ja mogę sprawdzić jaki materiał ma bluzka? tak TA którą trzyma pani w ręce, a czy mogę ją przymierzyć... ja zawsze jestem za dobra i potem ślad po bluzce znika :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. haha, SO TRUE :d tyle razy to widziałam :-)

      Usuń
  20. kurcze, ja chyba chodzę do jakichś kulturalnych szmatexów
    nie dość, że ostatnio dziewczyna podeszła do mnie i wprost zapytała się czy nie chcę kupić fajne spodnie, bo na nią są trochę za ciasne, to jeszcze w dzień dostawy wszyscy są mili, rozmawiają w trakcie i nikt sobie raczej niczego nie wyrywa; często jest tak, że babki wymieniają się ubraniami, albo jedna szuka dla drugiej, oddaje jej jak coś znajdzie, nawet starsze dla młodszych i na odwrót
    owszem, były przypadki, że ktoś komuś coś podwędził z koszyka, ale to była rzadkość
    dodatkowo ostatnio miałam miłą sytuację, gdzie starsza pani sama zaproponowała, że zaprowadzi mnie do bankomatu, gdy nie znałam okolicy
    p.s. chodzę do tych "średnich" lumpeksów :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. w takim razie szczerze zazdroszczę! :-) i oby to się nigdy nie zmieniło! :-)

      Usuń
  21. Genialny post :D Omijam second handy w dniu dostawy, ale byłam świadkiem rzezi w Lidlu, gdy sprzedawali tanie kurtki. Podejrzewam, że SH jest podobnie, ale na mniejszej powierzchni... Tylko dla ludzi o mocnych nerwach i łokciach :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. wow, nie wiedziałam, że w Lidlu też tak jest :D

      Usuń
  22. Anonimowy02:16

    az przeczytalam bratu i razem się brechtalismy,masz super język pisania :) pozdrawiam i dziękuję za poprawienie humoru;* ps jestes genialna! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dzięki, ale nie przesadzaj, bo wpadnę w próżność :D pozdrowienia dla brata, mojego jedynego męskiego czytelnika :D

      Usuń
  23. Ja lubię od czasu do czasu chodzić do lumpeksów, można tam ciekawe ciuchy znaleźć, ale fakt trzeba szukać, szukać i jeszcze raz szukać :)

    OdpowiedzUsuń
  24. W mniejszych miastach ludzie się znają i głupio im bić się szmatę, kiedy patrzy na nie 30 znajomych , ale w większych miastach- masakra. Raz nieopatrznie dostałam rzeczami dorzucanymi z worka pod nos i zanim się zorientowałam co na mnie spadło już nie było z czego wybierać:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. haha też mnie to spotkało :D ja nie wiem, czy oni są tam tak wytrenowani, że dla nich czas płynie wolniej ;-)

      Usuń
  25. Genialny post.Dawno się tak nie uśmiałam.Babcie torpedy też są mi znane.Ja po prostu staram się nie chodzić w dniu dostawy.Zresztą i tak późno wychodzę z pracy a wtedy emocje już opadają w tych sklepach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. cieszę się, że Ci się podoba :D

      Usuń
  26. Dobre rady, ja jednak jakoś takich sklepów nie lubię, choć wiem od nie jednej znajomej, że można się tam tanio i dobrze ubrać. No ale grzebać w tonach ciuchów trzeba umieć. A ja bardzo polubiłam Twój blog i zapraszam również na moje oba blogi: http://www.piekne-chwile.blogspot.com/ oraz coś podobnego do Twojej branży http://kredens-ivy.blogspot.com. Ten blog dopiero zaczynam tak więc bardzo bym prosiła o udostępnianie go i reklamowanie. Dziękuję!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja chodzę tylko do tych szmateksów, gdzie wszystko jest na wieszakach :-)

      Usuń
  27. Haha, pracowałam w lumpie przez prawie rok i to co tam klientki i klienci wyprawiają to można by w niejednej książce opisać, za to zrobiłaś mi ochotę na wizytę w lumpku :D

    OdpowiedzUsuń
  28. Ja nie mam szczęścia do lumpeksów ;p

    OdpowiedzUsuń
  29. Oj tak, zgadzam się z każdym punktem, który napisałaś. Uwielbiam jeszcze moment, kiedy drzwi do SH otwierają się i babeczki piszczą "nie pchajcie się", a same napierwają z całej siły ;) Aaa i jeszcze nigdy nie zrozumiem przyprowadzania małych dzieciaczków do SH na dostawę- wiadomo, że jest wtedy wojna, bitwa i dżungla://

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. o widzisz, zapomniałam o dzieciach! też tego nie zrozumiem, ostatnio gdy byłam w dniu dostawy w wielkim szmateksie mały chłopczyk się zgubił i szukał mamy. Masakra.

      Usuń
  30. hehe fajny post. Mojej mamie zdarzyło się być kilka razy świadkiem szukania złodzieja. Babki krzyczały, że zostały okradzione, właścicielki zamykały drzwi i wszyscy w środku czekali na policję, która każdego sprawdzała..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. totalna masakra :-) ja tylko raz byłam świadkiem wezwania policji, kiedy babki się biły o buty chyba i ochroniarz nie dawał sobie z nimi rady.

      Usuń
  31. Bardzo fajny post :)

    OdpowiedzUsuń
  32. hehe boski post:) ja niestety nie mam cierpliwości do wyszukiwania ciuszków w lumpeksach, za to moja mama zawsze coś ciekawego znajdzie, dla siebie i dla mnie przy okazji:) więc mam trochę takich perełek odzieżowych dzięki niej :)

    OdpowiedzUsuń
  33. Anonimowy21:17

    W moim mieście jest bardzo dużo lumpeksów i to tych bardzo dużych , a ja kupuję w nich od dawna. Nie ma w nich dantejskich scen, chociaż dni dostawy są ciekawe. Nic nie pobije lumpeksu który odwiedziłam przypadkiem w oczekiwaniu na pociąg w pewnym mieście.
    Lumpeks duży i taki jak wszystkie tego rodzaju wieszaki i duże kosze ale różnica po między tymi które znam , a tym konkretnym była taka że cały asortyment sklepu leżał na podłodze. ludzie po prostu to co oglądali nie wieszali lecz rzucali na podłogę i chodzili po tym jak po dywanie. Ja patrząc na to nie wiedziałam jak się odnieś do sytuacji w jakiej się znalazłam, po chwili stania z rozdziawioną gębą wyszłam. Uwierzcie mi ten obraz już zemną zostanie.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy pozostawiony komentarz.

Copyright © 2016 Balbina Ogryzek , Blogger