Słowo o szmateksach + moje zdobycze


szmateksowe zakupy, zakupy z lumpeksu


Pamiętam moje pierwsze odwiedziny szmateksu. Miałam jakieś 7 lat i mama zaciągnęła mnie do niego siłą, bo przecież jej koleżanki znajdują takie fajne ubrania dla swoich dzieci, więc czemu ona miałaby nie znaleźć? Nie oszukujmy się, to była dla mnie trauma. Nie dość, że wchodziłam do SZMATEKSU, co było wstydem samym w sobie, to jeszcze był mały, ciemny, brudny i śmierdzący. No OK, nie wiem czy był brudny. Po prostu tak to zapamiętałam. Za ladą siedziała jakaś pani Halinka, w bluzce w panterkę, spodniach w tygryska, pasku w zeberkę (i nie, nie mam nic do zwierzęcych motywów, naprawdę).  Po kilku minutach było mi tak duszno i niedobrze, że zostawiłam mamę i wyszłam. Czekałam na zewnątrz. Ale odeszłam kilka kroków od drzwi szmateksu, pod zakład fryzjerski, żeby wszyscy myśleli, że mama właśnie podcina włosy.



A potem było długo, długo nic. Szmateksy, lumpeksy czy inną tanią odzież omijałam szerooooooookim łukiem, aż do czasów liceum, kiedy to nakupowałam z koleżankami mnóstwo szmatek, niektóre na prawdę fajne, inne totalnie do niczego, ale było za 2 zł, więc taka okazja, będzie do chodzenia po domu. Nadrobiłam wtedy wszystkie stracone lata ;-) Od kilku lat zakupy w szmateksie zdarzają mi się sporadycznie. Może chodziłabym częściej, gdybym miała więcej wolnego czasu. Na szczęście są teraz inne lumpeksy. Nie mają nic wspólnego z tym, który zapamiętałam. Owszem, są i małe, i duszne, i śmierdzące, ale do takich zwyczajnie nie wchodzę. Teraz lumpeksy są modne. Są duże, małe, z wyceną, na wagę, z koszami, z wieszakami, itd...

Po co to piszę? Bo ciekawa jestem jaki jest Wasz stosunek do lumpeksów. Przyszło mi to do głowy, gdy byłam na łowach kilka dni temu i spotkałam daleką znajomą, która zarzekała się na wszystkie świętości, że jej noga nigdy tam nie postanie. Że nie wyobraża sobie w ogóle dotykać ubrać, które dotykał i zakładał ktoś inny (tak, bo w sklepach nie ma przymierzalni i nikt nie dotyka Twojej bluzki przed zakupem). Że to śmierdzi, ma dziury i w ogóle syf. No a tu proszę, przemyka pod wieszakami z naładowanym koszyczkiem w ręku ;-)
  
Moje podejście do szmateksów intensywnie się zmieniało z czasem. Zaczynając od wielkiego odrzutu, który zafundowała mi mama w wieku 7 lat, po małe uzależnienie, bieganie z koleżankami z liceum na nowe dostawy, kupowanie wora szmatek za dwa złote, aż do teraz, kiedy, mam nadzieję, kupuję z głową. Moje kupowanie w szmateksie nie różni się teraz niczym od zakupów w normalnych sklepach. Potrzebuję tego, jest ładne, nie wyglądam w tym okropnie - kupuję. Sama niska cena, moda czy inne wyznaczniki ubrań, które przeleżą nieużywane w szafie do mnie nie przemawiają. Jeszcze jeden ważny warunek - kupuję tylko rzeczy nowe z metką, bez metki tylko te, które wyglądają jak nowe. Przekonałam się wielokrotnie, że kupowanie czegoś po to, by skrócić, przerobić, doszyć, poprawić... to u mnie zły pomysł.

Dobra, koniec gadania, pokażę Wam co upolowałam. Tak, zakupy w szmateksie nazywam polowaniem. To, co kupię, zdobyczami lub łupami. Tak, moim zdaniem szmateks to dżungla.

1. Bluzka Atmosphere (5zł) i szalik jakiś taki noname, ale mam ostatnio ochotę na bordo, śliwkę (6 zł)
zakupy z lumpeksu

2. Bluzka Mizumi (10zł), pasek na talię w motylki (7zł), skórzany pasek do spodni (10zł).
łupy z lumpeksu

3. Bluzka TopShop (5 zł), chusta (3zł)
zdobycze ze szmateksu

4. Sweterek H&M (chociaż to dział dziecięcy, ale jest OK, 8 zł), cieplutki, milutki szalik UGG (6 zł), opaska (4 zł)
lumpeksowe perełki

Wiem, że dla prawdziwych królowych szmateksów takie ceny są dość wysokie, jednak ja chodzę tam teraz na prawdę rzadko i nie mam czasu polować na wyprzedaże po 1zł. Szczerze mówiąc to nawet mi się nie chce. Staram się zrobić zakupy w lumpeksie szybko, miło, bezboleśnie i bez poświęceń.

PS. Nie wydaje Wam się, że słowo szmateks, lumpeks brzmią okropne? Z drugiej strony nie będę mówiła mamie, że idę do sekend hendu ;-) Jest na to jakieś ludzkie określenie?

93 komentarze:

  1. Ja zawsze mówię, że idę do ciucha:D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. niezła alternatywa :D

      Usuń
    2. Oo, właśnie. Dużo osób w moim otoczeniu też mówi "ciuszek", bo chyba kiedyś wiele tych sklepów się tak nazywało, i nadal tak jest :)

      Usuń
  2. Uwielbiam szmateksy! Mogłabym się tylko w nich ubierać, ale czasem szarpnę się na jakiś ciuch ze sklepu typu H&M :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja chyba nawet wolę szmateksy niż sieciówki :-)

      Usuń
    2. zastanawiam się nad sukienką na studniówkę, czy szukać w sieciówkach czy może jednak w szmateksach.
      A do mojej mamy mówię: "Mamo idę na szmaty!" :D

      Usuń
    3. A haha :D u nas jeden z lumpeksów nazywał się "Szymatex", a tak to zawsze pisze "Tania odzież zachodnia". Ja sukienkę na studniówkę szyłam u krawcowej, bo w czasach licealnych byłam strasznie szczupła.

      Usuń
  3. "Za ladą siedziała jakaś pani Halinka, w bluzce w panterkę, spodniach w tygryska, pasku w zeberkę" ahahahhahahahah KOCHAM CIĘ :D
    ja do szmateksu nie chodzę, nie mam do nich nic, ale nie chodzę... wchodząc tam czuję sie jak w dżungli gdzie kobiety sobie wydzierają jakies szmatki bo sa tanie :D a ja tam nic wartego uwagi nie widzę... oczywiscie zazdroszcze swoim koleżankom które przychodzą w pieknych suuukienkach kupionych w lumpkach za grosze :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. bo to jest dżungla! walka o przetrwanie! :D dlatego zaglądam tylko wtedy, kiedy jest w miarę spokojnie. No i usuwam się z drogi babciom-starowinkom, które potrafią nieźle rozpychać się łokciami, niebogie :D Słońce, miałam mnóstwo koleżanek, które mówiły tak jak Ty, ba, sama mówiłam tak jak Ty, ale od pierwszej fajnej rzeczy zmieniłam zdanie o 180 stopni :D

      Usuń
    2. Byłam kilka razy z dziewczynami i serio nie widziałam tam nic dla siebie dopóki One mi palcem nie pokazały czegoś ładnego :) i z tego co ostatnio mówią dziewczyny to w i lumpach zaczynają się cenić, że wcale aż tak tanio jak kiedyś było nie jest :D ja sobie lubię iśc na rynek i zakupic coś :D może za jakiś czas i ja stane się kolejną dziką panterą czyhającą na nową dostawę do CTO (centrum taniej odziezy --> tak nasz największy lump się nazywa) :D

      Usuń
    3. Nigdy nie wiadomo, może zmienisz się w panterę :D choć rozumiem, sama kiedyś nie umiałam szukać, ale się w to wkręciłam dość mocno :-)

      Usuń
  4. Mój stosunek do ciucholandów zmieniał się tak jak i Twój :D Teraz chodzę właściwie tylko do dwóch czy trzech ulubionych, w moim rodzinnym mieście. I prawie zawsze kupuję rzeczy za grosze, z których jestem potem zadowolona :) Chociaż zdarza mi się czasami sytuacja typu "oj, skróci się, przerobi, coś wymyślę" - cały czas liczę, że w końcu znajdę chwilę, żeby skrócić, przerobić, coś wymyślić :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. właśnie mam jeszcze w szafie kilka rzeczy kupionych pod wpływem myśli 'oj, skrócie się...', które leżą w szafie już chyba kilka lat... w tym roku koniecznie muszę się za nie wziąć. :-) Dlatego nie kupuję już nic, jeśli mam przerabiać, mam nadzieję, że w tym wytrwam :-)

      Usuń
  5. Ja też początkowo wstydziłam się tego i robiłam to w wielkiej tajemnicy, a jak rzecz była lekko znoszona to mówiłam koleżankom, że stare, że odgrzebałam z szafy :D Teraz gdy mam 20 lat, nie mam z tym problemów, wręcz przeciwnie, natarczywym osobom, które prawią mi komplementy odnośnie do danej rzeczy mówię, że kupiłam ją za 5zł i tyle ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ha, ostatnio miałam podobną sytuację. Pewna napuszona znajoma pochwaliła moją dżinsówkę, a ja jej powiedziałam, że to ze szmateksu za 3 zł. Do tej pory widzę przed oczami jej minę pełną oburzenia :D Normalnie się tak nie zachowuję, ale ona jest wyjątkowo nieprzyjemna ;-)

      Usuń
  6. Lubię chodzić do sh. Dawniej tez tak było, brudno, śmierdząco i brzydko, chociaż takie tez jeszcze można znaleść. To raczej takich nie odwiedzam. Mam swój sprawdzony, wszystko ładnie na wieszakach, a ostatnio nawet wg kolorów
    świetny ten szalik bordo

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja od czasu do czasu zajdę do SH ,tylko w moim małym mieście ciężko na coś fajnego trafić a jak jest dostawa lub akcja wszystko po 2 zł to kobiety szaleją i wyrywają sobie ciuchy z rąk

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no właśnie, a ja staram się omijać takie akcje walk, wyrywania, chodzę tylko jak jest spokojnie :-)

      Usuń
  8. Mój stosunek do lumpów był tak samo zmienny jak ty - kiedyś bardzo się ich wstydziłam i przez wiele lat do nich nie uczęszczałam, ale od kiedy zaczęłam oglądać, jakie dziewczyny znajdą w nich cuda, postanowiłam zmienić swoje podejście, chociaż nie mam talentu do wyszukiwania perełek i na ogół wychodzę z niczym ;d Teraz do zmiany podejścia staram się namówić moją małą siostrę ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że uda Ci się ją namówić :-) Nie wiem le ma lat, ale wnioskując po 'moja mała siostra' podejrzewam, że jest jeszcze dzieckiem lub nastolatkiem. A dla nich jest tyyyyle wspaniałości na szmateksach :-)

      Usuń
  9. Kiedyd tez omijalam je szerokim lukiem, az w koncu wkroczylam w swiat blogosfery, youtube i sprobowalam, a teraz sie uzaleznilam i jak tylko mam troche pieniedzy to ude szperac w lumpkach :p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. widzę, że sporo osób miało podobnie jak ja :D

      Usuń
  10. W lumpach kupuję płaszcze - za żaden nie zapłaciłam więcej niż 30 złotych, a od kilku już lat mam w czym chodzić i koleżanki pytają, skąd takie fajne fasony biorę ;) Lumpy mają niestety też swoją ciemną stronę (mocy?) - po kilku miesiącach nie miałam już miejsca na upchanie dodatkowych ciuchów ;) Teraz chodzę rzadko, ale bardzo lubię poszperać i nauczyłam się brać rzeczy z umiarem, tylko to, co naprawdę mi się bardzo podoba i czego potrzebuję :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. w moich lumpeksach jeszcze nigdy nie udało mi się dostać do płaszczy, tam zawsze krążą lwice ;)) Muszę chyba spróbować w innym mieście :-)

      Usuń
  11. Świetne łupy, markowe ubrania z lumpeksów lepiej prezentują się niżeli z niektórych sieciówek, a już o jakości i nie powiem - zdecydowanie lepsza, a to wszystko za kilka złotych ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jeśli chodzi o jakość, to faktycznie, już nie raz się przekonałam, że w lumpeksach jest mnóstwo perełek :-)

      Usuń
  12. ja też najpierw się wstydziłam jak moja mama mi coś TAM kupiła, potem kupowałam nagminnie no bo tanio, teraz jestem na etapie, że jak coś mi się rzeczywiście spodoba to biorę. Najwięcej rzeczy "na ciuchach" zawsze wyszperam dla moich córeczek - bo rzeczy są bardzo dobrej jakości i często w idealnym stanie, a za grosze ;) Myślę, że podejście do "lumpków" zmieniło się wraz z szumem w mediach na second hand.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jesteśmy w podobny szmateksowym punkcie, też przeszłam te wszystkie etapy :D

      Usuń
  13. Ja od czasu do czasu zaglądam do mojego ulubionego który za nic nie przypomina tzw. szmateksu a raczej sklep z naprawdę niezłymi ciuchami. Jak do tej pory wszystkie moje perełki nad którymi zachwycały się moje znajome pochodziły właśnie z ciucholandów z czego 99% udało mi się kupić jeszcze jako nówki sztuki z metkami ;-)
    Do tego bardzo lubię wyłapywać tam właśnie tak jak Ty dodatki. Czasami uda się namierzyć naprawdę fajne chusty, apaszki których nigdzie indziej nie ma ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kupowanie chust to już takie moje małe uzależnienie. Ale też 90 % zakupów to rzeczy z metkami :-)

      Usuń
  14. 3/4 mojej szafy to rzeczy kupione w lumpeksie. Na początku też kupowałam takie, żeby były do domu, bo miałam mało ciuchów. Brałam cokolwiek. Teraz odkąd mam w co się ubrać na co dzień, staram się kupować jedynie perełki dobrej jakości, a takich można znaleźć naprawdę dużo. Mam wszystko od bluzek, spodni, sukienek po płaszcze. Całą rodzinę można ubrać :) Second handy bardzo się zmieniły, pamiętam jak 10 lat temu byłam pierwszy raz z mamą... Dziki tłum, wyrywanie wszystkiego z rąk, dziwny zapach no i wygląd - wielka hala z mnóstwem ciuchów, w większości kiepskich. A co do nazwy... moja mama zawsze mówi, że idzie na shopping :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Shopping - fajnie, światowo ;-) Też kiedyś kupowałam cokolwiek, teraz wiem, że to głupota i robię szczegółową selekcję.

      Usuń
  15. Moja historia z lumpkami wygląda dokładnie tak samo - od ogromnej nienawiści zakrzewionej w dzieciństwie, do aktualnego kupowania z głową. Muszę powiedzieć, że właściwie ostatnio w ogóle nie kupuję w "normalnych" sklepach -znacznie częściej sobie coś upatrzę w lumpku, gdzie upoluję coś oryginalnego niż w sieciówkach, gdzie wisi pierdyliard rozmiarów jednego fasonu i później pół miasta w tym śmiga ;).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Racja, racja :-) w lumpeksach zawsze można znaleźć coś oryginalnego.

      Usuń
  16. Moja koleżanka na szmateks mówi "ciupa", to dopiero nazwa ;-D

    OdpowiedzUsuń
  17. Lubię robić zakupy sama, ale w ciuchlandach zwyczajnie się boję po tym jak zobaczyłam dwie dorosłe kobity tłukące się o klapek, drugi do pary trzymała sprzedawczyni i apelowała o zwrot tego o który się darły owe panie.
    Ale przymierzam się wybrać z mamą, bo w dawnym sklepie RTV/AGD powstał przestronny, dobrze zaopatrzony sh i muszę tam koniecznie zajrzeć. Zazdroszczę dziewczynom, które są w stanie wyłowić coś ciekawego, mi się jeszcze nie udało, ale będę walczyć. No, nie tak jak te dwie panie, ale się postaram:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też wielokrotnie byłam świadkiem takich walk i można je opisać tylko jednym słowem - masakra. Raz widziałam, że ochroniarz wezwał policję, bo nie mógł tego opanować. Dlatego tak jak Tyna zwykłe zakupy lubię chodzić sama, ale szmateksy rządzą się innymi prawami :D

      Usuń
  18. Ja podziwiam ludzi, którzy potrafią znaleźć fajne ciuchy w lumpeksie. Mi się nigdy ta sztuka nie udała, choć próbowałam, oj próbowałam. Co do nazwy, u mnie się mówi, że idzie się na "szmaty". Każdy wie o co chodzi i nikt nie szuka wymyślnych nazw na sklepy z odzieżą używaną.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też kiedyś tak uważałam, a moja koleżanka zapierała się łokciami, żeby tylko jej nie ciągnąć do szmateksu, bo nie potrafi nic znaleźć. Wszystko do czasu pierwszej wygrzebanej perełki :D

      Usuń
  19. chusta śliczna !! : )

    OdpowiedzUsuń
  20. Szalik UGG w cenie regularnej na pewno jest droższy niż udało ci się go zdobyć :D
    Ja kiedyś często chodziłam do lumpeksów, ale u mnie w okolicy nie ma żadnych fajnych, więc dawno nie byłam...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. też tak myślę :D u mnie w okolicy też, dopiero gdy odwiedzam większe miasto i mam ociupinkę czasu to zaglądam. Chciałabym częściej, ale wychodzi mniej więcej raz na miesiąc.

      Usuń
  21. Nigdy nie umiem znaleźć nic fajnego :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kochana, moja przyjaciółka powtarzała mi to samo, ale za którymś razem przepadła i odwiedza szmateksy teraz częściej niż ja, która ją namawiałam :D

      Usuń
  22. u mnie w domu bywa tak:
    -mamo skąd masz taki fajny sweter?
    -z Mody Polskiej
    i wszystko jasne xd nie jest to nazwa konkretnego lumpka, po prostu tak na nie mówimy :)

    OdpowiedzUsuń
  23. Kiedyś ukrywałam to, że moja mama szuka dla nas ubrań w szmateksach, mimo że mogłyśmy sobie pozwolić na zakupy w zwykłych sklepach. A teraz w sumie to uważam, że nie ma czego się wstydzić. Żałuję tylko, że szmateksy, do których mogłabym mieć dostęp, właściwie nie mają nic szczególnego do zaoferowania.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. chyba każda z nas tak miała :-) blisko mojego miejsca zamieszkania też nie ma nic ciekawego, dlatego buszuję po szmateksach rzadko, ale dobre i to :-)

      Usuń
  24. Staram się zaglądać raz w tygodniu do sh jeśli znajdę czas w tym moim zabieganiu :( Ale jak już jestem to często coś dla siebie wypatrzę za grosze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. to zazdroszczę, ja tam jestem co najwyżej raz na miesiąc :-) szkoda, że nie mogę częściej, może znalazłabym więcej perełek :-)

      Usuń
  25. Tak jakbym czytała swoją historię :) Uwielbiam chodzić do lumpeksów :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. większość z nas miała podobnie :D

      Usuń
  26. Super:) Też ostatnio znalazłam kilka perełek:)

    OdpowiedzUsuń
  27. Czasami odwiedzam lumpeksy i znajduję dużo ciekawych rzeczy. Niektórzy się tego wstydzą ale ja uważam że nie ma czego.
    Podoba mi się ten szalik UGG ;)

    OdpowiedzUsuń
  28. też miałam taki stosunek do second handów :) w tym momencie praktycznie kazda sobote tam spedzam i wyszukuje perelek :) jestem osoba ktora bardzo zwraca uwage na marki wiec wlasciwie tylko takich ubran szukam i powiem ze mam wielkie szczescie :) ostatnio trafil mi sie sweterek w idealnym stanie z HUGO BOSS :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mi aż tak bardzo nie zależy na samych markach, ale Hugo Boss, wow, gratulacje :-)

      Usuń
  29. Anonimowy14:57

    Ja nazywam mój ulubiony sklep z ciuchami Pewex :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. też całkiem fajny pomysł :-)

      Usuń
  30. uwielbiam lumpki :) w moim rodzinnym mieście było ich całe mnóstwo, poza tym miałam czas by do nich chodzić, teraz nie dość, że nie mam czasu, to nie mogę znaleźć żadnego ciekawego :) Jak tylko jadę do rodziców, to zostawiam Helenkę mamie i ...znikam na kilka godzin :D Lumpki <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jakbym miała taką małą Helenkę, to bym nigdy z lumpeksu nie wyszła :D Tam jest mnóstwo fantastycznych ubrań na dzieciaczki!

      Usuń
  31. Ja też odwiedzam SH od czau do czasu :) ostatnio kupiłam sobie bardzo ładną bluzkę w pepitkę, małą czarną i fajną torebkę :)

    OdpowiedzUsuń
  32. Anonimowy11:06

    bardzo ładne rzeczy udało Ci się upolować! :)) Ja osobiście lubię chodzić do ciucholandów, ale nie mam tyle cierpliwości żeby przeszukiwać wszystkie rzeczy, zwyczajnie za szybko się poddaję, no, ale zamierzam się wybrać i może uda mi się coś fajnego znaleźć :) pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. cieszę się, że Ci się podobają :-) mi też nigdy nie udało się przeszukać wszystkich rzeczy, to strasznie męczące :-) Powodzenia!

      Usuń
  33. Super rzeczy, pierwsza bluzka mega i ta opaska jest cudowna :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. bardzo się cieszę, że Ci się podobają :-)

      Usuń
  34. haha u mnie zawsze funkcjonowało słowo lumpeks.. i też pamiętam tę traumę z dzieciństwa jak była malutka i mama mnie ciągała na siłę i mi się tam tak nudziło, a jak mama weszła to przepadała na dłuuugi czas, a ja na dworze na murku siedziałam :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. widać, że sporo z nas miało takie przeżycia :D

      Usuń
  35. Lumpy są w moim życiu w zasadzie od zawsze, gdy moi rodzice dopiero, co zaczęli swoje dorosłe życie, już ze mną w drodze, była to więc sytuacja raczej siłowa i ekonomiczna. Jednak w tamtych latach moja mama potrafiła znajdywać tam naprawdę fajne rzeczy i nigdy nie czułam się gorzej ubrana, wręcz przeciwnie - ciągle zdarzały się mi pytania gdzie było kupione to, czy tamto. Jak byłam już nastolatką, bliska mi osoba z rodziny, pracowała w takim o to przybytku, więc przychodziłam pomagać jej rozkładać nowy towar i przy okazji, jako pierwsza mogłam przejrzeć rzeczy. Sama też w tamtych około licealnych czasach często chodziłam do lumpków. Dużo było ładnych, czystych, z ubraniami rozwieszonymi na wieszakach. Przestałam z jednego zasadniczego powodu. Do lumpa idzie się polować, trafi się to albo coś innego. Ostatecznie dosłownie tonęłam w ubraniach, a nosiłam w kółko te same rzeczy, bądź brakowało mi jakichś konkretnych elementów. W celu zrobienia porządnej inwentaryzacji w szafie przestałam tam zaglądać i zostało mi tak do dziś, ale dlatego, że jakoś straciłam do tego serce. Teraz wolę przy zmianie sezonu wyszukać kilku konkretnych rzeczy, które są mi potrzebne, a potem znaleźć je w sklepach i gotowe ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. też miałam taki moment, że tonęłam w ubraniach, gdzieś za czasów liceum. na szczęście w większości pozbyłam się morza ubrań, choć i tak mam ich na chwilę obecną za dużo, to jednak nie ma porównania do tamtych czasów :-)

      Usuń
    2. Dokładnie, u mnie tak samo, choć w domu w Polsce, dalej się wysypują z szafy jakieś relikty przeszłości, muszę się w końcu z nimi rozprawić :)

      Usuń
  36. Ja uwielbiam szmateksy, ale w żadnym nie byłam od wakacji. Jakoś mnie teraz nie ciągnie i nie mam w pobliżu żadnego fajnego. Ale większość moich ulubionych swetrów to łupy z lumpków.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja też chodzę teraz bardzo rzadko :-)

      Usuń
  37. ja uwielbiam lumpy ! najlepsze sklepy !

    OdpowiedzUsuń
  38. Anonimowy23:22

    Js mówię że idę do versacego

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Anonimowy20:09

      Ciekawe ... Ja też zawsze mówię, że kupiłam ciuch w sklepie VERSACE :)))

      Usuń
  39. Anonimowy11:50

    Ja mowie lump i nie przeszkadza mi ta nazwa

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. wiadomo, do koleżanek i znajomych mi nie przeszkadza, ale tak w domu mi nie pasowało :D

      Usuń
  40. W dzieciństwie miałam podobne zdanie do Ciebie, chociaż Mama potrafiła przynieść mi prawdziwe perełki, np. spodnie ala woskowane/ skórzane czarne, przylegające do ciała - teraz hit sezonu, wtedy też dumnie nosiłam jako dojrzewająca nastolatka na dyskoteki:p

    Teraz zaglądam do jednego mojego ulubionego w dzielnicy obok miejsca gdzie mieszkam. Zawsze wybieram się tam z Sis, czasami zabieramy też Mamę. A zdarza się, że idę sama. Nawet dla męża znajduję tam fajne ubrania. Ale zawsze kieruję się zasadą, że muszę w tym wyglądać rewelacyjnie - by to kupić;) Wiele osób pyta się mnie 'gdzie to kupiłaś?, jest świetne" więc się nie wstydzę i mówię otwarcie, że w "lumpku" z Sis nazywamy to miejsce pieszczotliwie;) Lumpek do którego chodzę ma odzież na wagę( z tyłu sklepu) jak i na wycenę na wieszakach + kozach koszulki i dziecięce ubrania. Dwie przymierzalnie, lustra i bardzo miłe panie obsługujące;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moja mama niestety nie przynosiła nic ciekawego, bo tylko kilka razy weszła do szmateksów w tamtych czasach. Teraz to ja jej przynoszę perełki, a ona za każdym razem wspomina jak to nie mogłam wejść do żadnego szmateksu będąc dzieckiem :D

      Szczerze mówiąc, najbardziej lubię oglądać rzeczy na wieszakach, nie za bardzo potrafię znaleźć coś w pudłach. Ale fakt, że tam można znaleźć na prawdę fajne rzeczy :-)

      Usuń
  41. przechodziłam podobne etapy, ja za swój lumpkowy tekst na bloga zabieram się ponad rok :D

    OdpowiedzUsuń
  42. U mnie na ustach niesie się słowo lumpek albo second hand :D
    Świetna chusta i ta bluzka ze Statuą Wolności itd - ta ma w sobie urok :]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Anonimowy12:00

      tak na marginesie, to nie statua wolności a wieża eiffla :P

      Usuń

Dziękuję za każdy pozostawiony komentarz.

Copyright © 2016 Balbina Ogryzek , Blogger