Jak się pozbyć stosu półproduktów i nie zwariować?

Półprodukty. Był czas, że zachłysnęłam się nimi jak słoną wodą nad polskim morzem ;-) Wciąż uważam, że są fenomenalnie fantastyczne, ale kupowane z głową. A ja kilka razy kupowałam zupełnie bez użycia wyżej wymienionej części ciała. Nazbierało się tego mnóstwo i większość leżała i czekała na zbawienie. Kilka użyłam, kilka się przeterminowało, to wyrzuciłam, ale i tak została mi spora, spooraaa ilość. Pewnego dnia doszłam do wniosku, że koniec z zagracaniem domu, pokoju, łazienki i innych pomieszczeń setkami butelek, buteleczek, słoików, słoiczków, pudełek, pudełeczek. Czas coś z tym zrobić. 


Wyciągnęłam cały mój półproduktowy arsenał. Przeglądnęłam pod kątem dat ważności, ale wszystko było OK. I bez chwili zastanowienia zabrałam się do roboty. Mieszałam, kręciłam, rozpuszczałam, dosypywałam dobrą godzinę. Postanowiłam, że z pólłproduktów powstaną gotowe kosmetyki, takie na pewno szybciej zużyję i miałam rację. 



Dzień był pechowy, bo nie dość, że padał deszcz, więc światło do zdjęć marne, to jeszcze bateria właśnie się rozładowała. Udało mi się pstryknąć tylko kilka, a planowałam zrobić to zupełnie inaczej, krok po kroku opisać co robiłam. Cóż. Mimo wszystko nie mogłam czekać, skoro wyciągnęłam arsenał i postanowiłam poświęcić wolny czas, nie mogłam znów odkładać tego w nieskończoność. 


Biały wosk i twarde oleje rozpuszczałam w kąpieli wodnej, przydatne okazało się też zakupione podczas mojego zachwytu nad kręceniem półproduktów szklane mieszadełko i spieniacz do mleka ;))


W zbiorze przeważały glinki, suche peelingi, spirulina oraz masła i oleje, które nie pasowały moim włosom. Postanowiłam, że większość moich kosmetycznych stworów to będą peelingi w kostkach.


Spieniacz do mleka w akcji. Świetnie nadaje się do łączenia olej, trochę chlapie na boki :D


Olej laurowy, którego uwielbiam za właściwości >opisywałam tutaj, klik<, jednak opakowanie było fatalne, olej ma półpłynną konsystencję i wciąż się wylewał. Plastikowe pudełeczko trzymałam w innym większym opakowaniu, żeby nie ociapać całego pokoju, jednak po użyciu i tak zawsze coś mi się ulało ;) Dlatego pomyślałam, że połączę go z masłem kakaowym i woskiem.


Uwielbiam masło kakaowe w pastylkach, wygląda jak cukierki, no i ten zapach...


Najpierw roztopiłam wosk i masło kakaowe, potem dodałam olej laurowy i voila!


Teraz mam zielone, antybakteryjne masło, które ma genialną konsystencję!


Z  masła kakaowego, oleju palmowego, masła shea i masła kokum powstały kostki peelingujące w różnych kształtach z różnymi dodatkami. Wszystko robiłam na oko, bo to do ciała, gdyby było do twarzy, to pewnie bardziej zwracałabym uwagę na proporcje. 


Do jednych kostek dodałam czerwonej i beżowej glinki, kawy, peelingu w proszku, do innych zielonej glinki i spiruliny

Miałam też sproszkowane płatki róż, które czekały aż dodam je do jakiejś maseczki a wiecznie o nich zapominałam. Więc przygotowałam gotową mieszankę maseczkową, dodając do nich glinek, które lubię. 


Ciastko i gwiazda powstały z resztek ;-)


Najgenialniejszym pomysłem okazał się jak zwykle kawowy peeling. Wymieszanie rożnego rodzaju maseł ze zmieloną kawą i cukrem trzcinowym wyszło idealnie. Ten zapach! Najchętniej zjadłabym go łyżeczką. Ten peeling nie może się nie udać, bo jest świetny w każdej wersji!



Takich kostek-kwiatów wyszło mi ok 30 (więc wyobraźcie sobie ile ja miałam tych niepotrzebnych maseł!) a już połowę zużyłam. Jedno przypada na jeden prysznic i starcza na całe ciało. Kompletnie nie wiem jak nazwać ich pod kątem kosmetycznej funkcji - peelingują, nawilżają, odkażają (bo olejek z drzewa herbacianego), przyspieszają gojenie ranek. Bardzo je polubiłam.


Po zakończeniu kosmetycznej zabawy wyrzuciłam kilkadziesiąt pustych opakowań. Co za ulga!

Z półproduktów zostały mi tylko olej makadamia (włosy), malutki olej śliwkowy (pod oczy), butelka z mieszanką OCM (a może to już nie jest półprodukt:D), d-panthenol i alantonina (maseczki), olejek z drzewa herbacianego (na wszystko, nie rozstaję się z nim!), l-cysteina (do wypróbowania na włosy) i tyle. W porównaniu z wcześniejszym arsenałem to pikuś. 

Chętnie się dowiem jak jest u Was. Macie zachomikowane swoje półproduktowe skarby? Na którym etapie połproduktowego szału jesteście? Czy Was kompletnie nie dotyczy? 

Wiem, że ten post wiele nie wnosi, ale może ktoś zainspiruje się do zrobienia porządku w swoim półproduktowym schowku? 

61 komentarzy:

  1. Ciekawe pomysły:) na szczęście nie mam wiele takich półproduktów. Za to sporo balsamów i żelów pod prysznic:|

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. u mnie własnie przeważają balsamy i masła do ciała, dlatego odpuściłam sobi eich robienie :-) muszę najpierw zmniejszyć ich liczbę :D

      Usuń
  2. OMG!!! Jakie to piękne! Naprawdę robi wrażenie!!! Wspaniały pomysł! Ja, ogólnie, mam tylko tyle ile mi potrzeba, więc nie miałabym z czego zrobić, ale pomysł autentycznie jest MEGA :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O jak mi miło, dziękuję :-))

      Usuń
  3. wow ! ale piękne to wszystko :) ja nie mam półproduktów :) mam bardzo dużo masek i balsamów do włosów :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziękuję :* mi się już udało ograniczyć maski i balsamy do włosów, mam jakieś 4 maski i z 2 odzywki, więc jak na moje wcześniejsze zbiory to bardzo, bardzo mało :D

      Usuń
  4. Wspaniale to wygląda :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Jestem oczarowana wyglądem tych kostek, skąd miałaś takie foremki?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. hm, hmmm.... chya z biedronki, jeśli dobrze pamiętam. Ale to już dawno było :)

      Usuń
    2. ehh, chciałabym takie, muszę poszukać, chociażby podobnych!

      Usuń
    3. wiesz co, kiedyś widziałam podobne w Home&You i swojego czasu na alegro. Wiem, że na ebay'u są świetne foremki, ale nigdy nie robiłam tam jeszce zakupów :)

      Usuń
    4. W Empiku też często są Asiu :)

      Usuń
  6. Jakie śliczności stworzyłaś! :D

    OdpowiedzUsuń
  7. Ale cuda wyczarowałaś. Przydałyby się takie fajne produkty :)
    Ja półprodukty kupuję bardzo rozważnie, bo jednak zdarzają się te krótkie daty ważności i wolę już znowu robić zamówienie, niż powyrzucać niezużyte produkty potem ;) Także uważnie dobieram wszystko do moich potrzeb i nie kupuję zbędnych produktów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Teraz też podchodzę do tego rozważniej i kupuję tylko to co faktycznie używam i potrzebuję. A nie tysiąc roślinnych ekstraktów na raz :D Ale miałam spore zapasy z czasów nierozważnych zakupów. Uf na szczęście nic ze zbędnych rzeczy nie zostało :))

      Usuń
  8. Wow - fantastyczna kreatywność - Balbini - jakie urocze kwiatuszko - gwiazdeczki :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że Ci się podobają :D :*

      Usuń
  9. świetnie sobie poradziłaś ze swoim arsenałem :)
    ja z półproduktów mam glinki, algi i żel hialuronowy, ale sięgam po nie w miarę systematycznie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie glinki algi i żel to standard, nie mogę się bez nich obejść i też sięgam po nie systematycznie :) Jednak w szale kupowania nakupiłam za dużo maseł, ekstraktów i innych cudów na kiju :D

      Usuń
  10. Kostki są śliczne! <3

    Do tej pory kupiłam tylko jeden nietrafiony półprodukt - hydrolizowaną keratynę. Resztę zużywam baz problemu, nic się nie przeterminowuje. Inna sprawa, że mimo zachłyśnięcia zakupy półproduktowe robię pod gotowe receptury. :) Inaczej poklikałabym wszystko. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie miałam jej jeszcze :))) Dobry sposób na zakupy! Ja to robiłam jak bądź, jak popadnie. Zobaczyłam ekstrakt z soku z borówki, o musi być mój ;)) ale teraz jestem już bardzo rozsądna :D

      Usuń
  11. Ja na razie dopiero zaczynam swoją przygodę z półproduktami więc nie mam z czym się rozprawiać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Więc uważaj, żeby się nie rozpędzić z zakupem, to wciąga :D

      Usuń
  12. Ładnie wyszły Ci te kwiatki:) Cały problem z półproduktami polega na tym, że gdy je zamawiam, to biorę od razu kilka rzeczy bo zawsze dochodzi przesyłka, więc wtedy jest taniej niż zamawiać wszystko kilka razy. Tak też ma się później kilka olejków, hydrolatów czy glinek. W większe kręcenie się nie bawię, bo jakoś mi to nie idzie. Jednak lubię gotowce... Pamiętam jak zamówiłam jakieś ekstrakty, żeby je dodać do olejków... zanim się zdecydowałam to zawilgotniały i powstały mi z nich trudno rozpuszczalne kamienie:) Dlatego łatwiej z nich korzystać gdy tak jak Ty już coś zrobimy niż gdy przypominam sobie o nichchwilę przed wejściem pod prysznic, wtedy z reguły wolę sięgnąć po gotowiec..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Idealnie to opisałaś, właśnie jak już jestem pod prysznicem to wtedy nagle przypominam sobie o milionie różnych rzeczy, które miałam wykorzystać, a kończy się i tak na mydle, żeby było szybciej... Dzięki temu, że zrobiłam te kostki i peeling to je zużywam, a gdy miałam wszystkie składniki osobno, to nie zużyłabym je w ciągu 10 lat. Teraz staram się nie wychodzić zakupam poza listę standardowych i ulubionych półproduktów, które faktycznie używam. Pozwalam sobie tylko na jeden lub dwa małe szaleństwa :D

      Usuń
  13. Jak w pracowni chemika:)
    Super pomysł z wykorzystaniem półproduktów. A jak to wszystko musi pachnieć...:):)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kawowy peeling pachnie obłędnie! W dodatku zawiera też trochę masła kakaowego, więc cud, miód i orzeszki :D

      Usuń
  14. ja właśnie wczoraj robiłam porządek w półproduktach, bo zajmowały sporą część półki w lodówce, a przez długi czas nie zwracałam na nie uwagi. zrobiłam sobie mgiełkę i masło olejowe do włosów :) to co zawsze muszę mieć z półproduktów, to olej kokosowy i masło kakaowe, bo je uwielbiam za właściwości i zapach :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fakt, pachną cudnie. :) Tez powinnam zrobić mgiełkę albo płukankę, bo l-cysteina leży i czeka, ale wciąż brakuje czasu.

      Usuń
  15. Wow, ale się naprodukowałaś! Genialny pomysł!!

    OdpowiedzUsuń
  16. Mądrze zrobiłaś. Ja jak kupuje półprodukty to od razu patrzę pod tym kątem by użyć ich do co najmniej 2-3 receptur/ miejsc na ciele. Świetne te kostki myjąco-pilingujące!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobrze robisz, teraz też już patrzę pod takim kątem. Na szczęście pozbyłam się zbędnego balastu i mogę robić rozważne zakupy :D

      Usuń
  17. Ja dopiero zaczęłam swoją zabawę z półproduktami, ale jeżeli zaczną mi wychodzić z pokoju to na pewno skorzystam z Twojego pomysłu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uważaj, bo nie znasz dnia ani godizny, kiedy wpadniesz w szał kupowania :D

      Usuń
  18. są obłędne!!! Jestes wielka!!!

    OdpowiedzUsuń
  19. Świetne są te kostki a peeling wygląda bardzo zachęcająco ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli tylko ktoś lubi zapach kawy, to zakocha się na amen w peelingu.:))

      Usuń
  20. Brawo, podziwiam za to, że się zebrałaś. Ja swoje cuda w większości rozdałam ;) Zostawiłam tylko to co używam, czyli niewiele.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sama się dziwię i się równocześnie podziwiam, że w końcu się zebrałam. Tyle podejść i zawsze wygrywało lenistwo :D Teraz też pilnuję, żeby półprodukty były w rozsądnej ilości, tylko to co używam :)

      Usuń
  21. Też bym musiała zużyć jakoś swoje półprodukty, bo ostatnio kilka praktycznie całych wyrzuciłam-przeterminowały się. Tyle, że ja znając mnie, to i tak bym nie używała z lenistwa tych kostek pod prysznic, bo wolę żele peelingujące- taka leniwa jestem:D . To teraz czekam na następną notkę o tym, że jak już się zmobilizowałam do zrobienia, jak się zmobilizować do zużycia:D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hehe :D Na szczęśnie ja jestem dość mocno zmobilzowana do zużycia, bo żeli praktycznie nie używam, tylko mydło :D A mydło czy kostka i tak na jedno wychodzi :D

      Usuń
  22. Zmotywowalas mnie! Musze powykańczać moj arsenał xd

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powodzenia! Ale ulga będzie wielka :D

      Usuń
  23. ja jestem dopiero przed szałem, chyba zacznę bawić się półproduktami od przyszłego miesiąca :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uważaj, żeby nie wpaść w zakupowy szał :D

      Usuń
  24. też muszę w końcu się zabrać za DIY, Czy mogę się do ciebie zwrócić z listą rzeczy? Może wpadniesz na jakiś pomysł jak co pomieszać? Co dokupić, aby wykończyć zapasy??

    Całuski

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No jasne, z największą przyjemnością spróbuję coś doradzić :)) Tylko musisz pamiętać, że jestem kompletnie niekompetentna w kręceniu kosmetyków, robiłam to tylko dla siebie, nie pod kątem żadnych receptur, miar i składników, tylko co mi pszyszło do głowy :D

      Usuń
  25. Jakiś czas temu nakupiłam olejków do twarzy, ale się nie sprawdziły, więc zlałam wszystkie do jednego opakowania i używam na włosy. Ryzyko było, ale okazało się, że włosom bardzo pasuje :-)

    OdpowiedzUsuń
  26. O jak cudnie wyglądają ;) Chyba też tak zrobię ;)

    OdpowiedzUsuń
  27. Jestem zachwycona Twoim pomysłem na wykorzystanie foremek i robienie małych kwiatowych kostek :D u mnie półproduktów mało i nie mam problemów z wykorzystaniem, ale zapamiętam na przyszłość :)

    OdpowiedzUsuń
  28. Animale19:51

    Oj, ja tez mam tego mnostwo. Glownie kwasy, nawilzacze i proszki do peelingow i aseczek, szkoda ze stoi i nie uzywam tego ;(

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy pozostawiony komentarz.

Copyright © 2016 Balbina Ogryzek , Blogger