Średnia przyjemność z zakupów - HELFY

Po pierwsze, bardzo się cieszę, że tak miło odebrałyście mój poprzedni post. Że nikt nie popukał się w czoło czytając takie wieści na blogu. A może się popukał, ale nie dał tego po sobie poznać :D dzięki :D

Po drugie... Długo biłam się z myślami, czy o tym pisać. Zamówienie złożyłam na początku czerwca, a tu już mamy koniec lipca. Jednak skoro opisuje się to, co jest OK, to czemu nie powinnam pisać o tym, co jest... nie OK? Dlatego postanowiłam - piszę.




Wszystko zaczęło się od tego, że nie przespałam dwóch nocy. A dokładniej na dwie doby zażyłam 2 godziny snu. Raczej mało, prawda? Dlatego trzecią noc przespałam jak dziecko, 12 godzin bez jakiegokolwiek kontaktu z rzeczywistością. Po obudzeniu byłam jednym wielkim bąblem. Naliczyłam 35 ugryzień komarów, co jak się później okazało było liczbą zaniżoną - gdy zeszła opuchlizna w każdym miejscu miałam po dwa, po trzy ugryzienia. Między smarowaniem się żelami po ugryzieniu a zadrapywaniem się na śmierć szukałam informacji w internetach czym odstraszyć te wstrętne insekty. Zainteresowały mnie naturalne metody, kadzidełka, olejek waniliowy... Bez zastanowienia zrobiłam zakupy za kwotę ponad 100 zł. Paczka przyszła natychmiastowo. A to co w niej znalazłam:


Głównie zależało mi na perfumach w kremie o zapachu wanilii. 29 zł. Po otwarciu moim oczom ukazał się taki widok...


Denko od zakrętki odpadło tuż po otwarciu. Całe opakowanie wygląda nieprzyjemnie, staro, a krem ma żółtą/pomarańczową obwódkę. No, jednym słowem nie wygląda tak, jak wyobrażam sobie luksusowe, indyjskie perfumy. Widocznie mam złe wyobrażenia. Widocznie to co widzicie wyżej, to uosobienie luksusu. Następnie mamy...


Jaśminowe perfumy w szkatułce. 32 zł. Opakowanie jest urocze. Wygląda tak, jak wyglądać powinno. Natomiast środek już tak bardzo mi się nie podoba. Zobaczcie same:


Powierzchnia żółtawego kremu jest chropowata i ma zatopione czarne kropki. Poza tym zapach jest dla mnie nieznośny, jak w starym indyjskim sklepie, ale to już nie jest wina sklepu, tylko moich wyobrażeń. Dalej...


Waniliowe kadzidełka i podstawka. O ile kadzidełka są OK, choć zapach mnie dobija, ale wciąż - to mój nos jest tu problemem, nie sam produkt. Natomiast podstawka...


Jest niesamowicie porysowana. Nie po to kupuję nowe rzeczy, żeby przychodziły do mnie w takim stanie. Co to za przyjemność z zakupów, same powiedzcie, żadna. Dalej...


Dwa mydełka TULI, które były zakupem nieplanowanym, tylko małym dodatkiem do komarowego arsenału. Jednak to właśnie ten nieplanowany zakup uratował całą paczkę. Mydełka przyszły w idealnym stanie. Używałam już ich wcześniej, recenzowałam tutaj -> opis mydełek.


Mikroskopijny ałun na zadrapania i po goleniu. Przyszedł cały, w idealnym stanie (to chyba dziwne, że cieszę się z idealnego stanu nowych, kupionych produktów!)

Napisałam do przedstawiciela sklepu, opisałam sytuację, głównie skupiłam się na pierwszym produkcie, perfumach waniliowych w kremie. Dostałam odpowiedź, że wszystkie mają żółtą obwódkę, a jeśli jestem niezadowolona mogę odesłać, zwrócą pieniądze. Na co ja napisałam, że o odesłaniu chyba nie może być mowy, po wsadziłam palec do tego produktu. Na to nie dostałam już odpowiedzi. 

Zresztą nie zależy mi aż tak na 20 zł, chyba rozumiecie. Nie śpię na pieniądzach, jednak nie będę biegać po pocztach, płacić za wysyłkę, tylko po to by odzyskać 20 zł, mam inne rzeczy na głowie. Chodzi mi o to, że jak coś kupuję, lubię czuć się ważna jako klient. Zwłaszcza, że robiłam, tam zakupy nie pierwszy raz. Zwłaszcza, że inne firmy potrafią rozpieścić klienta.

Takim oto sposobem sklep helfy stracił we mnie wierną klientkę. Szkoda. Jednak ich asortyment nie jest na tyle unikalny, że nie znajdę tego samego produktu gdzieś indziej. Tyle. Mam nadzieję, że nie odbierzecie tego posta, jako wypowiedzenie wojny ;-) Po prostu się zawiodłam. 

Przydarzyło się Wam kiedyś wydać na coś pieniądze i być kompletnie niezadowolonym z jakiegoś produktu? Nie chodzi mi o działanie, tylko o odczucia tuż po otwarciu przesyłki. A tak lubię ten moment! Rozdzierania taśm, papieru, pudełka. 

Czy uważacie, że przesadzam? W każdym razie mam już nauczkę. Koniec z indyjskimi zakupami.

72 komentarze:

  1. Anonimowy18:38

    Dlatego unikam ich internetowego sklepu:(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja dopiero teraz mam nauczkę.

      Usuń
  2. Kurczę, szkoda, że coś takiego zastałaś. Aczkolwiek skoro przedstawiciel mówi, że żółta obwódka jest normalna, to nie wydaje się tak źle, ale stanu choćby stojaka na kadzidełka nie wybaczyłabym :/ Sklep powinien dosłać nowy produkt w dobrym stanie...
    Mi się kiedyś zdarzyło, że otworzyłam paczkę i się załamałam po prostu. Też uwielbiam moment otwierania, macania nowych kosmetyków :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też uwielbiam :D zwłaszcza jak jest pięknie zapakowane, starannie przygotowane, to widać po prostu :-)) Czasami kilka razy dziennie przekładam nowe produkty, jak małe dziecko zabawki ;D

      Niby tak, jednak to wciąż mało zadowalające dla mnie wytłumaczenie. A co do podstawki, to mogłabym odesłać i dostać kasę, ale... przesyłka pewnie z 7 albo 8 złotych, a podstawka 10, więc kompletnie bez sensu. Tylko zawód pozostaje, na szczęście jest tyle świetnych sklepów, że każde zamówienie jest idealne :-)))

      Usuń
  3. Jak pokazałaś te perfumy na fb, to nie sądziłam że są ze sklepu, i to tak znanego. Całe zakupy nie udane, dali dużą plamę. Dobrze że napisałaś tego posta.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że tak uważasz. Bardzo nie lubię kwasów, a już na pewno nie lubię ich generować, ale nie widziałam powodu, żeby temat przemilczeć.

      Podejrzewam, że znajdą się i zagorzali obrońcy, bo sporo osób z nimi współpracuje.

      Usuń
  4. a oglądałaś recenzje innych blogerek o tych produktach? dostały je w takim samym stanie? nigdy nie miałam z nimi styczności, nie znam się, ale Twoje rozgoryczenie i zawód rozumiem

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widziałam zdjęcia u innych blogerek, wyglądają tak samo lub jeszcze gorzej - obwódka jest większa i czerwona - jednak wciąż mnie to nie przekonuje. Jeśli to jest normalne, to takie zdjęcie powinno pojawić się na stronie - tak myślę. No cóż, rozgoryczenie trochę mi już minęło, bo to ponad miesiąc po otrzymaniu paczki. Po prostu nie planuję ponownych zakupów i chcę ostrzec przed zakupem perfum te osoby, który taki stan kosmetyków by przeszkadzał.

      Usuń
  5. Myślę,że dobrze że o tym napisałaś. Dobrze, że napisałaś dopiero po kontakcie ze sklepem a nie na gorąco od razu. Według mnie tego typu produkty nie są za bardzo popularne więc pewnie trochę u nich poleżały.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak właśnie pomyślałam, zwłaszcza, że nie raz nie dwa sama bawiłam się olejami, woskiem pszczelim i nawet te masełka, które leżały u mnie kilka miesięcy nie mają takiej obwódki. Może się nie znam, ale kupując coś, co tak podejrzanie wygląda w środku powinnam zobaczyć to na zdjęciu w sklepie.

      Usuń
  6. Marta19:18

    Myślę, że trochę przesadzasz. Po pierwsze, luksus za 20 zł to nie luksus. Po drugie, skoro mówią, że tak ma być, to pewnie tak ma być. Tak dobrze się znasz na indyjskich kosmetykach, że wiesz lepiej od pana ze sklepu (OK, może wciska kit, ale sama piszesz w komentarzu, że inne blogerki też tak miały... to co, wszystkie produkty mają zepsute?)? To nie ich wina, że konsystencja czy kolorystyka produktu nie odpowiada Ci jako klientowi... Wiesz, to mi przypomina sytuację z jogurtami. Tyle się teraz mówi o paskudnych składach, dodawaniu mleka w proszku czy innego niepotrzebnego syfu. A jak się bronią producenci? Ponoć to upodobania konsumentów: dodają mleko w proszku, żeby jogurt miał jednolitą konsystencję. Bo dla konsumenta jogurt z oddzieloną serwatką jest zepsuty. Nie szkodzi, że "tak ma być" i to naturalne.

    Co do podstawki się zgodzę, wygląda paskudnie i powinni wymienić.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cóż, może masz rację. Przez ponad miesiąc biłam się z myślami, czy przesadzam, czy nie. Jednak wciąż - nie podoba mi się ta obwódka i już. I każdy po moim poście może stwierdzić, że przesadzam i kupić sobie perfumy w kremie, bo dla niego obwódka to nie problem. Z drugiej strony znajdą się osoby, dla których obwódka będzie problemem i zwyczajnie dzięki tej wiadomości perfum nie kupią. Bo ja, gdybym wiedziała o niej wcześniej, nie kupiłabym.

      Nie znam się na indyjskich produktach. Pan ze sklepu też niewiele więcej wiedział, bo napisał że nie wie skąd ta obwódka, może z wytrącenia się składników. Nie sugeruję, że są zepsute, oleje z tego co wiem się nie psują, tylko jełczeją.

      Co do jogurtów, to nie wiem, nie jem, więc mi obojętne co do nich dosypują.

      Podstawka kosztowała 10 zł, więc nie chciało mi się odsyłać, płacić za przesyłkę, kopertę, po to by dostać nową. Po prostu wolałabym kupić i od razu dostać nowe i ładne.

      Dzięki za wyczerpujący komentarz.

      Usuń
    2. Ja jestem kosmetyczką i powiem,że bała bym się coś takkiego sobie nałożyć nawet na posladki,a te perfumki naprawdę muszą być jakieś stare skoro nawet opakowanie maką jakies takie zardzewiałe blee;-(,podstawka pod kadzidełka paskudna.A na komary dobra też jest lawenda ponoć.

      Usuń
    3. Anonimowy18:51

      Pani wybaczy...z tego coczytam,wynika,że w/w produkty SĄ ZEPSUTE... nawet perfumy w kremie mają ograniczoną datę ważności, te na zdjęciu są"zdrowo" przeterminowane... często bywam w tamtych krajach,sama kupuję perfumy i wiem jak wyglądają "świeże"

      Usuń
    4. Bardzo Ci serdecznie dziękuję za komentarz, tylko utwierdził mnie w przekonaniu, że dobrze zrobiłam nie nakładając ich na siebie.

      Usuń
  7. Pamiętam, jak wrzucałaś na Facebooka zdjęcie tych waniliowych perfum. Nie wyglądają na nowe, poza tym ta żółta obwódka jest podejrzana i nie zachęca do smarowania się nimi tu i ówdzie :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Noo dawno to było, długo mi zajęło przemyślenie sprawy, czy o tym pisać. Dla mnie też nie wyglądają dobrze, a szkoda.

      Usuń
  8. ja też raz się na nich przejechałam... ale po roku od brzydkiej sytuacji napisała do mnie inna Pani która zechciała mnie wysłuchać (wcześniej moją sprawą zajmował się Pan).
    No nic... trzeba wziąć na klatę, że Helfy czasem daje tyłka... a szkoda

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szkoda, szkoda, ja jak zwykle podchodzę optymistycznie, wszędzie widzę pozytywy, a potem się rozczarowuję.

      Usuń
  9. Postały w magazynie i się po prostu postarzały. Trochę bym dyskutowała, czy taka obwódka to normalne, czy nie, zwłaszcza gdy sprzedawca nie wie, skąd się wzięła, a z drugiej strony mówi, że to normalne. Dziwna sprawa.

    Spisujesz na straty te kosmetyki, czy spróbujesz zdrapać nożem trochę warstwy z wierzchu i dać im jeszcze szansę?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z drewnianego puzderka wyciągnęłam ten jaśminowy krem, bo zapach po prostu był dla mnie nie do zniesienia. Puzderko ładne, może się na coś przyda. Na razie się wietrzy od miesiąca na balkonie :D

      Z waniliowym kremem mam problem, bo zapach ma w miarę znośny i sama nie wiem co z nim robić. Na razie tylko nabrałam na palec do powąchania, ale jeszcze nie zdecydowałam się na użycie na skórze szyi itd. No nie wiem, może wymyślam. Ale mam alergiczną skórę, wrażliwą, analizuję wszystkie kosmetyki, które używam i jakoś odrzuca mnie o tych perfum.

      Usuń
  10. Te perfumy w kremie wyglądają nieciekawie. A to na kadzidełka to skandal!
    Ja do Helfów mam dostęp stacjonarnie, kupowałam tam raz (wodę różaną). Ładne kwiatki...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdecydowanie wolę zakupy stacjonarne. Wtedy mnie głupstw popełniam ;-)

      Usuń
  11. Kurczę no... cholernie nieprzyjemna sytuacja. Faktycznie, sklep ma unikalne produkty, ale naszczęście ja jestem w stanie te rzeczy znaleźć stacjonarnie. Miałam tam kiedyś zamawiać, ale jednak nie zdecydowałam się. Pewnie gdybyś zamawiała popularne bądź mało wymyślne kosmetyki nie byłoby problemu. Współczuję straty kasy. Ja ostatnio podobnie się przejechałam, ale z własnej winy. Nakupiłam sobie żelów, maseczek, dupeczek każda po 20 zł z czego połowa okazała się do kitu.... Właśnie poluję na ałun ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie, gdybym zamawiała zwyczajne produkty, to pewnie byłoby OK. Nawet na pewno, bo już nie raz u nich zamawiałam! Ale wymyśliłam sobie indyjskie cuda, no! :D i się przejechałam. Mam nauczkę.

      Usuń
  12. I mi takie nieprzyjemności się zdarzają,wszystko przez to, że mieszkam w małym miesicie i mogę coś zakupić tylko wysyłkowo . Do tego dochodzą nieprzyjemności z pocztą jak uszkodzenie przesyłki lub jej zaginięcie ;/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z pocztą to ja już miałam takie przygody, że hej :D Szkoda pisać, do jutra bym wszytskiego nie opisała. Ale to tak wkurza. Człowiek płaci, to wymaga :D

      Usuń
  13. Uwielbiam mydło węglowe Tuli i mam nadzieję, że będziesz z niego zadowolona :)
    Co do sytuacji z Helfy to 'lekko' mi opadły ręce...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Te dwa gagatki już miałam i całkiem je lubię :-)

      Usuń
  14. Skoro to są kosmetyki importowane z Indii, to w sumie nie ma się czemu dziwić, oni tam mają zupełnie inne podejście do estetyki, to dla nich norma.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ech, teraz już będę wiedzieć i będę czujna!

      Usuń
    2. Anonimowy09:51

      Pani Joanno, rozumiem,że bywa Pani w Indiach często i widzi proces produkcji. Co jest dla nich "normą"? Jestem w tamtych krajach średnio raz na 3 miesiące, szukając "nowinek" które potem ściągam do Polski. I zapewniam panią, ma Pani błędne przekonanie..

      Podobnie, niestety,istnieje przekonanie, że wszystko co chińskie jest tandetne. Nic bardziej mylnego!! "Tandetny" jest polski importer,który chce kupić jak najwięcej rzeczy w jak najniższej cenie i jak najwięcej "nachapać" się w Polsce. Jeśli kupi więcej zaniższą cenę. oczywiście odbija siętona jakości.. i tak powstaje "tandeta"..

      W temacie w/w perfum: jeśli jest wybór (dla importera) między badziewnym metalowym (!!!) pojemniczkiem na perfumy za 40-60 centów a oryginalnym kamiennym lub drewnianym pojemnikiem za 5 czy 10 dolarów, polski importer wybierze badziewie...
      Oryginalne indyjskie perfumy są najczęściej w kamiennym opakowaniu lub drewnianym,lecz wtedy cena perfum w polsce będzie okołob 90-120 zł. Kto to kupi? zwykly "śmiertelnik" przy niskiej pensjinie pozwoli sobie na to... Ile z nas kupuje markowe perfumy za pareset złotych? więc,reakcją łańcuchową, mamyw sklepach"goowniane" perfumki rzekomo indyjskie po 19,90 lub 29,90 zł..
      Oryginalne indyjskie perfumy można nabyć w dobrych sklepach "dla elity" wcenie nawet 500zł za pudełeczko.
      Reasumując, proszę mi wierzyć, podejście do - jak Pani określa- estetyki jest u nich bardzo wysokie. Problemem są tandetni importerzy...to dla importerów norma...

      Usuń
  15. Perfumy ewidentnie wyglądają na zależane. Nie miałam do czynienia z produktami tej firmy ani tym sklepem, ale miałam dostęp do innych perfum w kremie właśnie indyjskich pięknych i naturalnych i żadnej obwódki nie miały nawet po pół roku "kurzenia się" (tak, tak jak ty inaczej wyobrażałam sobie ich zapach). Czytałam też kiedyś, że takie dziwne wybijanie się substancji oprócz starego oleju może być oznaką dodatku metali ciężkich niestety mimo coraz większej kontroli rynku kosmetycznego w Indiach niektóre firmy szczególnie ajurwedyjskie lubią do oleju w czasie przygotowań dodawać metali dla "magicznej mocy".
    Podstawką na kadzidła chętnie zasadzilabym przedstawicielowi w głowę, biznes to biznes ale sprzedawanie starych rzeczy z chorym przebiciem? ( rzuciłam kiedyś okiem na ceny i z deka mnie zszokowaly ale co ja tam się znam-wielbicielka ebaya gdzie wszystko dostaję świeże mimo tego, że każda osoba prywatna mogłaby mnie nabić w butelkę 100 razy.

    Mam nadzieję, że Twoje kolejne zakupy będą bardziej udane bo aż smutno się na to patrzy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wielkie dzięki za wyczerpujący komentarz. Aż strach, że mogą być w nich metale ciężkie. Mój błąd, zamiast kupić olejki eteryczne, ja juz chciałam gotowe produkty, bo nie miałam wtedy czasu nic kręcić. No to mam. Ebay mnie kusi, ale wciąż się go boję :D Nie ogarniam paypala i na razie nie mam czasu ogarniąć. I boję się, że jakbym ogarnęła, to wydałabym wszelkie oszczędności :D

      Usuń
    2. Mogą ale nie muszą, przy hennie łatwo to sprawdzić przy takim cudzie raczej ciężko, w olejach (tych do skóry głowy) przy metalach ciężkich często występuje poparzenie/bolesny wysyp nie wiem jak miałoby to wyglądać przy perfumach. Przy hennie warto to sprawdzać jeśli bierzemy ją z niepewnych źródeł w najgorszych wypadkach zależnie od metalu można sobie dosłownie spalić włosy.
      Ja uwielbiam indyjskie produkty i biorę ryzyko na siebie, eteryki są fajne ale nie zawsze możemy dostać wszystko czego nam potrzeba w wersji "nie gotowej" a szkoda bo esencje kwiatów arabskich chętnie bym nabyła ;)

      Ja juz nie mam żadnych oszczędności zgadnij czemu :D

      Usuń
    3. To ja Cię bezczelnie skuszę, w paypalu nie ma nic do ogarnięcia, tylko mail :-P

      Usuń
    4. Wielkie dzięki, dziewczyny, bardzo mi pomogłyście, naprawdę :D Na szczęście na chwilę obecną mam wszystko WSZYYYSTKO co mi potrzeba, więc mam nadzieję, ze jeszcze z miesiąc albo dwa wytrzymam bez ebay'a :D

      Te cięzkie metale to trudny temat, nigdy nie pomyślałam, że w indyjskich kosmetykach może coś takiego się czaić. Mi się marzy jakiś perfum DIY idealnie skomponowany z eterków. Ale na to potrzeba czasu i pieniędzy a aktualnie nie mam nic z tych rzeczy :D

      Usuń
    5. Najgorzej jest z lekami, nawet w bardzo znanych firmach takich jak Dabur, Himalaya herbals i Hamdard znajdują wszelki syf nawet teraz szukając czegoś o tych perfumach natrafiłam na artykuł wymieniając kilka znanych produktów wraz z ich zawartością metali ciężkich. Pomyśleć co to robi z organizmem od środka jeśli na zewnątrz może poparzyc.
      Ja mam czas więc jeśli zaoferujesz mi pieniądze to wspólnymi siłami jesteśmy w stanie coś zrobić-zawsze to część zapotrzebowania spełniona ;)

      Usuń
    6. Ha dobre! :D Jak wygram w totka to się zgłoszę :D ale przerażająca sprawa z tymi lekami. Dobrze, że nie ciągnie mnie do suplementów. Pewnie jakbym kiedyś połykała coś tych firm, tot eraz poczułabym palenie od środka :D Ale serio, to dzięki za informację o tych metalach w indyjskich produktach. Nigdy się tym nie interesowałam, bo i indyjskich kosmetyków za wiele nie miałam. a zawsze lepiej wiedzieć więcej niż mniej.

      Usuń
    7. Kosmetyki kupowane w polskich sklepach, które przechodzą całą drogę: import, cło i tak dalej, MUSZĄ zostać przebadane zanim trafią na rynek europejski - wymogi Unii. Dlatego między innymi jest taka przebitka cenowa, bo to po prostu kosztuje.

      Historia z metalami ciężkimi brzmi dla mnie trochę jak teoria, że kosmetyki Babuszki Agafii są robione w brudnej piwnicy. ;) Europejski rynek ma bardzo restrykcyjne wymogi co do kosmetyków, i skoro coś jest tu sprzedawane, to znaczy że im sprostało. Oczywiście, może uczulić, ale wszystko przecież może uczulić, i ziółka, i krem nivea, i nafta, i nie wiem, pietruszka.

      Moim zdaniem jeśli kupujesz kosmetyk z pewnych źródeł (duży sklep, dystrybutor krajowy itp., z przetłumaczoną etykieta i zapisanym według europejskich norm INCI), to nie ma czego się bać. Jedyny sposób, w jaki metale ciężkie mogą przeniknąć do kosmetyku, to jeśli znajdowały się w glebie, w której rosły rośliny - "dawcy" ekstraktów. Strasznie dużo tu "może" i "chyba" w tych teoriach. Nie wątpię, że znalazłaś jakieś źródło w internecie na ich poparcie, ale internet ma to do siebie, że można w nim napisać wszystko. ;)

      Co do henny z solami metali, to przecież dodaje się je nie tylko w Indiach, ale i we Francji, i w Polsce. Ba, nawet Khadi zawiera tlenki żelaza (jak by nie patrzeć, żelazo to metal). :D

      Usuń
    8. Nie napisałam nigdzie, że te perfumy zawierają metale ciężkie. Napisałam tylko, że takie podejrzane wybijanie się to albo oznaka starości albo metale ciężkie.

      Jasne badań jest pełno, w Ameryce podobno tez a dopiero po jakimś czasie badając asortyment sklepów ponownie wychodzi Szydło z worka. Tutaj artykuł o dopuszczonych lekach, pod koniec masz tabelkę z nazwami i firmami oraz zawartością metali ciężkich

      http://scholar.google.pl/scholar_url?hl=pl&q=http://www.iss.it/binary/farm/cont/Ayurvedic.1103533632.pdf&sa=X&scisig=AAGBfm1YvWV7g1UQXuhnsffUq2wLK8c5JA&oi=scholarr&ei=4TnOU_mIGbPb7Abvn4Eo&ved=0CBoQgAMoADAA

      Co do henny co z tego gdzie się je dodaje, ważne które są szkodliwe jedne są mniej inne bardziej, a w wysokich stężeniach niestety o problemy łatwo.

      Solgar włosy-skora zawierający msm które jest u nas podobno zakazane wciąż można dostać w aptekach, ktoś chce raka bez recepty? Przecież nasz super restrykcyjny rynek dopuszcza ;)

      Usuń
    9. Jak już mówiłam, w internecie można znaleźć dowody na poparcie każdej tezy. Nie dajmy się zwariować, bo wyjdzie na to, że nie można żadnych kosmetyków używać, ani nie ma co jeść ani pić. Bo wszędzie mogą być metale. Albo substancje wycofywane/już wycofane z rynku.

      Usuń
    10. Drogie Panie,
      możemy was zapewnić, że nasze kosmetyki spełniają wszelkie standardy wymagane przez Unię Europejską. Naszym celem jest łączenie nowoczesnej technologii z tradycyjnymi i naturalnymi ziołami - stąd 100% ziół w części aktywnej. Starając się jednak dostarczyć produkty zarówno bezpieczne, zdrowe, jak i skuteczne, korzystamy z nowszych zdobyczy technologii dbając jednak, aby substancji potencjalnie szkodliwych nie używać.
      Co do leków Himalaya Herbals - niedostępnych na razie w Polsce - możemy zapewnić, że również są pozbawione metali ciężkich czy innych substancji, które mogą rodzić podejrzenia o ich pozytywny wpływ na organizm.
      W razie wątpliwości zapraszamy na nasz fanpage: https://www.facebook.com/sklepHimalayaHerbals
      pozdrawiamy,

      Usuń
    11. Anonimowy19:14

      do uzytkowniczki "fightthedull" => "Kosmetyki kupowane w polskich sklepach, które przechodzą całą drogę: import, cło i tak dalej, MUSZĄ zostać przebadane zanim trafią na rynek europejski - wymogi Unii." BeZeDURY....!!!!!! sprowadzam czasem kosmetyki z Azji..owszem,clo i tak dalej... ale do wprowadzenia do obrotu nie trzeba ŻADNYCH dodatkowych badan czy pozwoleń sanepidu...Czy Pani uważa, że"rękodzielnicy" robiący mtdło "naturalne" w zaciszu domowym mają jakiekolwiek "certyfikaty" czy badania? a zapewniam Panią, część mydlarni "naturalnych" kupuje od nich bloki mydlane i chętnie sprzedaje... podobnie wygląda sprawa "zapachowych" masel shea w blokach..,,,

      Usuń
    12. Niestety, ja się kompletnie na tym nie znam, dlatego wolę zachować ostrożność.

      Usuń
    13. W razie pytań jesteśmy do dyspozycji :)

      Usuń
  16. Zdarzyło mi się kupić paletkę sleek, która mnie koszmarnie uczuliła... I w sumie nie doszłam do tego czy to była wina "zepsutej" paletki czy jej składu, używałam innego sleeka u znajomej i wszystko było ok...

    A te mydełka sobie muszę w końcu kupić!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ooo współczuję, mam dwie, na szczęście są ok. Mydełka TULI są fajne, ale szału nie robią. Np Aleppo u mnie to cud, miód i orzeszki, a te mydełka są tylk OK :D

      Usuń
  17. Hmm niby się wytłumaczyli, ale dla mnie to jednak nie jest normalne. I nie cieszyłabym się dostając takie produkty.. Ja nigdy nie zamawiałam nic od nich, ale jeśli będę chciała to zastanowię się dwa razy;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podejrzewam, że standardowe produkty są OK. Nawet nie podejrzewam, tylko wiem, bo już nie raz robiłam tam zakupy. Tylko wymyśliłam sobie indyjskie perfumy i mam... za swoje.

      Usuń
  18. Szczerze mówiąc, pierwsze dwa produkty wyglądają jak zestarzałe. Sama gdy kupuję kosmetyki z tamtych regionów ( np. mój ulubiony kajal w sztyfcie ) to zawsze mam obawy, czy normy czystości, bezpieczeństwa itd. na pewno są tam spełniane... mniejsza o to - w każdym razie obsługa sklepu jak dla mnie nawaliła. Problemy z zakupami miewam regularnie - albo przyślą mi nie ten kolor, albo nie dołożą do paczki, albo coś się w paczce rozleje - ostatnio mam wrażenie, że pech paczkowy mnie prześladuje, mimo to zawsze, każda z firm u której kupuje dokłada wszelkich starań, aby szybko naprawić błąd, nawet nie płacę za przesyłkę zwrotną. Dzięki temu mam bazę ulubionych drogerii internetowych, w których kupuję namiętnie - jeśli ktoś nie szanuje klienta, w dzisiejszych czasach globalnej konkurencji, nie zasługuje na to, żebym robiła tam zakupy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Twój komentarz to idealna kwintesencja tego, co chciałam powiedzieć w tej notce. :-)

      Usuń
  19. No nie wygląda to tak, bym chciała ryzykować aplikację na skórze. Biedna Ty :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dlatego odpuściłam, mnie też nie zachęca do smarowania.

      Usuń
  20. Jeszcze nic od nich nie miałam :) stacjonarnie też nie mam dostępu.
    Szkoda, że tak się zdarzyło :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I obyś nie miała podobnych niespodzianek jak najdłużej :-)

      Usuń
  21. perfumy niestety dostałaś stare, tak nie wyglądają nowe, zdatne do użytku. Moja mama miała kiedyś kilka takich perfumków i żadne nie wyglądały tak okropnie, w szczególności jeśli masz alergiczną skórę, to ja bym nie ryzykowała... Sklep nie popisał się całkowicie, co niestety jest smutne.. Ja niestety miałam taki przypadek z ezebrą, gdzie dostałam wysuszoną pomadkę w płynie, a kurier przyszedł po 2 tygodniach... w kolejnej przesyłce znalazłam olej kokosowy w kopercie zamiast w słoiku.. więc już na zawsze z nich zrezygnuje..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Współczuję, nie cierpię takich niemiłych niespodzianek. co do perfum cieszę się, że to napisałaś, teraz mam pewność.

      Usuń
  22. Niestety, sklep zawalił na całej linii. Wiem jedno, że żadnych zakupów w nim nie zrobię.

    OdpowiedzUsuń
  23. Ja chyba wole kupować w sklepie stacjonarnym przynajmniej wiem co kupuj macham oglądam jak Cosmo nie pasuje odstawiam. W Anglii o tyle jest dobrzeze cos byś nie kupiła zawsze mozna oddać do sklepu i dostaje sie zwrot pieniędzy ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W tym przypadku też miałam możliwość odesłania, ale za dużo z tym roboty, żebym miała odzyskać 20 zł. Wolałabym dostawać dobre produkty od razu, nie po jakiś zbędnych ceregielach.

      Też wolę stacjonarnie :))

      Usuń
  24. Perfumy wyglądają strasznie i nie sądzę, żeby tak miały wyglądać wszystkie egzemplarze. Dziwię się, że w czasach tak szeroko rozwiniętej konkurencji firma pozwala sobie na takie sytuacje. Marketing to dla nich nie najlepszy:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie dokładnie tak samo uważam.

      Usuń
  25. Dokładnie, inne firmy potrafią stanąć na wysokości zadania.

    Mój ulubiony olej kokosowy to Efavit. Zamówiłam na stronie producenta jeszcze krem do twarzy (bardzo fajne składy, warto zajrzeć!). Dostałam nie ten co zamawiałam. Po kontakcie ze sklepem następnego dnia rano już miałam paczuszkę z moim zamówionym kremikiem (wysyłka na koszt sklepu, tamten kremik jako prezent z powodu niedogodności - skorzystała moja Mama). Czyli firma już była ponad 50 zł w plecy (koszt kremu plus wysyłka).

    To jeszcze nie koniec sagi o kremie Efasoil i wspaniałym sklepie. Używałam kremiku w zachwytach przez kilka tygodni, kiedy wróciłam w kremie dostrzegłam małe ogniska pleśni. U mnie w łazience jest dość ciepło, może wsadziłam też do niego mokre paluchy, krem nie zawiera konserwantów o czym wiedziałam, jednak nie było na nim informacji o konieczności przechowywania w lodówce. Zrobiłam zdjęcia kremu, napisałam do sklepu (wszystko ładnie i grzecznie, widziałam co kupuję, zasugerowałam tylko zmianę zapisu na opakowaniu). Natychmiast dostałam maila z przeprosinami, prośbą o zapakowanie kurierowi kremu, żeby trafił do laboratorium - kurier oczywiście w odpowiadającym mi terminie; mogłam też sobie wybrać czy chcę kolejny krem czy zwrot pieniędzy. W tym momencie straty firmy przekroczyły wartość pierwotnego zamówienia.

    Ale wiecie co? Poczułam się naprawdę ważna. Dowiedziałam się, że firmie zależy na najwyższej jakości zarówno oferowanych towarów, jak i usług. I z przyjemnością będę do tego sklepu wracać.

    Przecież nie o to chodzi, żeby się nie mylić, chodzi o to, żeby do pomyłki przyznać się z klasą. I swój błąd naprawić. I nieważne, czy pomyłka dotyczyła 20, 50 czy 100 złotych, klientowi zależy na uczciwości, rzetelności i uprzejmej obsłudze. Tyle.

    Na zdjęciach w Helfach jakoś nie widzę odpadającego dna i żółtej obwódki na perfumach. Bardzo nieładnie. Ps. A co takiego jest w Helfach, czego nie ma gdzie indziej, Balbinko? Poza zawyżonymi cenami ;) Ja Ci znajdę, czego szukasz. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wooow to jest dobra historia, która pokazuje jak firma potrafi stanąć na wysokości zadania, w tym przypadku zadbać o klienta. Naprawdę robi wrażenie. Uważam dokładnie tak samo, są firmy do których wracam i będę wracać, bo szanują i dbają o klienta. I naprawdę nie mam na myśli stawania na głowie.

      Usuń
  26. Perfumy rzeczywiście chyba jakieś stare, albo źle przechowywane. Odwiedzam ich sklep we Wrocławiu i zawsze jestem zadowolona, szkoda, że sklep internetowy tak zawodzi..

    OdpowiedzUsuń
  27. Nie wiem co myśleć... Nigdy nie miałam takiej sytuacji. Nie znam tych produktów, i nawet nie chcę tego zmieniać, bo opakowanie tego pierwszego wygląda okropnie, a drugi jest jakby zjęłczały... i te czarne drobinki - to przecież zanieczyszczenie...
    20 zł to nie jest może dużo kasy, ale też nie mało, mogłaś w tej cenie kupić bardziej sterylny, nowy produkt - nie ładnie...
    Sklep powinien wiedzieć co sprzedaje i umieścić info o " żółtej obwódce " w opisie produktu jeśli jest to zjawisko normalne, w co bardzo wątpię...

    OdpowiedzUsuń
  28. Nigdy nic od nich nie miałam.

    OdpowiedzUsuń
  29. Ja w sklepie Nocanka dostałam stare produkty, a facet potraktowała mnie jak wyłudzacza. szampon dostałam wylanie i nie otrzymałam nowego, bo Pan stwierdził, że nie opłaca mu się wysyłać nowego.
    Wydałam 100 zł na lakiery, które zostały wyprodukowane w 2011 roku. Pan same świeżynki sprzedaje.
    Masakra

    OdpowiedzUsuń
  30. Szkoda, że nie jesteś zadowolona. Mnie jakoś do tego sklepu nie ciągnie ;)

    OdpowiedzUsuń
  31. Anonimowy10:21

    Pani Balbino..
    ..trafiłam na ten blog przypadkiem. I może dobrze.
    Przeczytałam tu wiele komentarzy mało pochlebnych o kosmetykach azjatyckich.. szczególnie indyjskich.
    To dość przykre, tym bardziej że tak naprawdę wynika z niewiedzy.

    Od 9 lat średnio raz na 3 miesiące bywam w krajach azjatyckich w poszukiwaniu "nowinek", głównie kosmetycznych lecz nie tylko.
    Importuję niewielkie ilości NATURALNYCH kosmetyków, dla klientów "z wyższej półki" (nie są to "perfumki" po 29zł w metalowych(!!!) opakowaniach po parę centów, o czym pisalam użytkowniczce Joanna..)
    W polskiej sieci również są sklepy internetowe, które oferują kosmetyki z azji, ceny jednak zaczynają się od 200zł wzwyż..

    Proszę spojrzeć na azjatyckie kobiety.. indonezja, tajlandia, indie, malezja... cudowna gładka cera, bez "pryszczy" czy innego dziadostwa. gęste,piękne włosy. Dlaczego? otorz dlatego,że używają do pielęgnacji tylko naturalnych składników. Żadnych kremów czy balsamów- sam olej bądż masła bez "chemicznych wspomagaczy". Oczywiście inne czynniki też odgrywają tu znaczącą rolę; wilgotnosć powietrza czy odżywianie..Sam fakt jednak jakosci tych kosmetyków jest bezdyskusyjny..

    Jeśli chce Pani wypróbować ORYGINALNE indyjskie kosmetyki, mogę Pani posłać bezpłatnie niewielkie próbki (ot tak, z dobrego serca ;)).Może utwierdzi to Panią w przekonaniu, że to naprawdę dobre produkty..
    Wieczorem napiszę do Pani meila z obszerną informacją..

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy pozostawiony komentarz.

Copyright © 2016 Balbina Ogryzek , Blogger