A jednak! LE PETIT MARSEILLAIS - żel i mleczko do ciała

Miałam odpuścić sobie i Wam tysięczną recenzję tych dwóch kosmetyków, ale jednak postanowiłam Was pomęczyć. Czemu? Między innymi dlatego, że to wyjątkowa nowość w mojej pielęgnacji ciała. Co w niej takiego wyjątkowego? Ano to, że od dawna, daawna, daaawna nie używam żeli pod prysznic ani nawilżaczy do ciała z parafiną. Dlatego recenzja będzie pisana z perspektywy kogoś, kto stawia na naturalne mydła z powodu wrażliwej i kapryśnej skóry. 


 'Zostałam ambasadorką Le Petit Marsellais!', pewnego dnia wykrzyknęły zgodnie tysiące kobiet. Co tu dużo mówić, też się ucieszyłam, ambasadorka brzmi dumnie. Do czasu... kiedy okazało się, że takich wyjątkowych ambasadorek jak ja są nieprzebrane tłumy. To nic, że mój entuzjazm nieco opadł. Może i powinnyśmy nazywać się testerkami, ale przecież tak czy siak przyszła do nas przepięknie zapakowana paczka. Z listem, z przewodnikiem po świecie Le Petit Marseillais, z dwoma pełnowymiarowymi kosmetykami do testów i toną próbek dla znajomych. To było naprawdę miłe i nie wierzę, że znalazła się choć jedna osoba, która nie doceniła tej uroczej paczki.


Kosmetyki od razu poszły w ruch. Zacznę od żelu pod prysznic. Producent opisuje go tak: Kremowy żel pod prysznic z kwiatem pomarańczy delikatnie oczyszcza i nawilża skórę. Gładka i łatwo spłukująca się piana daje wyrafinowany i relaksujący zapach. Twoja skóra pozostanie miękka, nawilżona i odżywiona. Nawilża górne warstwy naskórka. Kwiat pomarańczy znany jest z właściwości relaksujących, które koją zmysły. Bogata w witaminę C pomarańcza odświeża i tonizuje. Jak wszystkie żele pod prysznic tej francuskiej firmy zawiera naturalne składniki, ma neutralne pH dla skóry, nie testowany na zwierzętach.

Na pierwszy plan wysuwa się zapach. Jest wyraźny, ale niemęczący, słodki i gorzki zarazem. Wyczuwam w nim nutę hydrolatu z kwiatu pomarańczy, a jeśli ktoś zna ten zapach, musi przyznać, że jest specyficzny. Na szczęście dla mnie i mojego nosa, całkiem mi się podoba. Jednak już tak dawno nie używałam do kąpieli żelu z SLS-em (głównie mydła w kostce, czasem BabyDream), że po pierwszym użyciu czekałam na wysuszenie, podrażnienie i inne cuda, ale nic takiego nie miało miejsca. Co prawda nie zgadzam się z szumnym opisem producenta, bo żel za nic nie nawilża, nie odżywia ani nie pozostawia skóry miękkiej. No, przynajmniej mojej skóry nie pozostawia. Jednak jak na zwykły, drogeryjny żel, to ma całkiem skład do strawienia, olej słonecznikowy błąka się gdzieś u góry razem z ekstraktem z pomarańczy. Dodatkowo, polubiłam opakowanie tego żelu. Może nie porywa serca wyszukaną szatą graficzną, mimo wszystko ten minimalizm zyskał moje uznanie. Opakowanie jest przyjemne dla oka. Proste, matowe, kanciaste. Zamyka się szczelnie, a przy otwieraniu nie łamiemy paznokci. Nie wyślizguje się z rąk pod prysznicem. Konsystencja jest wodnista, wolałabym, gdyby był bardziej gęsty. Podsumowując, to dla mnie zupełny średniak. Jednak przekonałam się, że mogę od czasu do czasu sięgnąć po żele z SLS-em tylko dla zapachu. Nie sądzę, żebym kiedykolwiek do niego wróciła, ale może skusi mnie inna wersja zapachowa? Kto wie.

Skład: Aqua, Sodium Laureth Sulfate, Glycerin, Cocamidopropyl Betaine, Helianthus Annuus Seed Oil, Citrus Aurantium Dulcis Flower Extract, Cinnamic Acid, Levulinic Acid, Sodium Levulinate, Sucrose Cocoate, Polyglyceryl-3 Diisostearate, Glyceryl Stearate, Glyceryl Caprylate, Lecithin, Polysorbate 20, Cocamide MEA, Lauryl Glucoside, Disodium Cocoamphodiacetate, Ceteareth-60 Myristyl Glycol, Sodium Lauryl Sulfate, Styrene/Acrylates Copolymer, Polyquaternium-7, Xanthan Gum, Sodium Chloride, Sodium Glycolate, Disodium EDTA, Sodium Phytate, Citric Acid, Tocopherol, Potassium Sorbate, Sodium Benzoate, Parfum, Hexyl Cinnamal, Limonene, Linalool.

żel pod prysznic
le petit marseillais żel pod prysznic

Teraz czas na mleczko. Zacznę od zapewnień producenta: 'W linii `Receptury Śródziemnomorskie` Le Petit Marseillais stworzył kompozycję, która spełnia potrzeby bardzo suchej skóry. Połączył trzy wyjątkowe składniki z Południa: masło Shea, które odżywia i optymalnie nawilża, niezwykły olejek arganowy, magicznie wygładzający skórę, oraz wspomagające ich działanie słodkie migdały. Dzięki lekkiej konsystencji mleczko nawilżające Le Petit Marseillais w jednej chwili wnika w głąb skóry, spełniając jej potrzeby i zapewniając komfort. Skóra relaksuje się, jest miękka, nawilżona i pachnąca.
Skład: masło shea, olej arganowy, olej ze słodkich migdałów.'

Opis brzmi uroczo. Jednak jak się ma w zderzeniu z rzeczywistością? Marnie. Zacznę znowu od zapachu, bo wyjątkowo mi się spodobał. Myślę i myślę jakby go opisać i wymyśliłam, że to słodki zapach migdałów z nutą mentolu. Przypomina mi trochę cukierki lodowe, które jadłam bedąc dzieckiem. Jest słodko, ale niebanalnie. Zapach nie męczy, a wiecie, że jestem wybredna. Idealnie nadawał się na upały, bo mimo wyraźnej słodyczy, orzeźwiał i odświeżał. Opakowanie jest OK. Szata graficzna i w tym przypadku jest prosta, a dozownik wygodny w użyciu. Mleczko ma, no cóż, mleczną konsystencję, gładko sunie po skórze, przez chwilę pozostawia wodnistą warstwę, ale szybko się wchłania. Za szybko. Zdecydowanie za szybko. Przed pierwszym użyciem patrząc na skład obawiałam się standardowych problemów po parafinie (bolących gul), jednak nic takiego się nie stało. Natomiast nawilżenie jakie daje mi to mleczko, jest żadne. Mogłabym się nim smarować i smarować bez końca, moja skóra wypija je i chce w końcu dostać jakieś konkretne nawilżenie. Po kilku razach skóra na ramionach i łydkach tak się wysuszyła, że przestałam go używać w tych rejonach. Zużyłam go na plecy i brzuch i to od czasu do czasu wspomagałam je lepszymi, bardziej nawilżającymi balsamami. W sumie pewnie bym go nie skończyła, gdyby nie zapach, to on mnie zachęcał. Podsumowując: Na pewno nigdy do niego nie wrócę. Smuteczek. Znacie jakiś kosmetyk podobny zapachowo?

Skład: Aqua, Glycerin, Caprylic/Capric Triglyceride, Paraffinum Liquidum, PEG-6-Stearate, Dimethicone, Octyldodecyl Myristate, Cetearyl Alcohol, Butyrospermum Parkii Butter, Argania Spinosa Kernel Oil, prunus Amygdalus Dulcis Oil, Glyceryl Stearate, Cera Microcristallina, Paraffin, Ceteth-20, Steareth-20, Polysorbate 85, Acrylates/Acrylamide, Copolymer, Carbomer, Methylparaben, DMDM Hydantoin, Ethylparaben, Parfum.

mleczko do ciała
le petit marseillais skład
le petit marseillais blog


Odnośnie samej akcji to nie będę się rozwodzić, bo wiele zostało na jej temat powiedziane. Moim zdaniem organizatorzy odwalili naprawdę niezłą robotę. Wszystko było zaplanowane w najdrobniejszym szczególe. Marka opanowała blogosferę i nie tylko, została niesamowicie wypromowana, a taki na pewno był jej cel. Co do mojego uczestnictwa, to cóż, sama się zgłosiłam, więc nie powinnam narzekać. Choć to prawda, że sms-y z przypomnieniem o raporcie z kolejnej rozmowy były lekką przesadą. Jednak inne sms-y czy maile napisane w bardzo pogodnym tonie o francuskiej muzyce czy jedzeniu były dośc pozytywne. Mimo wszystko, następnym razem dłużej się zastanowię, nim wezmę udział w czymś podobnym. Nie znałam zasad tegu typu kampanii, nigdy nie brałam w czymś takim udziału, więc się trochę nabrałam. A od samej marki muszę odpocząć na dłużej, bo gdzie człowiek nie popatrzy, tam LPM. Poza tym szumnie promowana jako naturalna, składami nie powala na kolana, wręcz przeciwnie.

A co Wy o tym wszystkim myślicie?

58 komentarzy:

  1. Uzywalam tylko zelu pod prysznic, skuszona zapachem limonki, po zastosowaniu spodziewalam sie wysuszenia, ale okazalo sie,ze nie musze nawet balsamu uzyc. Slaba wydajnosc i cena jednak ostudzaja moj entuzjazm, choc pewnie go odkupie kiedys ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie podobnie, całkiem możliwe, że sięgnę po jakiś żel :-) ale chyba dopiero jak LPM przestanie mi wyskakiwać z lodówki.

      Usuń
    2. Popieram, jakiś żel kiedyś może kupię, zwłaszcza że i Małżowi się spodobał. Ale balsam to dla mnie porażka, dla mnie to nie zapach tylko strasznie intensywny smród. Zużywam go do rąk, po jakimś większym zmywaniu w kuchni, tylko w takich ilościach go strawię. skórę na łydkach jednocześnie mi wysuszył i zapchał (w sensie, wywołał zapalenie mieszków włosowych), na pewno nie nawilżał, a szumnie wypisane na opakowaniu oleje są w balsamie w ilości kilku procent (od 11. miejsca w składzie). Jestem zła na siebie - że dałam się złapać na piękny filmik promujący kampanię i zgłosiłam się bez sprawdzenia składu. I tak zostałam jedną z pierdyliarda ambasadorek i rozdawałam próbki żelu, bo jest jeszcze w miarę. Balsam dostawał ten, kto sam chciał.

      Usuń
    3. A mi zapach wyjątkowo się spodobał, bo przypomina mi takie cukierki lodowe, które jadłam, będąc dzieckiem :D Współczuję zapalenia mieszka, nie raz, nie dwa mi się to również przytrafiło. Na szczęście ten balsam mi tego oszczędził. Co do akcji, to masz rację. Nastpęnym razem będziemy mądrzejsze.

      Usuń
  2. Miałam ochotę na to mleczko ale widzę że jednak zrezygnuję z zakupu bo moja skóra wymaga naprawdę mocnego nawilżenia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli masz bardzo suchą skórę, to mleczko może nie dać rady. Szkoda. Bo zapach wyjątkowo mi pasuje :-)

      Usuń
  3. SLS w żelach pod prysznic mi nie przeszkadzają natomiast parafina wyklucza zupełnie kosmetyk zarówno do twarzy jak i do ciała. Nie miałam dotąd tych produktów i już wiem, że po mleczko na pewno nie sięgnę, ale może zdecyduję się na jakiś żel pod prysznic, bo zapachy są całkiem przyjemne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Do tej pory też unikałam zupełnie parafiny w kosmetykach, ale widzę, że od czasu do czasu mogę coś skosztować. Byle z głową. Bo dawniej, kiedy nie rozkminiałam składów, uzywałam jakiegoś jednego balsamu non stop aż do wykończenia, a jak miał w sobe parafinę, to potrafiła mi nieźle zaszkodzić. Teraz jestem ostrożniejsza :-)

      Usuń
  4. Dobrze napisałaś Balbinko, przynajmniej szczerze : ) mnie marka zupełnie nie zachwyca i na pewno nic nie kupię głównie z uwagi na namolną reklamę na którą reaguje całkiem odwrotnie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że wiele osób z naszego blogerskiego światka podobnie reaguje na taką namolną reklamę, w tym ja. Jednak trzeba przyznać, że marka się niesamowice wypromowała i mnóstwo ludzi nie związanych z blogami będzie ją kojarzyc, a co za tym idzie kupować. Szczerze mówiąc, zgłaszając się do akcji, nie wiedziałam na co się piszę. No, ale teraz będę mądrzejsza :-) Nie, żeby sam udział był czyś strasznie nieprzyjemnym... ale nie dla mnie. Źle mi z tym było :D Na szczęście recenzje nie były obowiązkowe, więc liczę na to, że wszędzie są szczere. No Ok, nie wszędzie, ale w 90 % chociaż :D

      Usuń
    2. Nie wiem czy wiele - mówię w swoim imieniu ;) Recenzje - Szczerze w to wątpie, niestety ;) Grunt to wyciągnąć wnioski ;)

      Usuń
    3. Wiele - bo widziałam w komentarzach pod niektórymi postami. Choć czytałam tylko kilka recenzji tych kosmetyków i większość nie była pochlebna. Jedna teraz wrzuciłam hasło w google i widzę, że mnóstwo osób rozpływa się nad tymi dwoma cudami. Czytając, mam wrażenie, że ja używałam jakiś innych porduktów :D

      Usuń
  5. Głośno o tej marce zupełnie bez powodu. Z tego co czytam to składy złe, nawilżenie żadne, jedyne co w nich się podoba, to zapachy ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, dokładnie. Oprócz zapachów plusem jest jeszcze to... że nie szkodzą. A to za mało, żeby zachwycić ;-)

      Usuń
    2. myślę, że powodem jest cudowna reklama, która wiele obiecuje. ja mam próbki obu kosmetyków ale jeszcze ich nie używałam.

      Usuń
    3. Fakt, reklama jest głośna i wiele obiecuje. Poza tym plakaty są jasne i kolorowe, od razu nasuwają pozytywne skojarzenia.

      Usuń
    4. Mnie rozkłada na łopatki reklama radiowa. (A może to jednak TV, w każdym razie nie widziałam jej a tylko słuchałam.) Ile razy można powtórzyć w kilkunastosekundowej reklamie nazwę produktu? Dziesięć? Ja wiem, że francuska wymowa bywa zakręcona, a producent marki najwyraźniej nie wpadł na to, że poza Paryżem ludzie mogą mieć problem. Ale nas aż tak uczyć nie trzeba, większość drogerii jest samoobsługowa, nikt nie musi w nerwach pokazywać palcem ekspedientce "ten żel, ten Le Pe...eee... O, tamten." Dobrze, że na końcu nie mówią "A teraz powtarzamy wszyscy: Le Petit Marseillais!"

      #filologiczneoburzenie ;)

      A tak poważnie, to naprawdę razi, aż śmiać się chce :)

      Usuń
    5. Nie wiem jakim cudem, bo podejrzewam, że jeśli leci w radiu, to leci tysiąc razy na godzinę, ale jeszcze jej nie słyszałam :D:D Bardzo rzadko słucham radia, a przez ostatni miesiąc prawie w ogóle podróżowałam samochodem, więc mnie ominęło :D Dobrze. Chociaż to. Za to wciąż trafiam na erekton on i urofuralginum czy coś. O i dezaftan. <3

      Usuń
    6. Nie słyszałam jeszcze tej reklamy :D Może i lepiej, bo tylko żel z brzoskwinią i nektarynką zachwycił mnie zapachem i konsystencją. No i opakowaniem. Niczym innym :)

      Usuń
    7. zgadzam się z koleżankami, marketing robi swoje

      Usuń
    8. Ja tez nie słucham na ogół radia, telewizora nie mam. Te reklame uslyszalam chyba u rodzicow. Wystarczyło kilka razy, juz uciekam na widok tych butelek :-D Nie wiem co by bylo gdybym wlasnie jezdzila czesto samochodem i sluchala radia regularnie. Aaa! :-D

      Usuń
    9. Mam nadzieję, że jednak mnie ominie ta reklama :D Choć teraz pewnie od razu zauważę, gdy poleci, nawet gdy będzie cicho jako jakieś tło w sklepie :D

      Usuń
  6. ja używam odżywek i masek do włosów LPM i jestem zachwycona :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W kilku miejscach spotkałam się własnie z pozytywna opinią o porduktach do włosów. Może wprowadzą je i u nas :))

      Usuń
  7. Też uważam że marka nie wyróżnia się niczym szczególnym wśród drogeryjnych produktów ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie, takie tam sobie kosmetyki, po które można sięgnąć, ale szału nie ma :)

      Usuń
  8. Przyznam się, że na początku trochę mnie te kosmetyki kusiły- piekne, zachęcające reklamy w TV, radosne plakaty, bilbordy...wszystko super:) z ciekawości zerknęłam w drogerii i ...zniesmaczona odłożyłam z powrotem na półkę...gdzie ta natura, o której tak głośno krzyczy producent?do tego wszystkiego doszła ta zakrojona na zbyt szeroką skalę akcja z blogami...moim zdaniem trochę tego za dużo; promocja jest, i owszem ale , jak to mówią- co za dużo...:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ... ti niezdrowo :) Szkoda, że składy takie słabe, już myślałam, że pojawi się w drogeriach coś supernaturanego, a tu kicha :)

      Usuń
  9. O ile początkowo całą kampanią byłam zachwycona, tak pod koniec zaczynała mnie już drażnić. Co za dużo, to niezdrowo, a ilość maili w ostatnich dniach akcji była grubo przesadzona. Jeśli chodzi o same produkty, to jestem trochę zawiedziona, firma tak huczy o zamiłowaniu do natury, a składy zupełnie temu przeczą.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Idealnie to podsumowałaś. Następnym razem dłużej się zastanowię, czy w coś takiego wchodzę.

      Usuń
  10. Po tej akcji boję się że LPM wyskoczy mi z lodówki... Ciut przegięli z intensywnością swojej kampanii...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Racja, mogliby lekko przystopować. Choć moim zdaniem akcja wyszła im genialnie. Nazwa LPM została rozpowszechniona, wszyscy ją znają, a pewnie o to chodziło. My byłyśmy tylko nosnikiem informacji i reklamy. Teraz pewnie chwilowo o nich przycichnie, a za niedługo wprowadzą coś nowego i wszysyc z samej ciekawości kupią :-)

      Usuń
  11. przyznam, że raczej pomijam wpisy z tej kampanii. przeczytałam dosłownie kilka, żeby zobaczyć, co myślą o kosmetykach dziewczyny, których opinii ufam. i widzę, że w przypadku LPM mamy po prostu wiele hałasu o nic

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety, masz rację. Szeroko zakrojona kampania, a kosmetyki mniej niż średnie.

      Usuń
  12. Szkoda, że te kosmetyki to przeciętniaki. Ale zachęcają do siebie wyglądem i kuszą z półek z drogeriach :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mi też podoba się szata graficzna. I te kolorki i zapewnienia o najpiękniejszych zapachach :-)

      Usuń
  13. Te kosmetyki mają bardzo ładną oprawę graficzną, ale niestety parafina i SLS sprawia, że po nie na pewno nie sięgnę. ;)

    OdpowiedzUsuń
  14. nie skusiłam się jeszcze na nie, dlatego że wszyscy wszędzie o nich mówią - jakoś to odstraasza

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie dziwię się, na mnie też takie nachalne reklamy podobnie działają.

      Usuń
  15. W ogóle mnie nie kręcą te produkty, niestety zaczęły wyskakiwac mi z lodówki nawet więc mam ich przesyt, by jeszcze kupować...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, gdzie człowiek nie popatrzy tam LPM...

      Usuń
  16. A ja póki na własnej skórze nie wypróbuję, to nie zaznam spokoju :D A jak na razie stałam się jedną z tych znajomych, o których piszesz - co to została obdarowana próbkami :) Także pewnie dziś się wezmę za pierwszy testing. No i kupować nie muszę, dwa prysznice i dwa balsamowania mi wystarczą, żeby skonfrontować nasze opinie :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fajnie, że możesz spróbować przed zakupem. :-) Próbki są na tyle duże, że nawet już po jednej pewnie będziesz miała wyrobione zdanie :-)

      Usuń
  17. Mam podobne zdanie o kosmetykach, zapach balsamu też mi przypadł do gustu.
    Ogólnie jednak kosmetyki mnie bardziej rozczarowały niż zachwyciły, spodziewałam się bardziej naturalnych składów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie. Szkoda, że zapach taki fajny, bo aż żałuję, że nie mogę do niego wrócić :(

      Usuń
  18. Używałam kilku próbek żelu pod prysznic i nie przypadł mi do gustu ani pod kątem zapachu, ani działania :/ Też uważam, że to taki średniak :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tez tak uważam. Choć zapach nawet mi się spodobał :-)

      Usuń
  19. za dużo tego LPM,a le każdy ma swoje zdanie i inne zdjęcia, wiec chętnie zaglądałam, poczytałam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że zaglądasz z chęcia :-)

      Usuń
  20. Też byłam ambasadorką i mam podobne wrażenie odnośnie całej akcji jak Ty :) z jednej strony fajnie przygotowana, z drugiej trochę tego za dużo ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Patrząc ze strony marki, to na pewno wiele zyskali taką akcją. Mam wrażenie, że my dałyśmy się lekko wykorzystać, no ale nie zaganiali nas do zapisów na siłę :-) Będziemy mądrzejsze na przyszłość.

      Usuń
  21. Nie używałam jeszcze tych kosmetyków.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem, czy powinnam je polecić, bo oprócz zapachu niczym ciekawym nie zachęcają.

      Usuń
  22. Ja mam kupione 4 żele pod prysznic, ale jeszcze ich nie używałam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciekawa jestem co o nich powiesz :D

      Usuń
  23. to prawda - LPM wszędzie pełno! nic nie mam z tej marki bo mimo wielkiego rozgłosu nic mnie do niej nie przekonało, skoro t eprodukty to zwykłe przeciętniaki to wolę używać tego co dotychczas ;)
    nie mniej jednak chyba miło dostać taką ładną paczuszkę ;))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdecydowanie! Paczucha była naprawdę miła :-) Przyszła bardzo szybko, z kokardką i listem, więc pierwsze wrażenie bardzo na plus. Szkoda, że kosmetyki nie były lepsze, bo aż z przyjemnością byłoby polecać coś tak fajnego.

      Usuń

Dziękuję za każdy pozostawiony komentarz.

Copyright © 2016 Balbina Ogryzek , Blogger