Aktualna pielęgnacja twarzy - SIERPIEŃ 2014

Niesamowite, że to dopiero pierwszy taki post na blogu. Dziś pokażę Wam wszystkie produkty, których używam w codziennym (i nie tylko) dbaniu o cerę. Część z nich się już kończy, więc to dobry moment, by podsumować ich działanie. Postaram się streścić. 



Zacznę od najważniejszego, czyli od demakijażu. Uwielbiam wszelkie płyny micelarne, więc nie mogłam nie spróbować osławionego na blogach Garniera. Jest wielki, tani i wydajny. Nie podrażnia, nie mam po nim oczu jak dorodny królik (czerwonych i przekrwionych), za co ma duży plus. Jeśli chodzi o skuteczność w zmywaniu makijażu, daję mu tróję z plusem. Z wszystkim radzi sobie bardzo dobrze, jednak jego piętą achillesową są tusze MaxFactora. Czasem, mimo jak najdokładniejszego zmywania oczu wieczorem, wciąż budziłam się z minipandą pod oczami. Dlatego płyn micelarny od Garniera solo występuje u mnie bardzo rzadko, jedynie kiedy wracam do domu bardzo późno i naprawdę nie mam siły iść do łazienki i taplać się w oleju. Tak, w oleju, bo ten żółtawy, mętny płyn w środkowej buteleczce to moja zmodyfikowana wersja OCM (klik). O Oil Cleansing Method napisałam już bardzo dużo, więc nie będę się powtarzać. Moja mieszanka powstała z przypadku, bo kiedy próbowałam pozbyć się większości półproduktów (klik), zostało mi kilka olei, m.in. arganowy(40%), z kocanki(20%), tamanu(10%), rycynowy(30%), olejek z drzewa herbacianego. Zamieszałam i mam. Idealnie domywa makijaż. Nie jest to najlepsza kombinacja dla mojej cery, odrobinę za ciężka i trudno się zmywa samą wodą, dlatego po użyciu mieszanki albo nakładam maseczkę, co zdarza się niestety bardzo rzadko, albo myję twarz mydłem Aleppo. Mydło Aleppo to najlepsze co się przytrafiło mojej skórze twarzy (i ciała!) przez ostatnie dwa lata. Jest dla mnie idealne. Po jego użyciu skóra jest gotowa na wypicie wszelkich nawilżających kosmetyków, które jej zafunduję. Aktualnie używam z 50% zawartością oleju laurowego i jestem z niego bardzo zadowolona. Mydło opisywałam dwukrotnie - na samym początku przygody z blogowaniem (klik) i po roku używania (klik).

Podsumowując: Allepo to stały element mojej pielęgnacji twarzy. OCM jest świetnie, tylko mieszanka mi się nie udała. Płyn micelarny Garnier na mnie szału nie zrobił. Nie wydaje mi się, żebym do niego wróciła. 

Dalej, odświeżanie i tonizowanie. Toniki to stały element w mojej pielęgnacji twarzy. Dawniej używany jedynie, by zmienić pH skóry po kontakcie z detergentem lub wodą. Nie wymagałam od nich za wiele, miały nie podrażniać, nie ściągać skóry, odświeżać. Jednak po bardzo udanej przygodzie z tonikiem od Pat&Rub przekonałam się, że potrafią one o wiele więcej, niż to co od nich wymagałam. Z recenzją się wstrzymałam do przetestowania kolejnego opakowania. Chciałam zrobić sobie przerwę i sprawdzić, czy tonik Pat&Rub był naprawdę taki fajny jak mi się wydawało. Tonik witaminowy Garnier Essentials to właśnie ten przerywnik. Nie jest zły. Spełnia wszystkie moje wymagania odnośnie toników za czasów przed poznaniem Pat&Rub, jednak nie dorasta mu do pięt. Dlatego kończę go i nie planuję powrotu. Obok stoi tonik z kwasem PHA 6% z Biochemii Urodu (klik) Używałam go rok temu, recenzowałam na blogu, jednak wydaje mi się, że go wtedy nie doceniłam. Świetnie dopełnia moją aktualną pielęgnację, używam go zamiennie z Garnierem, mniej więcej co dwa dni wieczorem, kiedy wiem, że cały następny dzień nie spędzę na słońcu. Mgiełka z wodą z gorzkiej pomarańczy od Pat&Rub to taki gadżet, bez którego zdecydowanie mogłabym się obejść, ale fajnie, że jest i że mi służy. Głównie używam jej przed nałożeniem serum, które na wilgotnej twarzy łatwiej się rozprowadza i szybciej wchłania. 

Podsumowując: Tonik od Garniera jest w porządku, ale chcę czegoś lepszego, więc do niego nie wracam. Tonik z kwasami PHA 6% jest super, ale po jego skończeniu planuję używać kremu z kwasem migdałowym (gdzieś w okolicach listopada). Mgiełka pomarańczowa jest OK, ale mogę się bez niej obejść.

Co my tu dalej mamy? Nawilżanie. Po demakijażu i toniku czas na kolejny punkt programu. Od kilku miesięcy używam kremu do twarzy Vichy Idealia. Mam skórę mieszaną, w strefie T tłustą, na policzkach w kierunku do normalnej. Szybko się odwadnia i wysusza. Krem do twarzy jest dla mnie kosmetykiem ratunkowym. Nie wsmarowuję go z namaszczeniem każdego wieczoru, jeśli nie czuję takiej potrzeby. Czasem wystarczył tonik z kwasem PHA i z uspokojoną i zadowoloną skórą szłam sobie spać. Jeśli mam zadowoloną skórę i nałożę na nią jakikolwiek nawilżający kosmetyk, to skóra mi się poci, dusi pod warstwą tego kosmetyku, budzę się z nieciekawymi niespodziankami. Czasem jednak czuje nieprzyjemne ściągnięcie i suchość, wtedy sięgam po krem. I w takiej roli Vichy sprawdza się idealnie. Jest lekki, nie zapycha, doskonale nawilża na długo. Tak wygląda u mnie używanie kremów nawilżających - tylko kiedy skóra ma na nie ochotę. Jednak od jakiś dwóch miesięcy, używanie kremu zostało wyparte przez ekoAmpułkę nr 3 od Pat&Rub. Miałam już przyjemność używać ekoAmpułki 1 (klik) i bardzo dobrze ją wspominam. Jednak ta, którą używam teraz, nawilża jeszcze lepiej. Dlatego na razie krem poszedł w odstawkę a ja z przyjemnością używam serum do cery naczyniowej, choć mam mały problem z zaczerwienieniem twarzy i naczynkami. Obok stoi krem pod oczy, jedyny kosmetyk firmy Pat&Rub, który się u mnie nie sprawdził. Doceniam naturalny skład, wszystkie te zapewnienia, doceniam, że nie podrażnia, że oczy nie pieką, że ma wygodne opakowanie, itd. Jednak nie robi u mnie kompletnie nic. Już tak długo go używam z nadzieją na jakikolwiek efekt, ale nic. NIC się nie dzieje. Już lepiej sprawdza się u mnie na skórze pod oczami wsmarowana ekoAmpułka. 

Podsumowując: Vichy Idealia to całkiem fajny krem dla mojej twarzy, jednak chwilowo zdetronizowała go ekoAmpulka Pat&Rub. Natomiast krem pod oczy tej firmy okazał się u mnie kompletnym niewypałem.

Teraz czas na usta i niespodzianki. Zużyłam praktycznie całe zapasy balsamów i masełek do ust, z czego jestem bardzo, ale to bardzo zadowolona. Zostały ze mną dwa gagatki, sztyft Burt's Bees (klik) oraz makaronik It's skin (klik). Oba balsamy opisywałam już wcześniej, więc nie będę się rozwodzić. Niemiłe skórne niespodzianki traktuję punktowo albo maścią Benzacne, która bardzo szybko wysusza, albo na większym obszarze Tribiotic'iem, który kupuję w saszetkach. 

Aktualnie używane maseczki. Jako bazę uwielbiam wszelkie hydrolaty, tym razem jest to czarna porzeczka z BU. Lubię zapach hydrolatów, mam nadzieję, że wszelkie pokładane w nich nadzieje nie zawodzą i naprawdę polepszają wygląd skóry. Jednak odkąd nie używam ich solo, jedynie w połączeniu z innymi kosmetykami, trudno wyodrębnić ich działanie. Ale w nie wierzę. :D W moim ulubionym szklanym słoju po różanym hydrolacie z Mydlarni u Franciszka trzymam wymieszane algi (laminaria mikronizowana, spirulina) z ekstraktem z zielonej herbaty. Ostatnio służą mi jako dodatek do maseczek z glinki. Laminaria połączona z wodą nie tworzy papki, tylko gęstą i kleistą masę, przypominającą bardziej czarne mydło, co sprawia trudności w używaniu. Tak jak zapowiadałam, nadszedł czas na przetestowanie ghassoul, którą udało mi się kupić za 15 zł (jakaś przecena w Hebe) z Nacomi. Jestem już w połowie i czuję, że  ghassoul wejdzie na stale do mojego maseczkowego zestawu.

Podsumowując: Hydrolaty to moje maseczkowe must-have, kupuję różne, kieruję się głównie zapachem i niepodrażnianiem. Spirulina to alga którą przetestowałam na wiele sposobów, lubię i ciągle do niej wracam. Natomiast laminaria mikronizowana i ekstrakt z zielonej herbaty to taki mój maly wymysł, ale nie wydaje mi się, żebym wróciła do tej kombinacji. Glinka ghassoul zostaje ze mną na stałe.

Zdjęcie niżej przedstawia dodatki do maseczek. Pierwsza z lewej to alantonina, moje niedawne odkrycie. Sama nie wiem kiedy i po co ją kupiłam, trochę poczytałam w internetach i postanowiłam wykorzystać ją w maseczkach. Zaczynałam od maleńkich ilości i doszłam do ok. jednego grama na jedną porcję maseczki. Mam wrażenie, że niesamowicie zmiękcza skórę. Na pewno kupię ponownie, żeby sprawdzić, czy działa tak jak mi się wydaje. Olejek z drzewa herbacianego to mój ulubieniec z olejków eterycznych. Opisywałam go szczegółowo (klik), więc nie będę się powtarzać. Została mi odrobina oleju tamanu, którego nie wykorzystałam do końca w mieszance OCM i zużywam go po kropli do każdej maseczki. Nie zauważyłam szczególnych efektów, możliwe, że używam go zbyt mało, bo coś zauważyć. D-panthenol (klik), który nie sprawdził się u mnie na włosach, zadziałał genialnie jako dodatek do maseczek. Zwłaszcza, jeśli wcześniej zrobię peeling korundem, to d-panthenol idealnie łagodzi i zmiękcza skórę. O korundzie kiedyś napiszę bardziej szczegółowo, bo jak do tej pory to najlepszy peeling mechaniczny do twarzy jaki używałam. Bije na głowę domnowe peeling, typu cukier, kawę, sól, biję na głowe peelingi drogeryjne. Jedynie trzeba uważać, by nie przesadzić, bo jest naprawdę mocny.

Podsumowując: Alantonina, olejek z drzewa herbacianego, d-panthenol i korund to produkty, których nie może u mnie zabraknąć. Olej tamanu szału na mnie nie zrobił, może po prostu nie potrafię wyodrębnić jego działania na mojej skórze, ale nad kolejnym zakupem porządnie się zastanowię. 

Przyznaję medal każdemu, kto przebrnął przez tego posta. Mam nadzieję, że w jakiś sposób ten tekst komuś się przyda. Dla mnie będzie stanowił świetne zaplecze informacyjne przy kolejnych recenzjach produktów do twarzy.

Znacie te kosmetyki?

Miłego dnia, Balbina. 

71 komentarzy:

  1. Ja osobiście używam płynu micelarnego firmy Ziaja i też jestem bardzo zadowolona ;)

    Zapraszam również do mnie :) http://testacja.blogspot.com

    PS> oczywiście obserwuję ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja z Garniera nie jestem jakoś spektakularnie zadowolona ;-)

      Usuń
  2. bardzo lubię mydła aleppo, kiedyś często składałam zamówienia w biochemii urody

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bez tego mydła to ja już żyć nie mogę :D

      Usuń
  3. Znam tylko Idealię i micel z Garniera, mam o nich takie samo zdanie, jak Ty. Krem jest fajny, ale znam lepsze za taką kasę, a płyn micelarny dupy nie urywa :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Idealnie to podsumowałaś :D Krem to był prezent, więc o ile podobna niespodzianka się nie powtórzy, to na pewno sama go nie kupię.

      Usuń
  4. Sporo ciekawych produktów :) Zainteresowała mnie zwłaszcza ekoampułka z Pat&Rub ;) A znam mydełko Aleppo, micel Garniera i pomadkę Burt's&Bees :) U mnie akurat też aktualna pielęgnacja :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z ekoampułki jestem bardzo zadowolona. To dobrze, najtańsza nie jest :D

      Usuń
  5. Muszę kiedyś wypróbować tą maść na wypryski koniecznie! A ja za Garnierem tez tak średnio przepadam, z niektórymi tuszami sobie radzi z innymi mniej, dodatkowo ta wielka butla nie jest zbyt wygodna w użytkowaniu. .

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na szczęście butla już mi się kończy, a w zapas mam całkiem przyjemnego micelka z pharmaceris :-)

      Usuń
  6. Przebrnęłam! Oczekuję medalu :) Znam niektóre kosmetyki, generalnie uważam, że micele nie radzą sobie solo z demakijażem i traktuję je jako wstępne oczyszczenie (no w 98%, jak jestem padnięta to kładę się spać po dwukrotnym zmyciem micelem). Korundu boję się - mam cerę naczynkową, jak mi się skończył hydrolat do masek z glinki używałam wody demineralizowanej, też daje radę. Olejek z drzewa herbacianego musi być u mnie zawsze, zastanowię się nad kupnem czegoś punktowego na wypryski - ostatnio cera płata mi figle i wyskakują mi dziady na czole. Zastanawiam się nad tonikiem z kwasami i chyba kupię ten z BU

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Medal przyznany :D u siebie też określiłabym to 98% przypadków, no może 96 :D, ale używając micela Pharmaceris albo Biodermy budziłam się z czystą i świeżą skórą. Tonik mi wyjątkowo pasuje, idealnie nadaje się na lato, bo nie jest fotouczulający. Choć wiadomo, że staram się używać filtra, jednak jestem spokojniejsza jak czasem mi się zapomni :-)

      Usuń
  7. Dużo znajomych kosmetyków, zwłaszcza z BU i z ZSK! Ja planuje już następne zakupy w BU - właśnie hydrolat porzeczkowy i z zielonej herbaty mnie kuszą. Czy po toniku z kwasem PHA nie masz wrażenia lepkiej skóry? Ja tak mam, co zmniejsza moją przyjemność jego stosowania :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Troszkę, choć używając go rok temu, skóra była bardziej lepka i gumowata. Zauważyłam, że najlepiej mi się go używa po umyciu twarzy mydłem Aleppo, wtedy jest najmniej lepka. A najbardziej jest wtedy, kiedy mam nawilżoną twarz :D

      Usuń
  8. Sporo ciekawych produktów, zwłaszcza tych z BU :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ogólnie BU ma wiele ciekawych pozycji. Przejechałam się tylko raz na peelingu :-)

      Usuń
  9. Wcale nie taki długi ten post. Aleppo i glinka ghassoul to stałe, niezbędne elementy w mojej pielęgnacji, również i makijaż zmywam olejem. Teraz akurat alverde z rokitnikiem i dziką różą, trochę pachnie, ale o dziwo nie podrażnia oczu. Jestem leń, więc do olejku dodałam trochę emulgatora, lepiej się zmywa. Moja pielęgnacja jest jednak cięższa, bo i skóra łatwiej się przesusza, dlatego wieczorem ląduje na niej treściwy krem albo kropla olejku.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może nie długi, ale przeładowany różnymi kosmetykami, że sama czułam się zmęczona czytając go :D Czasem nawet chciałabym, żeby moja skóra przyjmowała więcej nawilżenia, bo nie musiałabym aż tak uważać, że przesadzę.

      Usuń
  10. W dalszym ciągu kusi mnie "makaronik" ;) Ładne fotki :) Opłacało się kupić aparatAAA :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak się cieszę, że Ci się podobają :D

      Usuń
  11. Mnóstwo znam, ale wiele także kusiiii ! Muszę koniecznie rozkminić te toniki z kwasami od BU. Aż wstyd, że do tej pory do nich nie doszłam... I w ogóle to zakochałam się w tej pierwszej grafice, obrazek wygląda zabawnie, ale jakoś tak miło dla oka ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo się cieszę, że obrazek Ci się podoba :))) Z toniku jestem wyjątkowo zadowolona. To taki mój wstęp do innych kwasów.

      Usuń
  12. Glinka Ghassoul, olej tamanu (stosuję punktowo na wypryski), różnego rodzaju hydrolaty i korund to moje must have. Piękna jest ta butelka/słój po hydrolacie różanym. Dla niego odwiedzę mydlarnię franciszka. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też bardzo lubię ten słój, mam ochotę na jeszcze jeden :-)

      Usuń
  13. I u mnie Alepp o i glinka marokońska muszą być, to żelazna podstawa. Do tego cała armia hydrolatów, ekstraktów i olejków, czyli zestaw małego (maseczkowego) chemika. Ciekawią mnie ekoampułki, musze się im bliżej przyjrzeć... :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja zmniejszyłam swój zestaw małego chemika, bo już sama w nim ginęłam :D teraz mam tylko kilka produktów, staram się nie kupować wszystkich nowości na hurra. Z ekoAmpułki wyjątkowo jestem zadowolona :-)

      Usuń
  14. Widzę, że jesteś zadowolona z ekoAmpułki 3. Ja od pewnego czasu zastanawiam się nad zakupem tego produktu i wciąż się waham, więc trochę rozwiałaś moje wątpliwości. Jak wykończę pielęgnację, którą mam w zapasie, to kupię ekoAmpułkę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miałam już tę nr 1 i tez miło wspominam, ale ta lepiej u mnie działa. Za to nr 1 fajniej pachniała :D W każdym razie cieszę się, że się u mnie sprawdziła, bo też długo zastanawiałam się nad zakupem. :-)

      Usuń
  15. Ja muszę się teraz ostro wziąć za pielęgnację twarzy, bo oprócz płynu micelarnego i toniku w sumie nic z nią nie robię, czasem tylko krem wklepię :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zazdroszczę <3 serio, serio, kiedyś też niewiele z twarzą robiłam i chętnie bym się wróciła do tych czasów. Za to teraz wystarczy moment nieuwagi i już moja cera straszy ludzi. Także nie mam wyjścia za bardzo :-)

      Usuń
  16. Nigdy nie próbowałam OCM :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja się przełamałam dwa lata temu i nie żałuję :-)

      Usuń
  17. Mydło aleppo jest świetne ;)

    OdpowiedzUsuń
  18. Micela garnier również używam:)

    OdpowiedzUsuń
  19. Poproszę medal :D Ja czaję się na Aleppo od dłuższego czasu...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Medal przyznany :D Aleppo polecam :-))

      Usuń
  20. Medal dla mnie!

    Niektóre kosmetyki znam i lubię mniej lub bardziej, ale Twoją notkę potraktowałam czysto "naukowo" ;) Chciałabym pozmieniać to i owo w mojej pielęgnacji - oczywiście małymi kroczkami, ale jednak. Muszę zamówić ten tonik z P&R! Dotąd tonizowałam skórę micelami, nie wiem, czy zatem można to nazwać w ogóle tonizowaniem ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Medal przyznany :D Dziękuję za przemiły komentarz :-)) Tonik z P&R spisał się u mnie wzorowo.

      Usuń
    2. Już go dodałam do zakupowej listy. Czekam tylko na przypływ gotówki (albo jakąś fajną promocję) i jedziem z koksem ;)

      Usuń
  21. Boskie masz opakowanie na glinki ;)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam ochotę kupić sobie jeszcze jeden taki słój, wyjątkowo wygodny w użyciu :-)

      Usuń
  22. Nie używałam niczego z powyższych kosmetyków :D

    OdpowiedzUsuń
  23. Dostałam medal! <3 ja uwielbiam hydrolat z czarnej porzeczki! Ale niestety z kremem vichy sie nie polubiłam : c

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A to szkoda, a czemu? Mi jedynie przeszkadza, że jest mocno perfumowany :-)

      Usuń
  24. o łał sporo tych kosmetyków do twarzy :) Kochana mam pytanie odnośnie postu który jest na twoim drugim blogu :) Z jakiej strony zamawiasz koraliki do bransoletek? Bo ja szukam, szukam żeby były w przystępnej cenie i jakoś nic mi nie odpowiada... jak możesz odp. na e-mail: wolna.ewa@interia.pl - z góry dziękuję :)

    z wielką chęcią dodaję do obserwowanych :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo mi miło, na e-mail odpiszę na pewno jutro, muszę poszukać tego sklepu, bo nie mogę go sobie przypomnieć... :-)

      Usuń
  25. bardzo długo zastanawiałam się nad tym serum na naczynka... chyba ją kupie ;)

    OdpowiedzUsuń
  26. Dobrnęłam do końca i jestem pod wrażeniem twojej pielęgnacji. Widać, że wiesz co dla twojej skóry jest dobre.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak miło czytać taki słowa, dziękuje :-)

      Usuń
  27. Ja nie przepadam za micelami, a do demakijażu używam mleczka :)
    Jeśli chodzi o tonik, to bardzo polubiłam Ziaję ogórkową.
    A sztyft z Burt's Bees chciałabym kiedyś wypróbować, podobnie jak ich masełko do skórek :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja znowu nie znoszę mleczek :D Masełko do skórek też mi się marzy, ale na razie najlepiej sprawdzają się u mnie te samorobione, więc nie będę kombinować :-))

      Usuń
  28. Konkretna pielęgnacja i konkretne kosmetyki ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aktualnie bardzo mi taka odpowiada :-)

      Usuń
  29. Medal dla mnie :) i bardzo przyjemnie się czytało!
    Niektóre produkty znam, mile wspominam. Dla przykładu ekoAmpułki goszczą u mnie w kombinacji 1, 3 i 4 ale planuję zmiany pod tym kątem i przychodzi czas powiedzieć "do widzenia". Z półproduktów zrezygnowałam już dawno temu, choć zostałam obdarowana pakietem smakołyków przez kochaną Simply. No i to spotkanie utwierdziło mnie w przekonaniu, że nic dla siebie na tej półce już nie znajdę.
    Mydło Aleppo uwielbiam, nałogowo sięgam po wariant z glinką Beloun. Jeżeli chodzi o maski rządzą algi Organique, wkrótce coś nowego. I wraz z odmianą będzie wspomagania plastycznych alg czymś extra :) Podoba mi się kierunek Twojej pielęgnacji. Ma ona sens :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Medal przyznany! Cieszę się, że Cię nie zanudziłam. Odnośnie półproduktów, to właśnie wyszłam z fazy odurzenia i szaleństwa, używam tylko kilka sprawdzonych :-) Choć wciąż mam ochotę na spróbowanie kilku nowych, więc muszę się mieć na baczności :D Ostatnio miałam już w ręce Aleppo z glinką beloun, ale okazało się, że ma tylko 5% oleju laurowego, a mi ostatnio bardzo służy to 'silniejsze' mydło. Więc na razie odpuściłam, choć wciąż mnie kusi :-) Cieszy mnie Twój komentarz :-)

      Usuń
    2. Lubię treściwe, ciekawe posty w których jest dużo literek :)
      Pamiętam naszą rozmowę o Aleppo jakiś czas temu i powiem szczerze, że przez jakiś czas w ogóle nie patrzałam na stężenie oleju laurowego bo najzwyczajniej w świecie nie było podanej informacji na ten temat. Za to trafiłam na oliwkowo-laurowe 20% z glinką Beloun i także wyśmienicie działało więc nie jestem pewna kombinacji, za to wybieram te z glinką. Może taka wskazówka coś pomoże? :)

      Każda z nas na poszczególnym etapie czymś się zachwyca, to normalne. Najważniejsze, by wychodzić na przeciw potrzebom skóry i portfela :) Bo to także jest istotne.

      Usuń
    3. A to ciekawe, bo ja trafiłam tylko na 5 procentowe. Wolałabym jednak to 20 procentowe :D Rozglądnę się, dzięki za informację :-) Ostatnio jestem zadowolona z mojego planu pielęgnacji, bo wcześniej miałam wrażenie, że miotam się wśród wielu produktów i chcę skosztować wszystkiego po trochu... Teraz jak przystopowałam to i cera i portfel się odwdzięcza :D

      Usuń
  30. Świetny blog, będę tu zaglądała częściej!

    OdpowiedzUsuń
  31. Ani jednej z tych rzeczy nigdy nie mialam! Ale coraz bardziej mnie kusi zeby odwiedzic strone zrobsobiekrem :))

    OdpowiedzUsuń
  32. Ja uwielbiam micel z Garniera :) Dla mnie to połączenie działania, dużej butli i stosunkowo niskiej ceny :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja jednak wolałabym, żeby ciut lepiej domywał mi oczy :(

      Usuń
  33. Poproszę medal:D Ok po pierwsze zazdroszczę tak zorganizowanej pielęgnacji:) Po drugie żal mi pewną część ciała ściska więc też się za siebie wezmę:D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Medal przyznany :D Może jest zorganizowana, ale czasem są takie dni, że mam ochotę tylko przetrzeć twarz tonikiem i tyle. Trzeba się bardzo pilnować.

      Usuń

Dziękuję za każdy pozostawiony komentarz.

Copyright © 2016 Balbina Ogryzek , Blogger