Lulu and Boo - Echinacea & Tea-Tree Gel - olejek herbaciany i jeżówka

Zabieram się za napisanie tej recenzji od tylu dni, że już zapomniałam, co chciałam napisać we wstępie. Przyjmijmy, że było to tak: Dawno, dawno temu, za górami, za lasami i w czasach liceum nie wiedziałam nawet, że moja skóra twarzy istnieje. Tak, jak nie wiedziałam nic a nic o cellulicie, zmarszczkach, piegach, popękanych naczynkach, nie wiedziałam też nic o trądziku i pryszczach. Dobrze jest nie wiedzieć. Bo jeśli nie wiesz, to znaczy, że Cię to nie dotyczy i śpisz spokojnie. Jednak parę lat temu, moja skóra twarzy postanowiła o sobie przypomnieć.

lulu and boo żel do twarzy na wypryski
Na szczęście sytuacja jest w dużej części opanowana i choć moja skóra twarzy nie wygląda jak aksamit, to nie straszę ludzi. Jest kilka problemów, z którymi walczę, ale nie należy już do nich trądzik. Jedynie od czasu do czasu pojawi się jakiś mały dziad, wyprysk, krostka, gulka, wykwit, nazwijcie to jak chcecie, no i wtedy potrzebuję wsparcia. Wyżej wymienione niemiłe niespodzianki traktowałam do tej pory a) maścią Benzacne, która fakt, wysusza pryszcza, ale dodatkowo wysusza też skórę, b) Tribiotic'iem, który owszem, łagodzi stany zapalne, ale to tłusta maść i pod nią potrafiły mi się pojawić zaskórniki. Dlatego bardzo się ucieszyłam, gdy otrzymałam od firmy costasy.pl żel do twarzy z jeżówką i olejkiem z drzewa herbacianego (kosmetyk pochodzi ze współpracy). Olejek z drzewa herbacianego znam od dawna i bardzo lubię, jednak solo na wypryski jest dla mnie za mocny.

Kosmetyki Lulu&Boo interesowały mnie od dawna (co wiecie, jeśli widziałyście moje stare wishlisty) z kilku powodów. Po pierwsze, co za słodka nazwa! Boo nasuwa mi skojarzenie z tym małym misiem z kreskówki o misiu Yogi, oglądałyście? Po drugie szata graficzna opakowań bardzo mi się podoba. Wiem, że sporo z Was uważa, że etykiety to kompletnie nieważna część opisów kosmetyków. Jednak ja uwielbiam rzeczy ładne. To, że coś jest dobre i wartościowe, może przy okazji być ładne, prawda? A nie straszyć brzydotą, jakby chciało na przekór całemu światu pokazać, że jest takie dobre, że ładne opakowanie już mu niepotrzebne. No i po trzecie, są to kosmetyki naturalne z przepięknymi składami i choć nie jestem już eko-ortodoksem, to wciąż wielką przyjemność sprawia mi używanie kosmetyków naturalnych, wypełnionych po brzegi olejami, olejkami, ekstraktami.

Mam ochotę też opisać Wam wszystkie składniki aktywne tego żelu, ale nie chcę niepotrzebnie przedłużać, więc zainteresowanych odsyłam tutaj KLIK. Producent opisuje go jako: 'Żel o działaniu antyseptycznym, w skład którego wchodzą składniki znane ze swoich właściwości antybakteryjnych. To kosmetyk, który powinien znaleźć się w każdej kosmetyczce. Zawiera wyciągi z dziurawca, echinacei, aloesu i rumianku oraz olejki z lawendy i drzewa herbacianego. Łagodzi podrażnienia oraz przyspiesza gojenie. Z tego względu polecany jest na wypryski, trądzik, ukąszenia, zadrapania, otarcia, zacięcia oraz infekcje grzybicze.'

Skład INCI (* składniki z upraw ekologicznych):
*Aloe barbadensis leaf juice powder, Aqua (water), *Hamamelis virginiana (witch hazel) water, *Echinacea purpurea (echinacea), *Alcohol, *Glycerine, Xantham gum, *Rosa canina (rosehip) extract, *Rosmarinus officinalis (Rosemary) extract, *Lavendula angustifolia (lavender oil), *Melaleuca alternifolia (tea-tree oil), *Chamomilla recutita (german chamomile oil), *Leptosperum petersonii (lemon tea-tree), Benzyl alcohol, Phenoxyethanol, Potassium sorbate (gentle preservative), Lactic acid, *Cironellol, *D-Limonene, *Geraniol, *Linalool (from essential oils)

Przyznam się, że na początku byłam wyczulona na alkohol tak wysoko w składzie (czwarte miejsce). Kilkakrotnie się złożyło, że kosmetyki z alkoholem podrażniały moją skórę, więc założyłam, że to właśnie wina alkoholu. Teraz nie jestem tego taka pewna.

Żelu z jeżówką i olejkiem herbacianym używam na wypryski już prawie dwa miesiące i jestem z niego bardzo zadowolona. Zacznę od ogółów. Konsystencja jest żelowa i dość rzadka, przez co łatwo nałożyć cienką warstwę bez niepotrzebnego memłania krostki (nie lubię tępych konsystencji przy punktowych kosmetykach na wypryski, kiedyś miałam jakiś sztyft i to był koszmar.) Bardzo szybko się wchłania!, więc spokojnie można nosić go pod podkład (co było nie do pomyślenia przy Benzacne i Tribiotic'u). Zapach jest charakterystyczny, na pewno wyczuwam olejek z drzewa herbacianego, który bardzo lubię.  Do tego coś z cytrusów i jakaś słodycz. Zapach nie jest mocny i choć utrzymuje się na skórze (test na dłoni:D), to po nałożeniu w małych ilościach na twarz w ogóle go nie czuć. 

I najważniejsze! działanie. Przyspiesza gojenie się mini ranek, koi podrażnienia i wysusza czerwone wypryski. Działa naprawdę szybko. Kiedyś stosowałam sam olejek z drzewa herbacianego punktowo i po pierwsze za mocno wysuszał mi skórę, to jeszcze ten żel działa zdecydowanie szybciej. Co jeszcze mnie cieszy - jest na tyle lekki, że nie powoduje powstawania zaskórników (jak Tribiotic). I choć Benzacne wysusza wypryski szybciej, to jednak później skóra wkoło jest przesuszona, nie wygląda ładnie i tak nie nałożę na nią podkładu, bo tylko pogarszam sprawę. Żel lulu&boo działa minimalnie wolniej od Benzacne, jednak skóra wkoło wygląda na tyle ładnie, że nie odznacza się pod podkładem. Jedyne na co nie podziałał, to podskórne gule, ale na to jeszcze nie znalazłam sposobu i podejrzewam, że to problem od środka organizmu, a nie skórny. 

Miałam o tym nie pisać, ale może komuś się przyda. Moja skóra po depilacji jest często bardzo podrażniona, zwłaszcza w okolicach bikini. Włoski lubią wrastać, skóra jest podrażniona, czerwona, są czasem pojawiają się wypryski. I w tym przypadku żel lulu&boo również kilkukrotnie mi pomógł. Przez to że jest lekki, skóra się pod nim nie dusiła (jak pod Tribiotic'iem) i nie wysuszał za mocno (jak Benzacne).

Minus żelu lulu&boo? Cena. Za 30 ml trzeba zapłacić 85.90 i dla mnie to dużo. Ale uważam, że warto i coś czuję, że po skończeniu tej butelki, kupię sobie następną. Przede wszystkim dlatego, że jego używanie jest na tyle przyjemne, że robiłam to z ochotą. A nie ze skwaszoną miną i tylko z konieczności, żeby ten czerwony dziad z twarzy zniknął.

Kosmetyki lulu&boo do najtańszych nie należą, dlatego przed zakupem najlepiej zacząć od wersji mini. Osoby biorące udział w moim listopadowym odwyku zakupowym mają szansę poznać je bliżej. Jeśli ktoś ograniczył sobie kupowanie w listopadzie w jakiś sposób, zapraszam po nagrody tutaj KLIK.

Podsumowując, jestem z niego zadowolona. To, jak do tej pory. najlepszy punktowy produkt na wypryski. Próbowałam samych olej (tamanu, kocanka, z czarnego kminu, laurowy), olejków (z drzewa herbacianego, ylang-ylang) maści aptecznych (z cynkiem, tribiotic, benzacne, tormentiol) i mnóstwo drogeryjnych cudaków, jednak żaden z nich nie dał mi tego, czego oczekiwałam. Kosmetyki lulu&boo siedzą mi w głowie od tak dawna, że możliwość ich wypróbowania to była dla mnie jak gwiazdka z nieba. Naprawdę. Mam nadzieję, że nie bierzecie tego za puste słowa recenzji kosmetyku ze współpracy. Teraz mam wielką ochotę na jakiś tonik tej firmy, ciekawe czy sprosta moim obecnym wymaganiom, wygórowanym przez tonik Pat&Rub?

Chętnie poznam Wasze sposoby na wypryski. Macie coś sprawdzonego?

lulu and boo żel do twarzy
lulu and boo żel do twarzy
lulu and boo żel do twarzy
lulu and boo żel do twarzy
lulu and boo żel do twarzy

LINKI:
- olejek z drzewa herbacianego
- olej z czarnego kminu
- olej laurowy
- OCM - oil cleansing method
- mydło Aleppo po roku używania

37 komentarzy:

  1. Świetna koncepcja zdjeć :) Mnie te kosmetyki też interesują, świetną mają nazwę i opakowania.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki, ostatnio mam fioła na punkcie tych kredek :D

      Usuń
    2. Super zdjęcia i kredki:) Lulu&Bu jeszcze nie próbowałam.

      Usuń
  2. Kosmetyki Lulu&Boo od dawna interesują i mnie :) Za jakościowy produkt warto zapłacić, więc ceny wolę nie omawiać, a z recenzji wynika, że jest wart uwagi :)
    Kredki masz świetne :) Piękne zdjęcia!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się z Tobą, jeśli chodzi o kosmetyki do twarzy, to nie żałuję wydanych pieniędzy. Nie używam ich za wiele, starczają na długo i najważniejsze jest dla mnie to, by działały. Uwielbiam te kredki :D

      Usuń
  3. Nie znam tego kosmetyku. Bardzo podobają mi się zdjęcia ! :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, bo choć robienie zdjęć to dla mnie przyjemność sama w sobie, jednak dobrze wiedzieć, że się podobają! :-)

      Usuń
  4. U mnie rzadko pojawiają się wypryski ale jesli juz taki wyskoczy to sięgam po sudocrem, wysusza wyprysk i wszystko znika. :)
    Świetny wpis, a zdjęcia piękne, mogłabyś zwyczajnie sfotografować produkt, ale użyłaś kreatywności co widać a my doceniamy :)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, starałam się jak mogłam :-) O, widzisz, zapomniałam o sudocremie! Też używałam, ale niestety u mnie się nie sprawdza. Za to pamiętam, że ratował mojego brata, gdy był niemowlakiem :-)

      Usuń
  5. Jakie ladne zdjecia :-)

    OdpowiedzUsuń
  6. Balbi, zdjęcia zrobiłaś genialne! Patrzę, patrzę i napatrzeć się nie mogę ;)
    Co do marki Lulu&Boo, zasiałaś we mnie ziarenko ciekawości swoją ostatnią notką o aktualnej pielęgnacji. Od tamtej pory grzebię w sieci, czytam, przeglądam i generują mi się nowe chciejstwa :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się :D Mi teraz najbardziej zależy na którymś z toników. No i maseczki mnie wołają, bo miałam próbki i wydają się być przyjemne. Ale cena maseczek odstrasza, wolę sobie glinkę zamieszać.

      Usuń
    2. Do mnie najbardziej uśmiecha się krem z olejkiem z kwiatów lipy i żel do mycia twarzy Nettle and Lemon Tea-Tree. Ekologiczny balsam oczyszczający z wyciągiem z rumianku też może być ciekawy. Generalnie połowa asortymentu wpisuje się w moje potrzeby, no i jak tu żyć ? :D

      Usuń
    3. Haha, do mnie też wszystko się uśmiecha. Na kategorię 'pielęgnacja ciała' nawet nie zaglądam, bo pewnie nie potrafiłabym się oprzeć. Większe kwoty jestem w stanie przeznaczyć na twarz. A ten żel nettle&lemon tea-tree jest świetny! Właśnie jestem w połowie opakowania, recenzja pojawi się końcem listopada :D

      Usuń
    4. Nie ułatwiasz walki z moją słabą silną wolą :D Zwłaszcza, że kończy mi się aktualny żel do mycia twarzy.
      Niecierpliwie czekam na recenzję :)

      Usuń
    5. Jeszcze sobie dam tak z tydzień na przemyślenie, ale jest na pewno lepszy niż tymiankowy żel od sylveco :-)

      Usuń

  7. Hej, dziękuję bardzo za ciepłe słowa i pozdrawiam gorąco !

    OdpowiedzUsuń
  8. Bardzo dobry jest też olejek tamanu, kupiłam już drugą butelkę bo zakochałam się totalnie. A i taniej jest :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miałam i fakt, działa dość dobrze, ale ten żel szybciej. I olejek śmierdzi okrutnie :D No i nie wchłania się u mnie szybko, więc nie bardzo pod makijaż.

      Usuń
  9. Ja chcę takie kredki!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. TK Maxx spełni Twoje marzenia :D

      Usuń
  10. Cudne zdjęcia ;) A jeśli chodzi o tę markę to może kiedyś na coś się skuszę ;) Chociaż bardziej kusi mnie spray regeneracyjny z Alvy na bazie aloesu, olejku herbacianego i oleju manuka ;P Tylko podobno śmierdzi bardzo ;/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciekawe, dla mojego nosa rzeczy śmierdzące są względne :D Np uwielbiam olejek z drzewa herbacianego, choć domownicy marudzą, że nie mogą go znieść.

      Usuń
  11. Ależ się u Ciebie pozmieniało! :) Pięknie tu!
    Zbyt to lubię, żeby znowu znikać!

    OdpowiedzUsuń
  12. ja kiedys mialam ekskluzywny krem do pupy niemowlecej z Lulu &Boo, ale przeanalizowalszy sklad stwierdzilam ze troche szkoda takie wspanialosci klasc na ...., zwlaszcza ze tych tyleczkow do obsmarowania u mnie bylo 2 jednoczesnie ;) Wykorzystalam na lico wlasne, dzieciow i na wlosy :)

    Odwyk zlamalam poki co raz, skusilam sie po recenzji na blogu Kociamber na kwas migdalowy 40%, bede te swoje wypryski zluszczac ;) No i krem dzieciom kupilam ale to sie nie liczy ;) A tak to dzielnie sie trzymam, zuzywam zapasy i tylko zagladam na strony ulubionych sklepow i czytam opinie, tworze wishlkiste i nastepne zakupy beda na pewno bardziej przemyslane :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciekawa jestem Twoich opinii po migdałku. Ja teraz mam ten glukonolaktan 14% i coraz bardziej mi się podoba.

      Usuń
  13. Boo? Boo? Gdzie jest Boo? Heh. Baldur's mi się przypomniał :).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Baldur's czyli że gra? Bo nie grałam :D

      Usuń
  14. Na szczęście wypryski to nie mój problem, uff :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zazdroszczę, u mnie czasem lubią się pojawić :-)

      Usuń
  15. Balbina - nie zabijesz GoN...? Nie czytałam - weszłam dla zdjęcia :) Przecudne jest!!!!!!!!!!!!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oszczędzę Cię :D Cieszy mnie, że zdjęcia Ci się podobają :* Niestety mam jeszcze w zapasie kilka sesji kosmetyków, które nie wyszły tak jakbym chciała, no ale nie mam wyjścia i będę musiała je opublikować :)

      Usuń
  16. Muszę najpierw coś o zdjęciach napisać.... są prze-pię-kne! Jak ja lubię takie posty, gdzie oprócz tesktu godnego uwagi można jeszcze na dobre zdjęcia popatrzeć!
    Marzy mi się troszkę ten olejek herbaciany.
    Ja walczę z moimi wypryskami i wygrać nie mogę. Rano zawsze mam ich masę! Mimo, że bardzo dbam o cerę. Wczoraj wieczorem padłam na łóżko jak długa po imprezie i nawet nie zmyłam makijażu... a dzisiaj? Zmyłam, oczyściłam, nawilżyłam i jakaś taka gładsza ta cera. Chyba muszę trochę wysuszyć wypryski, bo jak widać krem matujący i podkład z tendencjami do wysuszania trochę zadziałał na plus...

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy pozostawiony komentarz.

Copyright © 2016 Balbina Ogryzek , Blogger