Moje wielkie wiejskie wesele oczami cioci Krysi.

W pierwowzorze miałam napisać, że wiejskie wesele oczami babci, ale moja babcia jest najlepsza na świecie, więc stanęło na cioci Krysi. Każdy ma ciocię Krysię w swojej rodzinie, ha, żeby to jedną! Odkąd wiadomość o moich zaręczynach rozeszła się po bliższych i dalszych krewnych, dostałam już tyle świetnych rad, że nie sposób ich gdzieś nie spisać. Znowu, słuchając moich pomysłów na ślub i wesele, ciociom Krysiom jeżył się włos na głowie. A muszę Wam powiedzieć, że wcale nie planuję wystąpić w czarnej sukni.

moje wielkie wiejskie wesele
Zacznijmy od początku - wygląd Panny Młodej. Wiadomo, że ciocia Krysia nie wyobraża sobie innej sukni niż wielką, błyszczącą bezę na kole z milionem cekinów, brylancików, koronek i innych kokardek. Do tego bolerko jeśli dzień będzie cieplejszy a biały kożuszek przy lekkim chłodzie, chociaż i tak wybrany przeze mnie miesiąc jest niedorzeczny (wrzesień) i czy aby na pewno nie można go zmienić? Bo będę żałować! Tego, że nie będę mieć welonu, ciocia Krysia w ogóle nie słyszy i już wylicza mi najpiękniejszą biżuterię ślubną. Może perełki? Może kryształki Swarovskiego? A co z fryzurą? Loki, koki, na to diadem?

Idziemy dalej - ślub. Przed główną ceremonią do Pana Młodego ma przyjechać orkiestra i grając skocznego marsza, razem z tuzinem cioć Kryś i innych członków rodziny zaprowadzić go do domu Panny Młodej. Tam, po przyjęciu błogosławieństwa od rodziców (merdanie bukszpanem po czołach) i wyśpiewywaniu przez druhny jakiś nieznanych mi przyśpiewek (moje druhny, strzeżcie się!) całą zgrają idziemy do kościoła. A, zapomniałabym. Po drodze organizowane są u nas bramy, czyli zrobione przez tych kreatywniejszych ciekawe zapory (ze stogów siana, ramp kolejowych, itd), a wersja tych mniej pomysłowych - stanie na środku drogi z kwiatkiem w ręku po to, by dostać kilka flaszek wódki. Ślub jak ślub, będzie wyglądał raczej standardowo, za to po wyjściu z kościoła oberwę po głowie garściami ryżu i drobnych monet, które będę musiała pozbierać.

No to teraz jedziemy do sali weselnej... 

'Czym by tu pojechać...? - myśli ciocia Krysia. Może limłuzyną? Ooo tak, Kasia Marcinkowa tak jechała, nikt takiej limłuzyny nie miał! Z przodu dwa złote serca ze steropianu, wstążka i gołębie. Ja takie gołębie mam, to Ci pożyczę, nie martw się!'

Przyjęcie odbyć się musi w remizie strażackiej albo w wiejskim domu kultury, bo jakżeby inaczej, skoro Kasia Marcinkowa tam miała, to ja nie mogę mieć? I jakieś resteuracyje wymyślam, a nie mogę jak normalny człowiek kuchenną zamówić i świnię zabić. Sałatki pokroimy, placki upieczemy, będzie na pewno dużo taniej! Salę udekorujemy razem z ciocią Krysią, oryginalności na pewno jej nikt nie odmówi. Co ciociu? Żółte i zielone baloniki? Idealnie. Do tego mnóstwo światełek na choinkę, o i ciocia kwiatki przyniesie, super. Jakie kwiatki? Sztuczne... Skąd? Z cmentarza...? Nie ciociu, to my już kupimy lepiej nowe... No tak, po co przepłacać...

Jak już Pan Młody udźwignie miłość swojego życia i przetarga ją nad progiem o nic nie uderzając, rozpoczyna się wesele. Najpierw standardowo rosół i drugie danie, kamerzysta nagrywa jak nalewasz, rozlewasz, gryziesz, połykasz, krztusisz się i kaszlesz, żeby przy składaniu weselnego filmu (oni to składają w ogóle? bo mam wrażenie, że puszczają wszystko jak leci) podpisać scenkę z krztuszeniem się 'Państwo Ogryzkowie, rodzina Panny Młodej'. Gdy już jesteś po obiedzie i po kilku głębszych (ze mną się nie napijesz?!), przychodzi czas na pierwszy taniec. Ciociu, jak uważasz, jaka piosenka nadaje się najlepiej? Złoty Krążek. Co mamy jeszcze do wyboru? Biały miś, Wielka miłość albo Zabioooooorę Cię właśnie tam! Klasyka gatunku. W trakcie pierwszego tańca orkiestra prosi gości weselnych o utworzenie kółeczka i bujanie się w rytym piosenki wokół tańczącej Młodej Pary. Co potem? Ależ oczywiście cuuuuudooooownyyyyych rodziców maaaam! Czyli podziękowania dla rodziców za trud wychowania. I wtedy w kółeczku kręcą się Państwo Młodzi i ich rodzice... przez jakieś piętnaście minut. Przecież to wcale nie jest nudne. A teraz idziemy na jednego, a teraz idziemy wódkę pić!

I tak zabawa się kręci aż do północy a po drodze mamy wszystkie standardowe punkty programu. Pociąg? Zaliczony. Kaczuszki? Zaliczone. Chusteczka? Zaliczona. Śpiewanie przyśpiewek do Państwa Młodych? (Ona temu winna, ona temu winna, pocałować go powinna. Nie pijemy wódki, nie pijemy wódki, pocałunek był za krótki. Młody nie bądź cyckiem, młody nie bądź cyckiem i pocałuj ją z języczkiem. - to się dzieje naprawdę) Zaliczone. 

Północ, czas oczepin. Dla jednych świetna zabawa, dla innych chowanie się po kątach. Każde oczepiny zawierają motyw rzucania welonem (albo bukietem) przez Pannę Młodą i krawatem przez Pana Młodego, by wybrać nową parę. OK. Teraz zaczynają się schody. Byłam na milionie wesel, gdzie orkiestra stwarza bardzo niezręczną sytuację i sugeruje, by nowo wybrana para się pocałowała. Jeśli to są znajomi, ok, jakoś przejdzie, szybki buziak i po bólu. Ale jeśli padło na Ciebie i tego 60letniego kawalera? Naprawdę w niczym Ci to nie przeszkadza? Mniam.

Oprócz tego podczas oczepin orkiestra inicjuje mnóstwo dziwacznych i kompletnie dla mnie niezrozumiałych zabaw. Ale widocznie nie mam za grosz poczucia humoru. Za to ciocia Krysia ma. Przeciąganie jednego sznurka przez ubrania kilkunastu osób jest rozbrajające. Zwłaszcza jak masz krótką sukienkę i sznurek podciągnie Ci ją do góry. Boki zrywać. Albo zbieranie pieniędzy na wózek. Proszenie gości o kolejne pieniądze, jakby suma w kopercie była za mała. 

Tak ciociu Krysiu, zrobię dokładnie tak, żebyś ty i tylko ty była zadowolona. Co tam ja, co tam rodzice. Ty ciociu Krysiu rządzisz, wszyscy się Ciebie słuchamy, zorganizujemy wielkie wiejskie wesele.

PS. Wcale nie mam uprzedzeń do wszystkich wyżej wymienionych motywów. Prawdziwe wiejskie wesele w wielkiej drewnianej sali w stylu rustykalnym - that's the dream! 
- zaręczyny,
- co mnie rozgrzewa w jesienne wieczory?
- o tym, jak przetrwać w szmateksie - poradnik.

162 komentarze:

  1. Hehe świetny post,ale się uśmiałam:) Ja ku niezadowoleniu "cioć Kryś"wesela nie robiłam,za co pochwalił mnie ksiądz i organista (ha!! a co...) rodzina za to chwalić mnie nie chciała mówiąc,że "jakaś dziwna jestem":)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trochę zazdroszczę, że nie miałaś wesela, ale z drugiej strony moim rodzicom byłoby przykro, gdybym całkiem z niego zrezygnowała, więc będzie... ale na pewno ograniczę połowę wyżej wymienionych uroczych zabaw :D Poza tym zawsze znajdzie się ktoś niezadowolony, więc wolę, by niezadowolone były ciocie Krysie a nie moi rodzice, ja, chłopak czy moi znajomi :D

      Usuń
    2. Rodzice raczej nie byli jakoś szczególnie niezadowoleni,jedzonko na przyjęciu było tak dobre,że każdemu wynagrodziło brak hucznego wesela,a i jakieś tańce też były,nie powiem,że nie,ale bez uroczych zabaw,jak o nich piszesz. Najważniejsze,żeby dojść jakoś do kompromisu z rodzicami i cieszyć się póżniej miłymi wspomnieniami,nie przejmując się ciociami:)

      Usuń
    3. No własnie moje przygotowania to nieustający kompromis, ale cieszę się z tego, że najważniejsze punkty programu jak wybór sali, sukni czy pierwszego tańca zależą tylko ode mnie. Na małe ustępstwa mogę się zgodzić :D

      Usuń
    4. Anonimowy15:54

      Hej Balbinko, ja moje miałam w maju i wszystko sama organizowałam - nie było sukni bezy, ani bolerka(kto to widział P.Młodą w żakiecie i butach bez palców;)), orkiestry przed domem też nie było, ani kiczowatej sali i zabaw, wszystko jak to moja c.Gabrysia stwirrdziła było ze SMAKIEM;) Prawda jest jednak, że pewne "rytuał" muszą sie odbyć: oczepiny, sypanie ryżem, rzucanie welonem itd., to takie symboliczne... mojaj Ciocia Krysia żeniła córkę 2 miesiące po mnie i było cały ten kicz o którym Ty pisałaś, z reszta tego sie właśnie spodziewałam, nawet taki sam kamerzysta o jakim pisałaś (w pewnym momencie usiadł i kręcił wszystko jak leci:( kiszka straszna.

      reasumując: wesele robi sie dla gości i ja starała się aby każdy był zadowolony, ale nie robiłam nic co popsuło by smak i moje poczucie estetyki, suma sumarów wszyscy wspominaja Moje wesele po dziś dzieńm, natomiast o weseleu od C. Krysi wolą zapomnieć:)

      Usuń
    5. Idealnie to ujęłaś! Wiem, że pewnych punktów programu nie da się zrezygnować, ba!, nawet bym nie chciała. Ale właśnie zależy mi na tym, żeby większość była przygotowana zgodnie z moim poczuciem estetyki. Będę się starała to wszystko zbilansować, ale nie będzie łatwo.

      Usuń
  2. Uff..całe szczęście, że u nas obyło się bez życzliwych rad cioci Krysi :) Ale za to PO nasłuchałam sie co było nie tak jakby wszyscy oczekiwali..
    Także ciocię Krysię wpuszczaj jednym uchem a wypuszczaj drugim, a rób swoje :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tak mam zamiar zrobić :-) współczuję, słyszeć PO co było nie tak, to już szczyt.

      Usuń
    2. Uwieżcie mi w każdej rodzinie są takie ciocie Krysie. Jednak najważniejsze to się nie dać i zrobić tak, jak się chce :)

      Usuń
  3. Ekhm! Zapomniałaś jeszcze dodać, że odkąd ciocia Krysia dowie się, że planujesz ślub zaczyna sugerować, iż jesteś w ciąży. Sytuacja ta zaognia się do momentu ślubu i potem osiąga punkt kulminacyjny jakieś 3 miesiące po ślubie (no bo w końcu Cię widziała przed ślubem i widziała, że jesteś w ciąży!) aby wreszcie wygasnąć gdy rok po ślubie jeszcze nie urodziłaś (no bo przecież jak dziecko urodziło się 9-12 miesięcy po ślubie to znaczy, że na pewno wzięłaś ślub bo byłaś w ciąży. Przecież żadna nie "żeni się" jak nie jest w ciąży!). Oczywiście nie zapomnij uprzedzić i uodpornić swoją mamę bo na bank ciocia Krysia zrobi jej kilka awantur, że przecież urodziłaś (bo ona widziała, że jesteś w ciąży!) tylko nie chcecie się do tego przyznać!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahaha dobre :D pewnie i tak jest w wielu przypadkach :D Chociaż u mnie na szczęście nie, bo jestem ze swoim facetem już tak długo, że ciocie Krysie składając mi gratulacje z powodu zaręczyn, wyrażały zadowolenie, że jednak nie zostanę starą panną :D a tak się tego obawiały, kochane!

      Usuń
    2. Ja brałam ślub po prawie 5-ciu latach bycia razem i oczywiście wszystkie "ciocie" wiedziały, że jestem w ciąży. No bo przecież jak to? Ślub bez ciąży? Przecież to bessęsu...

      Usuń
    3. To współczuje, czyli moje ciocie Krysie jeszcze nie są najgorsze, skoro tego nie sugerują. A może tylko nie odważyły się mi powiedzieć prosto w oczy a między sobą snują teorie spiskowe, hmmm kto wie :D

      Usuń
    4. Mi też tego prosto w oczy nie powiedziały tylko o wszystkim dowiadywałam się od mamy. Dopiero po ślubie tak ze 2 odważyły się zapytać jak się czuję (ja? dobrze, a dlaczego miałabym się źle czuć? że co? w ciąży? o dobrze wiedzieć to powiem mojemu ginekologowi bo on jeszcze nic na ten temat nie wie). Najdziwniejsze jest to, że te teorie to wysuwały osoby, które wtedy od 8-miu lat widywały mnie bardzo sporadycznie a w miejscowości, w której mieszkałam z moim przyszłym małżem nikt nic nie komentował a wielu ludzi nawet nie zauważyło nawet, że ja już tam normalnie mieszkam od roku...

      Usuń
    5. Co poradzić, ludzie od zawsze uwielbiali niezdrowo się interesować życiem innych. Pamiętam moją nadgorliwą sąsiadkę, która stała codziennie w oknie i sprawdzała o której wracam do domu (miałąm jakieś naście lat). Pewnego razu mnie nie zobaczyła aż do 22 więc przybiegła oburzona do mojej babci, na co ona mi pozwala. Tak się złożyło, ze byłam chora i leżałam w łóżku, więc babcia ją wyśmiała. Ale sam fakt, że obcy człowiek aż do tego stopnia ingeruje w życie innych jest przerażający D:

      Usuń
    6. Matko kochana! Przecież to już przekracza wszelkie granice!
      A tak BTW dlaczego starsza Pani łaziła po sąsiadach tak późno w nocy? Nie bała się, ze ją ktoś napadnie? ;)

      Usuń
    7. Widocznie chęć posiadania najnowszych informacji była silniejsza niż strach :D

      Usuń
    8. Jak to powiadają: Ciekawość to pierwszy stopień do piekła ;)

      Usuń
    9. Jest jeszcze gorzej jak po roku od ślubu taka osóbka zaczyna szeptać po kątach, że dziecko było, ale się je poroniło, co jest po prostu przykre. A jak ciotka będzie wystarczająco przekonująca to i wyrazy współczucia rodzina potrafi zacząć składać...

      Usuń
    10. Okropność... Ale ludzie potrafią nakręcać takie akcje, nie raz w rodzinie się zdarza coś podobnego. A ona przecież to wszystko mówiła dla Twojego dobra, nie żeby wywołać sensację, o nie!

      Usuń
    11. Brak mi słów żeby to skomentować. Jeżeli tego dziecka nigdy nie było to jeszcze nic się nie stanie ponad to, że młodym ciśnienie poskacze ale jeżeli coś jest na rzeczy (a przecież nie wszyscy obnoszą się ze swoimi problemami po całej wsi i rodzinie) to aż się scyzoryk w kieszeni otwiera.
      Ja odcięłam plotki podejściem "0 tolerancji" a mamie nakazałam odpowiadać na wszelakie komentarze tekstem "Pilnuj swoje d*** a nie cudzej". Nie wiem czy tak odpowiadała ale pomogło ;)

      Usuń
  4. Smutek bierze... bo mnie też to niebawem czeka. Widząc jednak te wszystkie cuda, ogrom załatwiania, stres, miliony spraw do ogarnięcia - coraz częściej uchylamy się przed pomysłem ślubu w urzędzie i przyjęcia w restauracji. Chyba to nam starczy.. a kasa pójdzie zamiast na tą wielką szopkę, na wycieczkę zagraniczną.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Długie Włosy - warto rozważyć ten wariant, polecam ;)

      Usuń
    2. Świetny pomysł! Jeśli tylko istnieje u Was cień szansy, że nie wywołacie największej rodzinnej awantury świata albo jeśli macie takie charaktery, że w razie awantury świata dacie sobie z tym radę - warto spróbować.

      Usuń
    3. Długie Włosy-dokładnie,tak jak piszesz. Zrobiliśmy tylko przyjęcie dla najbliższych,a kasa zwróciła się i to z nawiązką także finansowo nie odczuliśmy tej imprezy,a i wspomnienia z tego dnia mamy cudowne:)

      Usuń
    4. No właśnie :))) Nie stać mnie żeby wywalić kilkadziesiąt tysięcy - bo to już w takich sumach oscyluje niestety. Dzisiaj rozmawiałam o tym z moją Mamą - ona jest tradycjonalistką, ale pytam : kto mi pomoże, Ty? no nie bardzo ma z czego, a Tato nie żyje od kilku lat. Musiałabym kredyt wsiąść, a to chyba nie najlepszy pomysł na nowy życiowy start. Tym bardziej,że zaraz będziemy chcieli starać się o dzidziusia ,a wtedy każdy grosz na wagę złota. Króliczek Doświadczalny : śledzę Twój blog na bieżąco i fascynuje mnie Twoja miłość do podróży. Ja też lubię, ale nie zawsze mam motywacje,by to zorganizować. Choć spontanów kilka było a taka podróż poślubna będzie przynajmniej dobrze sfinansowana, jak wszystko by poszło, tak jak planujemy :) Annzad - mało osób, ograniczone koszty przyjęcia :) Sam kościelny ślub to ogrom dodatkowych wydatków : kiecka, ksiądz (już około 3000 zł) - Jak dobrze pójdzie to zmieścimy się z przyjęciem w tej cenie. Jeszcze chcielibyśmy fotografa, bo warto mieć pamiątkę z tego dnia. Na ten cel nie będziemy oszczędzać, cenimy sobie oboje dobre zdjęcia.
      Jest to ogólnie ciężka decyzja Balbinko dla mnie, bo zawsze marzyłam o ślubie kościelnym. a teraz gdy marzenia spotkały się z realnością, ciężko podjąć ostateczna decyzję. Czas jednak leci, zbliżam się do 30-tki i muszę zacząć działać szybciej :P Czuję presję... tak ,tak... społeczną też, ale szczególnie straszenie, że na macierzyństwo niedługo może być za późno... ehhh... ciarki jak to słyszę...

      Usuń
    5. Wow, współczuję takich komentarzy. Dla mnie temat dzieci poruszany przez obce albo nawet bliskie osoby mnie przeraża. Jak kiedyś będę myślała o dziecku, to wydaje mi się, że to będzie najświętsza myśl z którą będę chciała podzielić się tylko z najbliższymi. Coś mega intymnego. Nie rozumiem ludzi, którzy traktują to tak lekko. "to co kiedy dzidziuś?' pytają milion razy młode pary, jakby to miał być nowy lakier do paznokci albo krzesło. Też nie wyobrażam sobie brać kredytu na wesele. Rozumiem na dom, samochód, ale na wesele? I zaczynać nowe życie od kredytu... no nie. Chętnie bym Ci oddałam mój kościelny :D Nie cierpię być w centrum zainteresowania i choć wiadomo, chcę mieć ślub, długą suknię i inne bajery, to jak sobie pomyślę, że będę w centrum przez noc i dzień, robi mi się słabo.

      Usuń
    6. Jak o tym wszystkim czytam mam ochotę wziąć potajemny ślub cywilny :P Potajemny, żeby wywinąć się od wesela i nie zbankrutować :P Już mówiłam mojemu, że ja to bym mogła wziąć z nim ślub w urzędzie, a potem pójść z nim na "poślubnego" chińczyka (uwielbiam chińskie żarcie;). Niestety pewnie takie działania z mojej strony zakończyłyby się wydziedziczeniem mnie przez moją mamę, ale pomarzyć zawsze można ;)
      Dziwią mnie ludzie, którzy biorą kredyt na wesele, takie zastaw się a postaw się. No okej, jak jeszcze faktycznie spłacą ten kredyt od razu po ślubie z tych pieniędzy, które dostali, bo wtedy chociaż odsetki im się zwrócą http://aeger.pl/wczesniejsza-splata-pozyczki/ ale gorzej jak tych pieniędzy nie starczy, bo goście za mało dali, albo postanawiają za kasę od gości kupić nowe auto czy gdzieś pojechać. No, ale co człowiek to obyczaj ;)

      Usuń
  5. Balbino Balbino... powiem tyle - jeden dzień wstydu/stresu, mąż na całe życie ;)
    Oby się Wam udało zorganizować jakąś podróż poślubną - do tego czasu spędzonego razem już nikt nie powinien się wtrącić (chyba że nie doceniam Cioć Kryś...).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej, a gdzie rady: Jedźcie tam a nie jedźcie tam bo to i tamto, a tam jest tak i siak, a tam znowu jest to i owo, a w ogóle to nie jedźcie nigdzie bo szkoda wydawać kasy albo ostatecznie jedźcie do "gdzieśtam" bo ciocia tam była i było wspaniale (za czasów komuny oczywiście, o czym ciocia wspomnieć zapomniała) ;)

      Usuń
    2. Podróż poślubna będzie na pewno! Ciocie Krysie na razie jej nie komentują, bo nie mają o niej pojęcia. Zacznie się pewnie bliżej wesela, że pieniądze wyrzucam w błoto :-) A tak jak pisze SexiChic, przecież można by było do Zakopanego pojechać, a nie jakaś Teneryfa!

      Usuń
    3. Jakie Zakopane? Przecież nasze morze jest takie piękne i no jodu sobie powdychacie a to Wam dobrze na tarczycę zrobi... ;)

      Usuń
    4. Tak, tylko, że ja do Zakopanego mam bliżej a nad morze to już wielki wydatek :D

      Usuń
    5. Ten jeden, jedyny raz zostanie Ci wybaczone bo to dla zdrowotności będzie ;)

      Usuń
  6. Genialny tekst, ubawiłam się szczerze! A przyśpiewki o cycku nie znałam - jak ja mało wiem o weselach!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja już się swoje nasłuchałam, bo od trzech lat miałam jakąś epidemię weselną wśród znajomych i rodziny :D To o cycku, to jeszcze nic, niektóre są takie, że aż wcześniej zjedzony rosół staje w gardle... I nie, nie jestem przewrażliwiona, docinki o seksie mnie nie oburzają, ale te przyśpiewki są obrzydliwe :D

      Usuń
    2. O to chyba mnie ominęły... Zrób kolejnego posta o przyśpiewkach weselnych ;)

      Usuń
    3. Nie da rady, płakałabym pisząc :D

      Usuń
    4. Może jednak /robi oczy kota ze Shreka/

      Usuń
    5. Heh :D Nawet jakbym chciała, to ich na szczęście nie pamiętam, ale wystarczy wpisać w google weselne przyśpiewki i już :D

      Usuń
    6. Anonimowy11:41

      Nigdy nie zapomnę wesela na którym orkiestra posadziła Młodych na krzesłach na środku sali i zaprezentowała półgodzinny zestaw przyśpiewek z czymś takim na czele: "Zapamiętaj Młoda, Młody nie lilija, on ci jeszcze nie raz oczka popodbija" - do dziś się dziwię jak to się stało, że za taką przyśpiewkę Pana Młoda nie popodbijała oczek orkiestrze.

      Usuń
    7. Mistrzostwo świata :D Ja nie wiem, czy orkiestra naprawdę nigdy nie ma żadnego wyczucia?

      Usuń
    8. Może lepiej nie bo jeszcze znajdę tam rzeczy, których bym nie chciała widzieć ;)

      Leżę i kwiczę a jednocześnie dziwię się, że Pan Młody nie wyprosił orkiestry z imprezy.

      Usuń
    9. na miejscu panny młodej chyba bym spadła z krzesła :D

      Usuń
  7. ja zawsze jestem zestresowana, gdy nadchodzą oczepiny... Czasami próbuję wcześniej się ulotnić z sali, ale nie zawsze się to udaje. Ogólnie nie przeszkadzają mi te wszystkie zwyczaje, ale oczepiny to dla mnie najgorsza sprawa :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj nie tylko dla Ciebie. Dla mnie odkąd pamiętam to był koszmar. Zawsze wciskałam się w mysi róg albo zupełnie nie chcący gdzieś się zawieruszałam żeby nie zostać "przymusową ochotniczką" (ah jak ja uwielbiam to wyciąganie na siłę gdy ktoś się zapiera rekami i nogami) do tych super śmiesznych zabaw. W ogóle to zawsze zastanawia mnie czemu najwięcej do powiedzenia a pro po tych zabaw mają wszelakie ciocie Krysie, które oczywiście w nich udziału nigdy nie biorą.

      Usuń
    2. Też się chowam zawsze po kątach, ale rzadko kiedy udaje mi się pozostać w ukryciu ;-) Na szczęście jeszcze nigdy nie złapałam welonu :D

      Usuń
    3. Niestety ubawione cioteczki zawsze dopną swego ;) Mnie tez nigdy ten zaszczyt nie kopnął ale widziałam nie raz jak młoda dziewuszka (ok. 13-16 lat) została parą dla jakiegoś starego, mocno podpitego i dziwnie napalonego wujka. Żenua...

      Usuń
    4. szczęściara bo ja złapałam welon 2 razy!
      tylko faceta brak ;)
      a tekst genialny - zostaję na dłużej :D

      Usuń
  8. Ja na szczęście nie mam takich cioć, albo wróć, inaczej - mam, ale nie raczyłam ich zaszczycić rozmową na temat mojego wesela. Choć nie powiem - słoneczniki, rozpuszczone włosy, zespół nie grający jedynie disco polo i kamerzysta co to mi film zmontuje w długości góra 90 minut trochę ich zaskoczył. Każdy ma swoją wizję ślubu i wesela, no i nic mi do tego, ale u mnie remiza, głupie zabawy, suknia-bezik z piórkiem w tyłku i inne duperele po prostu odpadały w przedbiegach :) A na oczepinach należę do tych co chowają się po kątach hehe

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. 'z piórkiem w tyłku' <3<3<3 Uwielbiam słoneczniki :-) Choć ja raczej postawię na wrzos. Ciekawe co powie ciocia Krysia na mój ślubny bukiet z samego wrzosu nieprzystrojony żadną perełką :D Niestety, u mnie się wpraszały jedna za drugą, a nie chciałam zostawiać mojej biednej mamy z nimi sam na sam, więc uczestniczyłam w dyskusjach. Chociaż, wróć! to był raczej monologi :D

      Usuń
  9. Aż mnie ciarki przeszły! Jak dobrze, że w mojej rodzinie nie ma żadnych cioć Kryś ;) Swoje wesele i ślub uważam za idealnie wyważone pomiędzy przyjęciem a'la spotkanie rodzinno-przyjacielskie na luzie, a tradycyjnym weselem. I jestem bardzo szczęśliwa, że bardziej tradycyjna część rodziny zaakceptowała bez gadania ślub cywilny i uczestniczyła w nim :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Świetnie, ze jesteś zadowolona ze swojego wesela, mam nadzieję, że moje odczucia będą podobne :-) Mam też nadzieję, że i u mnie spora część rodziny zaakceptuje moje pomysły, choć na pewno znajdzie się kilka niezadowolonych osób.

      Usuń
  10. Ja to chyba dziwna jestem ale u mnie właśnie takie wesele będzie. Tradycyjne. Może pozmieniam trochę rzeczy tj, wystrój sali i kościoła, sukienka, ograniczymy trochę zabawy po oczepinach, pierwszy taniec na pewno nie będzie do żadnych smentów, aha i najważniejsze, wesele będzie na łące :D Ale tak poza tym to tradycyjnie ;)

    PS U mnie taka ciocia Krysia to moja mama :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wesele będzie na łące! <3 I Ty mi mówisz, że tradycyjne, ja uwielbiam takie wielkie wiejskie tradycyjne wesela! Moja ciocia Krysia na łące dostała by apopleksji :D

      Moje też będzie bardziej w kierunku tradycyjnego, jednak ograniczę te wszystkie tandetne rzeczy, które mi się nie podobają, jak tysiąc pięćset durnych zabaw na oczepinach, pierwszy taniec, brak welonu... ale to drobiazgi, a po za tym to będzie naprawdę wiejskie wesele :-)

      Usuń
  11. Genialnie to opisałaś :D

    OdpowiedzUsuń
  12. "orkiestra stwarza bardzo niezręczną sytuację i sugeruje, by nowo wybrana para się pocałowała" - o czymś takim nigdy nie słyszałam ale teraz już wiem dlaczego mój chłopak po powrocie z krawatem z wesela, na którym był z koleżanką (niestety, umówili się na długo zanim się poznaliśmy ;P) był taki onieśmielony jak zapytałam kto złapał welon :D

    Ja żadnej cioci Krysi nie mam. Moi rodzice bardzo skutecznie zerwali kontakt z większością rodziny... Chociaż pewnie od strony przyszłego męża jakaś się znajdzie bo jak to tak wesele bez cioci Krysi? To by było zbyt piękne :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety wesele bez cioci Krysi, to nie wesele :D Na szczęście moi rodzice z przymrużeniem oka podchodzą do tych wszystkich rad i komentarzy rodzinnych, ale znam takich, którzy wszystko biorą sobie do serca.

      Co do tej sytuacji z orkiestrą, to dla mnie jest to oburzające. Chociaż myślę, że wystarczy jeśli wyraźnie powiem swojej orkiestrze, że sobie tego nie życzymy. Mam nadzieję, że posłuchają,

      Usuń
    2. Moja rada jest taka: porozmawiaj z orkiestrą na ten temat już w momencie rezerwacji terminu a najpierw zorientuj się co i jak najlepiej oglądając (nomen omen) nagranie z jakiegoś innego ślubu na jakim grali. Ja miałam świetną orkiestrę więc obyło się beż żenującego disco polo (od razu mieli zapowiedziane, że to nie wchodzi w grę ale jak ktoś sobie zamów "przeleć mnie w tej koniczynie, przeleć mnie w tej koniczynie jeszcze raz..." to nie ma problemu). Poza tym zabawy po oczepinach organizowali bardzo fajne i zaangażowali do nich nawet starsze osoby w okolicy lat 50+. W każdym razie z doświadczenia powiem, że da się zorganizować nie żenujące wiejskie wesele :)

      Usuń
    3. Właśnie takie będę próbowała przygotować, bo byłam na jednym, które mi się naprawdę podobało. I dało się wszystko pogodzić. 'Przeleć mnie w tej koniczynie...'? serio? :D Istnieje coś takiego? :D U mnie pewnie 50% muzyki to będzie właśnie disco polo, ale z doświadczenia wiem, że ludzie się przy tym najlepiej bawią.

      Usuń
    4. Serio, serio. Bardzo fajna piosenka do tańczenia bo skoczna a po paru głębszych to już w ogóle szał ciał ;)
      https://www.youtube.com/watch?v=OwGYEYkHAk0

      My postawiliśmy na góralska muzykę i to się okazało strzałem w 10! Goście bawili się wyśmienicie i później nie usłyszeliśmy nawet jednego słowa skargi :)
      Zupełnie nie rozumiem organizowania wesela według jakichś tam uwag i podszeptów mniej lub bardziej obcych ludzi. Potem młodzi po latach mówią, że kasę z wesela to by chcieli jeszcze raz dostać ale samej imprezy to by już nie powtórzyli. Ja wywalczyłam co chciałam (bo oczywiście zgrzyty musiały być nawet z kwiaciarką "bo jak to czerwone róże do przybrania kościoła, przecież one będą wyglądać na czarne" i przy omawianiu bukietu "jak to nie taki do położenia na ręce tylko okrągły bez wiszących badziewi?") i chętnie powtórzyłabym taką imprezę jeszcze raz. Jedyne co to odpuściłabym sobie pończochy przy 40-sto stopniowym upale lejącym się z nieba ;)

      Usuń
    5. Uwielbiam góralską muzykę :-)

      Usuń
  13. Eeeee...a z tym wrześniem to o co chodzi? Uśmiałam się :) Oczepiny zawsze można obgadać wcześniej z orkiestrą i mogą być krótkie i bezbolesne. Sama nie lubię brać udziału w głupich zabawach, ale byłam też na takich weselach na których to młodzi sami się rwali do konkursów więc to zależy jacy są goście..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo wesele mam we wrześniu i cioci nie pasuje, powinno być w czerwcu albo sierpniu, żeby jeszcze ciepło było! :D A ja po prostu brałam jedyny wolny termin jaki był w przyszłym roku, żeby jak najszybciej mieć to za sobą.

      Usuń
    2. Sama miałam wesele we wrześniu więc pytam co z nim nie tak:) Dla mnie pogoda była ok, nie za zimno, nie za gorąco. A w tym samym roku zdarzało się, że w każdy weekend sierpnia lało, więc to różnie bywa. Dla mnie niezrozumiałe jest np. branie ślubu w listopadzie, wtedy to można narzekać na pogodę, ale wrzesień? Spoko jest:) Brałabyś w lipcu to by afera była, że "r" nie ma w nazwie:)

      Usuń
    3. Jak dla mnie wrzesień też jest OK, nawet jestem zadowolona, że nie miałam żadnego wyboru jeśli chodzi o 2015 rok, bo bym się zastanawiała, który miesiąc najlepszy... a tak wystarczyło się zgodzić i tyle :D Poza tym lubię początki jesieni, jeśli tylko pogoda dopisze to będzie pięknie. A jak nie to też przeżyję :D

      Usuń
  14. Nienawidzę wesel i ja sama nie zamierzam wesela robić. Już połowę rodziny poinformowałam o tym, że wesela robić nie będę, a zwykły obiad w restauracji wszystkim załatwię... Obędzie się bez wpadek, zalanych wujków Januszy i bijących się młodych chłopaków :) Na całe szczęście nie mam żadnej ciociu Krysi w rodzinie, ale parę osób się znajdzie co powie "no jak to". Co za ludzieee :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ludzie uwielbiają się wtrącać i oceniać :-) u mnie to zależy jacy ludzie są na weselu, bo jak sami znajomi, to zabawa jest świetna. A jeśli tylko rodzina i to w większości starsza, no to już słabo... U mnie bez wpadek się pewnie nie obędzie, ale chciałabym ograniczyć do minimum tandetę wiejskiego wesela.

      Usuń
  15. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety masz 100% rację, bez przyśpiewek się nie obędzie. Byłam na jednym weselu, gdzie przyśpiewki były ograniczone do minimum, za to cała sala śpiewała sobie przy delikatnym akompaniamencie orkiestry różne piosenki jak 'Hej sokoły' i takie tam i uważam, że to sto razy lepsze niż sprośne przyśpiewki. No ale na gości nie będę mieć wpływu i zniosę już to całowanie na stole (Nas uczyli w szkole, nas uczyli w szkole, że całuje się na stole), jeśli reszta tandetnych punktów programu zostanie ograniczona na tyle, na ile się da. Już sam fakt, że nie pojadę białą limuzyną z styropianowym sercem na przodzie jest dla mnie pewnym pocieszeniem :D

      Usuń
  16. Anonimowy11:23

    na ostatnim weselu na jakim byłam przed oczepinami profilaktycznie ulotniłam się z sali, stoję palę fajka a tu nagle słyszę orkiestrę: "no to już wszystkie panie w kółeczku są do łapania welonu, ale zaraz gdzie jest pani Justyna??paniiiii Justynooooo...!" i tak nawołują przy całej rodzinie przez mikrofon, no masakra! uparłam się i nie poszłam, i dobrze zrobiłam bo ta którą kopnął zaszczyt złapania welonu musiała całować się z własnym kuzynem. Brawo. A ja stałam całą godzinę na dworze, zmarzłam mimo że to był lipiec, bo nie mogłam wejść do sali, zaraz by mnie zwerbowali do jakiejś okropnej "zabawy". Dodam że na całej imprezie super się bawiłam, lubię tańczyć i nie mam nic przeciwko weselom ale tradycja oczepin to dla mnie porażka totalna.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Okropność, współczuję. Potem wszyscy patrzą jak na największego sztywniaka, takie jesteśmy niezabawowe i nie umiemy wyluzować. Mi tylko kilka razy udało się ominąć oczepiny, zawsze ktoś wyciąga mnie na siłę. A takie ciągnięcie za rękę przez pół sali weselnej jest gorsze, niż gdybym sama z ochotą stanęła w kółeczku. Ale zawsze jest nadzieja, że uda się pozostać niezauważonym ;-) Też potrafię się świetnie bawić na weselach, ale oczepiny nie pasowały mi od zawsze, nawet gdy byłam jeszcze smarkulą (wtedy to chyba było bardziej żenujące niż teraz!)

      Usuń
  17. Też planuję wesele i spotkałam się z "życzliwymi" radami. Na szczęście szybko starałam się ukrócić temat, bo to nasza sprawa jak zrobimy wesele :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie jak na razie te rady tylko śmieszą, dopóki ciocie nie będą chciały faktycznie ingerować w przygotowywania, to niech mówią sobie co chcą :D

      Usuń
  18. To jest piękne! Uchwyciłaś kwintesencję wiejskości i rzeźni. Brawo! Ja nie mam takiej cioci Krysi. Tzn. mam, ale nie będzie zaproszona :P Dostałaby zawału. Zero błogosławieństwa, zero welonu, zero oczepin i podziękowań dla rodziców :D Tańczyć będziemy do Genesis - Your Own Special Way, nasz DJ dostanie listę utworów, których ma nie grać, bo inaczej dostaniemy wylewu krwi do mózgu, a do kościoła pojedziemy nieoznakowanym samochodem :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie będzie podobnie :-) Moja mama już mi zapowiedziała, że nie ma takiej możliwości, żeby tańczyła piętnaście minut w kółku do melodii 'Cudownych rodziców mam' i że jej chyba tego nie zrobię :D Wiec z przyjemnością jej tego oszczędzę. Z błogosławieństwa też najchętniej bym zrezygnowała, bo to dla mnie jasne jak słońce, że moi rodzice życzą mi wszystkiego najlepszego i nie muszą odstawiać szopki przed gośćmi! No ale rodzice mego przyszłego są bardziej konserwatywni, więc na kilka ustępstw będę musiała pójść. Ogólnie całe moje przygotowywania to będzie balansowanie między moimi pomysłami a kilkoma ustępstwami na rzecz przyszłych teściów. Jednak najważniejsze już za mną - wywalczyłam wesele w restauracji, co nie jest u nas takie oczywiste, bo większość przygotowuje się jednak w domach kultury. Co do pierwszego tańca, to co tydzień zmieniam utwór :D Atktualnie myślę o dishwalli - every little thing. Zobaczymy co mi się pozmienia do września przyszłego roku :D No a co do weselnej muzyki, to przyznam, że mam dużą tolerancje na disco polo podczas wesela. W życiu nie zniosłabym tego słuchać w domu, po to tylko, żeby posłuchać muzyki, ale do tańczenia na weselu zdzierżę, zwłaszcza, że ludzie się do tego najlepiej bawią. Jednak na pewno nie będzie jednej piosenki - jesteś szalona - bo jak to słyszę, to mam dreszcze. Reszta ujdzie.

      Usuń
    2. Moja mama dosłownie to samo mi powiedziała :P Żebym jej tego nie robiła! "Znasz mnie i moje nerwy, tylko nie róbcie żadnych podziękowań dla rodziców". Mojej teściowej jest ciężko zrozumieć niektóre rzeczy, np. brak kamerzysty.

      Usuń
    3. No to ja właśnie dla teściów zgodziłam się na kamerzystę. Ogólnie wychodzę z założenia, że godzę się na te rzeczy, które są mi obojętne, bo chciałabym, żeby i rodzice i teściowie byli zadowoleni z wesela. Ale na tych, na których najbardziej mi zależy, nie popuszczę. Tak było właśnie z salą weselną - cała rodzina oprócz mnie nie widziała problemu w organizowaniu wesela w domu kultury. Okropność. Zaparłam się i zamówiliśmy restaurację - i w sumie teraz wszyscy przyznają mi rację, że ładna, że drewniana i że przyjedziemy na gotowe. Już nie pamiętają, jacy byli sceptyczni ;-)

      Usuń
  19. buhaha! ależ się uśmiałam - wprawdzie miałam tradycyjne "wiejskie" wesele ale kilka durnych pomysłów wszystkim "ciociom Krysiom" wybiłam z głowy - a sypanie ryżem po głowie to im wybiłam już rok wcześniej :p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moje też będzie wiejskie, ale właśnie będę próbowała ograniczyć tej najbardziej tandetne motywy :-)

      Usuń
  20. o rany, w końcu post który rozumie mój ból :D przechodzę przez to samo słuchaj :D tylko u mnie jest tak... poczekaj aż ci ponumeruję bo nie sposób tego po przecinku pisać :D
    1) jak to, pan młody z kitką? na pewno je zetnie do ślubu... (narzeczony ma dlugie włosy, kolczyk w uchu itp.)
    2) jak to czerwone włosy będziesz mieć?!
    3) koniecznie buty musisz mieć zakryte bo ci szczęście ucieknie.
    4) po co ci taka droga suknia? przecież nie musisz nie wiadomo jak wyglądać. (chcę od krawcowej za 1800 zł, ale lepiej wziąć bezę z manekina za 500 -.- argh...)
    5) po co tak wcześnie sukienke zamawiać i w ogóle wszystko? a jak sie rozmyślicie (no tak, bo to się decydowaliśmy żeby się rozmyślić...)
    6) no jak to cioci zza Wisły nie zaprosisz, obrazi się! (w tym miejscu mi już cycki opadły :P nieważne, że mnie na tą ciocię nie stać, nieważne że obchodzę ją tyle co zeszłoroczny śnieg)
    7) a swatowa będzie chciała taką chorowitą synową? jak dzieci urodzisz? (ostatnio przeszłam zapalenie płuc)

    I można by tak wymieniać i wymieniać... Tylko u mnie babcie złote rady i już mi się w żołądku dosłownie przewraca... Ale i tak najlepsze rady po ślubie już dostałam, uwaga obrzydliwe:
    1) Po ślubie muszę wrzucić swojemu mężowi włosy łonowe z miesiączki do herbaty to wtedy on będzie za mną i mnie nigdy nie zdradzi!

    Chyba tu nie muszę pozostawiać komentarza...

    Także słuchaj kochana - DOSKONALE CIĘ ROZUMIEM! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. o.. @#$%^^!! to ostatnie to mistrzostwo o mamo!! :D:D:D:D:D:D:D:D:D:D:D:D:D:D:D umarłam!

      Współczuję Ci serdecznie! Co do sukni, to sama chciałabym wydać jak najmniej. Ale nie będzie to możliwe, bo jestem wysoka, a wszystkie suknie w wypożyczalniach są na niższe osoby. No a na pewno nie wystąpię w bezie! Już wolę w dresach pójść :D Więc niestety suknia będzie mnie trochę kosztować. No i nie chciałam kamerzysty, ale niestety rodzice przyszłego męża mego chcielo bardzo, więc ustąpiłam. I tak to wygląda, że będę balansować między tym, co ja chcę, a tym co chcą inni. Ale w najważniejszych punktach programu jak sala weselna, moja suknia, pierwszy taniec nie mam zamiaru nikomu ustępować :D

      Usuń
    2. z suknią mam ten sam problem, też jestem wysoka a wszystko co jest gotowe to mi się zwyczajnie nie podoba :) ja się boję, że miesiąc przed to w nerwicę wpadnę ale nie ze stresu tylko ze złości na ustawianie mi życia przez życzliwe osoby :P

      Usuń
    3. Włosy łonowe ha! Ja słyszałam rade podobną -krwią miesięczna kanapkę posmarować to wierny po grób będzie:-)

      Usuń
    4. padłam :D włosy łonowe do herbaty lol jest hardcore! :D

      Usuń
    5. Może powinnaś zastanowić się nad zamówieniem sukni on-line. Ja swoją miałam szyta na miarę, kupioną poprzez allegro i zapłaciłam za nią 400 czy 500 zł. A była na prawdę piękna. Jeśli chcesz, mogę Ci podesłać namiar na panią, która szyła mi suknię.

      Usuń
    6. Ooooj tam ja o sukni jeszcze w cale nie myślę :D Może w przyszłym roku, na razie nawet mi się nie chce.

      Usuń
  21. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  22. Świetny post, uśmiałam się! :)
    Kwiatki z cmentarza wygrywają dzień ^^
    Ja na razie ślubu nie planuję, choć od zaręczyn minął już rok - najchętnicj bym to wszystko przespała, nie mam ochoty na kościoły, kwiatki i sztuczne życzenia rodziny...Wesela nie będzie w ogóle, chyba tylko obiad dla najbliższej rodziny, ale i tak na razie nic nie robimy, żeby to ogarnąć ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Znam to uczucie. Jednak u mnie było odwrotnie, praktycznie od razu po zaręczynach zaczęliśmy rozkminiać wesele i ślub, żeby jak najszybciej to zorganizować i mieć z głowy. I dobrze. W innym przypadku nie byłoby wolnych terminów i musiałabym czekać do 2016 albo robić w remizie :D Chcę to mieć już za sobą i będę starała się pogodzić mój gust z pomysłami naszych rodziców, ale ciocie Krysie nie będą mieć nic do powiedzenia :D

      Usuń
  23. Ale masakra :D Dobrze, że ślub mi póki co nie grozi, bo jakoś tak się nie zapowiada. Na wszystkich weselach jakich byłam (łączna liczba 2 słownie dwa) robiłam wszystko, żeby tylko nie dać się wciągnąć w żadne durne zabawy i wymysły orkiestry. Na jednym niestety nie ominęły mnie oczepiny, ale upiekło mi się. Jedynie mój chłopak złapał krawat i musiał zatańczyć z dziewczyną, która zgarnęła bukiet (także bez szaleństw i żadnych żenujących akcji). W ogóle nie rozumiem przeświadczenia, że wesele jest dla gości i to oni mają się świetnie bawić, a młodzi to tylko dodatek do całej szopki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tez tak uważam, na swoim weselu chcę bawić się równie dobrze jak goście.

      Usuń
  24. genialny tekst, ogólnie bardzo lubię typowe wiejskie wesela, lubię jak ludzie dobrze się bawią na nich, nie jestem sobą która lubi się wyróżniać z tłumu, która bierze udział w zabawach weselnych, zdecydowanie wole przyglądać się im z boku, a do tego co inni mówią... to co niech mówią co chcą, na moim weselu to ja miałam ostateczne słowo, oczywiście po wysłuchaniu wszystkich ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja to samo! Nie cierpię być w centrum zainteresowania, dlatego wolę obserwować. No i nie wiem, jak przeżyję moje wesele z moim charakterem, najchętniej bym się gdzieś schowała. Albo wynajmę dublera :D

      Usuń
  25. OMG ile ja się nakłóciłam o to wszystko xD teraz wkurzam się obrączkami - co sobie jakieś wybiorę, to się okazuje, że złe. po cholerę mnie ktokolwiek pyta, jaka bym chciała, skoro jeśli nie wskażę takiej jaką oni mają, to źle xD dobrze, że już niedługo będzie po wszystkim :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A kto będzie te obrączki nosił? Twoja rodzina czy Ty?

      Usuń
    2. Ha, współczuję. Ja nawet jeszcze żadnych nie oglądałam i nie mam pojęcia jakie bym chciała :D

      Usuń
  26. Od brązu mi się humor poprawił:-)
    Moje było właśnie wiejskie,za dużo do powiedzenia nie mieliśmy:-)
    Od puszczono mi jedynie męczący udział w oczepinach ze wzgledu na stan błogosławiony w jakim się znajdowalam.
    Kuchareczki cioteczki notowały z tego nieszczęsnego prosiaka,na koniec wyniosły ile tylko się dało.
    Ludzi zbierało się z krzezselek,bramy były,ryż był ech...no i oczywiście - jego/jej nie zapraszacie bo oni ciebie/jego nie zaprosili.Nie ważne ze kiedy wujek/ciotka rzecz ona się hajtali to my berbeciami byliśmy.
    Oj żałuje że nie postawiłam na wynajeciu restauracji,z obsługa,kuchnia etc,Jak się jeszcze kiedys hajtać będę (zawsze można zostać wdową albonzrobic imprezie po rozwodzie ) to nie będę słuchać żadnych cioci Krysi czxy babci Halinki
    Ty tez się nie daj.To Wasz dzień,Wasze wesele i to Wy macie to dobrze wspominac i dobrze się bawic:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście 'gotowały' nie 'notowały' i za całą resztę byków przepraszam ale moja klawiatura żyje własnym życiem:-)

      Usuń
    2. Dzięki za opinię! :* Wiadomo, że nigdy nie będzie idealnie, ale będę się starać, żeby mi i rodzicom się podobało. Współczuję cioć. Zróbcie sobie na jakąś rocznicę małżeństwa imprezę:D

      Usuń
  27. ja uważam, żekażdy powinien miec takie wesele i ślub jaki chce i nie powinien słuchasć cioci krysi : ) ale takie wesela mają swój czar. o wiele lepiej bawi się człowiek na takich weselach niż na takich hmm miastowych? moja kuzynka miała takie wesele, że stypy są zazwyczaj weselsze...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem doskonale o czym mówisz. Ja zdecydowanie mogę iść na takie jak wyżej opisałam typowe wiejskie wesele i się będę świetnie bawić :D Ale nie mogłabym takiego mieć. Choć też będzie wiejskie, wesołe, z orkiestrą, to mam nadzieję, że przynajmniej styropianowe gołąbki zostaną nam oszczędzone :D

      Usuń
  28. Padłam :) Sama nie planuję wesela, więc to dopiero będzie afera jak się rodzina dowie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha, powodzenia z ciociami :D

      Usuń
  29. Jakbym moje "krysie" z przed półtorej roku cytowala.
    Na szczęście udało się całkiem po naszemu z kompromisami z rodzicami którzy mieli nie mal taka sama wizję jak my

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie, tak najlepiej, chciałabym, żebyśmy i MY i rodzice byli zadowoleni :-)

      Usuń
  30. ja swoje wesele wspominam bardzo dobrze :) Było po naszemu, skromnie, w restauracji ale z tańcami i DJ-em :) Zabawa była przednia, ale momentu przysięgi w kościele nie pamiętam w ogóle :D jedyne czego nie wspominam dobrze to spierniczonej fryzury ślubnej... Także dobrze wybierz fryzjera :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ha, to będzie problem. Podobają mi się luźne upięcia, ale nie wiem czy wytrzymają całą noc. A znowu to nie takie łatwe dla fryzjerów z mojej okolicy zrobić upięcie, żeby nie wyglądało wiejsko.

      Usuń
  31. U nas wszystko było tak, jak sami sobie wymyśliliśmy. Nikt nie miał wpływu na Nasze decyzje. Nawet rodzice się nie wtrącali. Jeżeli poprosiliśmy ich o radę, to z radością doradzali. Jeżeli nie, to siedzieli cichutko :-) I mamy w nosie czy ciociom Krysiom się podobało. Najważniejsze, że my jesteśmy zadowoleni

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Super, że mieliście wolną rękę :-) U nas rodzice też na nic nie naciskają na szczęscie. Mam taki przekorny charakter, że jak ktoś mi coś KAŻE to mam ochotę zrobić na odwrót. Ale chciałabym też, żeby i im się podobało, więc staram się im trochę dogodzić :D

      Usuń
  32. Szkoda, że przez takie ciocie Krysie tradycje weselne wyglądają jak wyglądają :-DD
    Hitem wesel jest też podchmielony wujek Władek, o którego ciocia Krysia jest ogromnie zazdrosna jak tylko tańczy z młodą kobietą ze strony Pana Młodego!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ha, byłam na kilku weselach gdzie taki wujek Władek przetańczył całe wesele z każdą młodą dziewczyną :D Każdą! :D

      Usuń
  33. Mnie by nikt nie namówił na takie coś, dostaję migreny jak tylko sobie wyobrażę ten wiejski jazgot. Nie lubię tej polskiej tradycji po prostu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Doskonale rozumiem. Mi nie przeszkadzają nawet najbardziej wiejskie trakcje, o ile nie muszę brać w nich udziału. mogę słuchać kiepskich polek i patrzeć na styropianowe gołębie, o ile to nie ja mam być w centrum :-)

      Usuń
  34. U mnie do ślubu jeszcze hen daleko,ale z powodu tego, że staż mojego związku z TŻ wynosi 5 lat, słucham już o zaręczynach, że czas najwyższy, że przechodzimy związek nasz,itp :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To pomyśl, co my przechodziliśmy po 9 latach w związku :D Znów mój kuzyn ma swój sposób na odpowiedź. 'Marcin, kiedy ślub?' 'Jak wrócę z Tarnowa' 'A kiedy jedziesz?' 'Nie wybieram się' :D

      Usuń
  35. Jakie to prawdziwe! Swoje wesele mam już dawno za sobą. Miałam suknię na kole z kryształkami, było futerko, był nawet diadem (a co!), ale byli tacy, że i tak nie pasowało :) "Ale jak to wesele w grudniu? I w dodatku w święta ?! Przecież to nikt nie przyjdzie, bo to czas który się spędza z rodziną" - a ja przepraszam obcych zapraszam?, "Jak to nie będzie zbierania na wózek? Ani krzesełek? To co to za zabawa będzie"... I tak w kółko. Grunt to się nie przejmować, robić po swojemu. Ciocia Krysia już miała swoje wesele, to jest Twój dzień :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie, najważniejsze żaby Państwu Młodym pasowało :-) To zbieranie na wózek mnie osłabia, ale jeśli komuś nie przeszkadza, to niech zbiera :D A szczerze, to chciałabym mieć już to wszystko za sobą :-)

      Usuń
  36. Skąd ja to wszystko znam... :) Zabaw na weselach nigdy nie lubiłam, zazwyczaj wtedy wychodzę się przewietrzyć z dala od sali tanecznej, nie raz na oczepinach zrobiłam podobnie - może dlatego jeszcze nie wyszłam za mąż, bo przecież jak ktoś złapie welon to ma mieć wesele za rok czy dwa. :D
    Ostatnio byłam na bardzo wiejskim weselu w domu kultury, ścisk był niemały na drewnianych ławeczkach, (rajstop szkoda było ubierać) i nie wyobrażam sobie żeby na moim weselu goście nie mieli miejsca na tyle by spokojnie zjeść rosół bez trącania się łokciami :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha ja nigdy nie złapałam welonu i tak się cieszę, że za rok już mam ślub, bo nikt mnie nie będzie zaganiał do kółeczka zdesperowanych panien :D Nie cierpię siedzenia na tych ławkach :D Na szczęście od jakiegoś czasu w naszym Domu Kultury zainwestowano w krzesła <3 :D

      Usuń
  37. Jakbym czytała o wszystkich swoich koszmarach... Nie wiem, ilu mam w rodzinie życzliwych, ale obawiam się, że po spełnieniu moich planów wszyscy się na mnie obrażą :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha :D doskonale rozumiem :D mam nadzieję, że nie będzie tak źle. Liczę, że jak zabawa będzie udana, to nikt nie będzie rozpamiętywał, że miałam nie dość przybrany perełkami bukiet, brak welonu czy brak styropianowych gołąbków. Oby!

      Usuń
  38. Przeraziłaś mnie do końca... Narzeczonego już mam, ale do ołtarza nam się nie śpieszy - każde studiuje w innym mieście. Ja żeby nie panikować oglądam "Moje Wielkie Greckie Wesele".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha, ja mam w podorędziu płytę z wesela siostry mojego przyszłego i jeszcze się nie zebrałam, żeby oglądnąć. A muszę pokojarzyć trochę jego rodzinę no i obczaić weselne zwyczaje, bo strasznie słaba z tego jestem :D

      Usuń
  39. Hej! Ja miałam wiejskie wesele :P Tzn. nie tak tragiczne jak to opisałaś, ale było w domu ludowym i w sumie tylko to się zgadza :P Ale i tak było to najlepsze wesele ever :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mi się strasznie podobają wiejskie wesela :D Ale po prostu nie lubię przyśpiewek, styropianowych gołębi itd... Nie miałabym nic przeciwko domom ludowym, gdybym nie musiała uczestniczyć w przygotowaniach. Mimo że można zamówić catering, to i tak trzeba włożyć w to trochę wysiłku, a ja chcę oszczędzić mamom nerwów. Chcę, żeby przyszły na gotowe :-)

      Usuń
  40. We wrześniu przyszłego roku mam slub, wbrew namowom wszystkich postanowiliśmy zrobić małe wesele. Podejrzewam ze bez krytyki się nie obędzie ale przecież to nasz dzień a nie cioci z którą widzę sie tylko na Święta.
    Jestem pod wrażeniem jakości Twojego bloga !
    Fantastyczny !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To obie mamy we wrześniu :D Bardzo dziękuję za miły komentarz :*

      Usuń
  41. hahaha
    kwintesencja:)
    Z żalem stwierdzam, w tym zwłaszcza momencie, że mam tylko jedną ciocię Krysię:P Aaa i lubię "Zabiorę Cie" wręcz darzę sentymentem...
    Marzenie przepiękne jeśli będę miała kiedyś okazję powtórzyć ceremonię ślubną - (choćby w ramach uczczenia rocznicy - czy to by się nie spodobało cioci Krysi - tak swoją drogą?) - to chyba marzy mi się jakaś ciepła wyspa, plaża... tylko my i najbliższa rodzina wraz z przyjaciółmi... świeże ryby morskie, kąpiele etc... - coś w wyspowym nastroju jestem ostatnio;)

    pozdrawia ciepło i radości z przygotowań życzę
    :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja kiedyś bardzo lubiłam 'Zabiorę Cię' ale przez ostatnie lata tak mi się osłuchało, że nie mogę, nie mogę... na każdym weselu każdy pierwszy taniec. Plaża <3 umarłabym ze szczęścia biorąc ślub na plaży. Niestety jest to zupełnie niemożliwe. Dziękuję :*

      Usuń
  42. W nasze plany ślubne nikt nie ingerował. Sami wszystko zaplanowaliśmy, dokładnie tak, jak chcieliśmy. Nie było wesela, tylko obiad dla najbliższej rodziny, a następnego dnia impreza dla znajomych. Nie było kościoła, białej sukni, sypania ryżem i monetami (wyraźnie sobie tego nie życzyłam). Były kwiaty, których nie chciałam, zostawiłam dwa bukiety reszta pojechała do mamy na cmentarz. Obiad był krótki i bardzo elegancki, potem do domu i spać, bo dzień był męczący. Nie było welonu, a woalka, sukienka za kolano, bukiet z trzech słoneczników. Wspominam ten dzień wspaniale i nic bym nie zmieniła. A że to Wasz ślub, to powinien być spełnieniem WASZYCH marzeń. Powodzenia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pięknie to opisałaś, uwielbiam słoneczniki. Fajnie, że wyszło tak, jak chciałaś :-)

      Usuń
  43. Przy każdej wizycie rodzinnej wszyscy się pytają kiedy ślub, kiedy ciąża. Co jest, dlaczego mój chłopak nie chce się ze mną ożenić. Itp.
    Wszyscy wszystko wiedzą najlepiej, udzielają rad. Ja na pewno nie słuchałabym ich tylko robiła po swojemu, każdemu nie da się dogodzić. Nie podoba mi się gdy ktoś mówi, że ślub robi się dla gość.
    te zabawy w oczepiny czasami są tak żenujące, że wolę szybko o nich zapomnieć

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Te pytania były i będą zawsze, ale przyznaję, że są okropne. Mam w rodzinie młode małżeństwo, które przez 5 lat po ślubie nie miało dzieci. Podróżowali, cieszyli się życiem, ale rodzina nie dawała im spokoju. Nie wiem, czy nie mieli dzieci, bo nie chcieli od razu, czy starali się a nie wychodziło. Ale jeśli to było to drugie, to im szczerze współczuję, musieli się strasznie męczyć słuchając głupich docinek od rodziny.

      Usuń
  44. Oj, te ciocie Krysie to potrafią napsuć krwi :) Rozbawiłaś mnie Balbina :)

    OdpowiedzUsuń
  45. czytam to już setny raz xD nie mogę się naczytać, nawet siostrom wysłałam,niech też się pośmieją :D
    Pomyślałam sobie: musisz mieszkać w tym rejonie co ja - te same tradycje, przyśpiewki, komentarze i ciocie :D a tu patrzę: link do podkarpackich blogerek i już wiem, że z określeniem rejonu się nie myliłam :D
    Za pół roku ślub biorę ale powiem szczerze: żadnych balonów, "Cudownych rodziców maaam" i innych u mnie nie znajdzie się :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki :D Haha, tak u nas jest chyba najbardziej charakterystycznie. Zapomniałam dodać jeszcze jedną rzecz, która przyprawia mnie o atak apopleksji, gdybym miała to wprowadzić u siebie.... siedzenie na środku sali z rodzicami przy osobnym stole a za stołem jakaś różowa szmata przystrojona styropianowymi sercami i świętymi obrazkami. Jak angielska królowa, a przed nią wszyscy goście. Okropność. Ciocia Krysia pewnie dostanie zawału, jak zobaczy, że siedzę normalnie z gośćmi :D

      Usuń
  46. haha, trafiłaś w sedno, zostało opisane typowe wesele(nie tylko wiejskie) :D post mnie rozbroił ale chyba o to chodzi na weselach żeby z siebie i innych się śmiać. na takich zabawach bywają chwile straszne, dlatego zawsze na oczepinach uciekam w kąt przed welonem :D momenty bardziej lub mniej przypałowe też się zdarzają :P ja osobiście wolałabym być na czyimś weselu niż na moim. życzę powodzenia, żeby wszystko się udało :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też zawsze uciekam przed welonem, na szczęście nie udało mi się go nigdy złapać :D Ja też zdecydowanie wolę być na czyimś weselu, wtedy nawet te wiejskie atrakcje mi nie przeszkadzają, bo przynajmniej jest się z czego pośmiać. Ale w życiu nie chciałabym ich u siebie :D Dzięki!

      Usuń
  47. Świetne!!! :))) Dawno się tak nie uśmiałam, chociaż to prawda co piszesz, każdy ma taką ciocię Krysie, i cokolwiek by się nie zrobiło i nie wymyśliło, zawsze komuś nie będzie pasować :)
    Powodzenia w przygotowywaniu Waszego :)

    OdpowiedzUsuń
  48. Ubawiłam się, czytając ten post :) (Nie)stety przedstawiłaś samą prawdę... Te wszystkie schematy powodują, że ślub przestaje być wyjątkowy, jest tylko listą beznadziejnych (kwestia względna, każdy ma inne postrzeganie) zwyczajów, które trzeba odbębnić. No i wszyscy wokół najlepiej wiedzą, co jest dla nas najlepsze, wszystko musi być takie "na pokaz" ;)

    Mnie to dopiero czeka trudne zadanie - oznajmić bardzo katolickiej rodzinie mojego Wybranka, że ślubu kościelnego to to na pewno nie będzie (nie jestem wierząca) i wesela również (Wybranek nie chce) :D Będzie cywilny z obiadem, oni chyba zawału dostaną :D Moi rodzice spoko, wyznają zasadę "Wasz ślub, Wasza sprawa, macie być szczęśliwi", ale od strony TŻ jest właśnie taka typowa rodzina jak z Twojego posta :)

    Gratuluję zaręczyn i powodzenia w przygotowywaniu swojego wyjątkowego dnia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję i Tobie również powodzenia, bo pewnie nie będzie łatwo :D Będę robić wszystko, żeby impreza byłą jak najmniej 'na pokaz' a jak najbardziej na luzie. Chciałabym, żeby było ładnie i miło, wiadomo, ale nie sztucznie i z pompą. Zobaczymy czy się uda. :-)

      Usuń
    2. Dziękuję pięknie :) Będzie ciężko :)

      Usuń
  49. tekst jest rewelacyjny i fantastycznie się go czyta Balbinko :)) no i Cioci Krysi to się należy wielki buziak choć za jedną rzecz - spowodowanie tego wpisu hyhyhyhy

    prawda jest taka, że jeśli się decyduje na wesele, to jest to (w zależności od rodziców i teściów oczywiście) taka realizacja swoich marzeń i planów byście Wy byli szczęśliwi, a rodzice przynajmniej ukontentowani :) Bez kompromisu często się nie da, ważne aby w tym wszystkim pamiętać przede wszystkim o sobie - w końcu rodzice już swój ślub mieli ;p

    my się wyłamaliśmy chyba ze wszystkich punktów które opisałaś, albo całkowicie albo robiąc to po swojemu :) było bosko i nawet taka jedna Ciocia Krysia "po" potrafiła poza mamraniem powiedzieć, że było to całkiem ciekawe (szczęka opadła - w sensie moja) ;p

    trzymam kciuki za rewelacyjną zabawę

    P.S. wiele w życiu słyszałam, ale przyśpiewka o cycku rozłożyła mnie całkowicie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki :D :* No właśnie, jestem za kompromisem, bo choć wiele osób wciąż powtarza, ze powinniśmy zrobić to tak, żebyśmy tylko MY byli zadowoleni, to jednak nie będę zadowolona, jak moi rodzice czy przyszli teściowie nie będą również. A zdanie cioci Krysi mocno mnie nie przejmuje :D Choć pewnie gadanie będzie. Przyśpiewka o cycku to jeszcze nic. Słyszałam mocniejsze, ale na szczęście nie pamiętam :D

      Usuń
  50. O jaa :D Napisałaś to z niesamowitą dozą humoru! Uśmiałam się niesamowicie, poprawiłaś mi dzień! ♥
    Muszę przyznać, że wszystkie te opisane elementy każdy w mniejszym lub większym stopniu każdy kojarzy. Nieuniknione przy weselach są również wpadki typu ktoś wypił za dużo i zaczął gwiazdorzyć.. Ale jak tak potem wspomnieć, to chyba nie jest tak źle :] Mój na szczęście jeszcze nie przeniósł związku na wyższy level i chwała mu za to :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej, nie kracz, bo Ci za chwilę z pierścionkiem wyskoczy :D Część podobnych weselnych atrakcji jest nieunikniona, ale będę się starać ograniczyć te, które najmniej mi się podobają :D

      Usuń
  51. Ja tam bym chciała zobaczyć takie typowe weselicho :D. W ramach ciekawostki przyrodniczej.

    OdpowiedzUsuń
  52. Anonimowy15:30

    Rety to wymarzone wesele mojej przyszłej teściowej....brrrr! Jedna Żenada za drugą i trzecią pogania! Ale nie dam się i będzie tak jak chcemy z narzeczonym;) Karolina

    OdpowiedzUsuń
  53. Przeczytałam wpis już jakiś czas temu i nie wiem, czemu nie skomentowałam... chyba siedziałam na telefonie, a tam nie lubię pisać :). Genialnie to wszystko opisałaś! U mnie jest problem, bo właśnie Narzeczony i jego rodzina by chcieli wesele Cioci Krysi z poprawinami rzecz jasna i poprawinami poprawin, a ja bym wolała coś skromniejszego. To już nie chodzi nawet o te pieniądze, ale ja zawsze byłam nieśmiała, źle się czuję jak koncentruje się na mnie uwaga i ślub będzie dla mnie bardzo stresujący, więc wolałabym zorganizować mniejszy, dla najbliższych... A nie spraszać całą wieś (Teściowa mieszka na wsi i tam wyobraża sobie wesele syna) łącznie z Kasią sklepową, panem Antkiem co ma pole obok, wujkiem Staszkiem z sąsiedniej wsi itd. itp.

    OdpowiedzUsuń
  54. Ostatnio byłam na takim weselu i brałam udział w zabawach, złapałam nawet welon, bo stwierdziłam, że co tam jak już jestem to nie będę siedziała w kącie przecież. Najgorzej jak te wszystkie Ciocie Krysie zaczęły namawiać żebym pocałowała nowego pana młodego łeeee :P. Był sznurek przeciągany przez ubrania i zadarta do góry kieca, przeżyłam też krzesełka, z których trzeba było po coś biec i później zająć miejsce (wymiękłam na bucie kamerzysty), ale jak były "koniki" to uciekłam. Wszyscy w kółko tańczą i trzeba wskakiwać na chłopów. Wygrała panna młoda, której widać było całą dupę.

    OdpowiedzUsuń
  55. Esencja z cioci Krysi, uśmiałam się do łez :D Teraz właśnie doceniam fakt, że moje wesele (za milion lat świetlnych) oprze się o miło spędzony czas ze świadkami i rodzicami, jeśli wyrażą taką ochotę. Bez sukni, bolerka, cioci Krysi i lekko pijanych żartów wujka. Ale nie jestem przeciwnikiem wesel, śmiało przyznam, że bardzo je lubię :) Tylko niech każdy ma wybór jak, z kim, za ile i w jakim klimacie - goście to tylko dodatek, a nie grupa, której trzeba dogodzić. Tak czy siak plotkować będą, jak nie na to, że za mało wodki, to na to, że za droga i ile to poszło kasy. Ale przede wszystkim życzę Tobie i Twojemu przyszłemu mężowi uroczystości, którą wymarzyliście i będziecie przez kolejne lata wspominać z uśmiechem :)
    pozdrawiam, A

    OdpowiedzUsuń
  56. Anonimowy21:40

    jak z tz ledwie sie zaczelismy spotykac to jego mama niby taka niewtracajaca sie, ale ciagle wpadala nam do pokoju w nieodpowiednich momentach i wolala do mnie ,,x sie z toba ozeni, tak powiedzial kuzynowi!" (prawda byla taka, ze ten kuzyn poznal jakas ukrainke, ktora namawiala go na slub by nie byc deportowana, mieli 3 miesiace czasu od poznania sie, a moj tz jak to uslyszal od kuzyna to prychnal ze nic z tego nie bedzie i on to pierwszy bedzie patrzac na to niezbyt udane pokolenie w rodzinie :p). raz tez gdy tz poszedl sie kapac to jego mama wpadla do pokoju i opowiadala ze nie bedzie problemu ze slubem, bedzie wesele w jej rodzinnejmiejscowosci pod namiotem, zeby tanio bylo, ona taz tak miala i wszyscy byli zadowoleni. no i ksiac tam juz tez czeka, bo bylismy tam z tz podczas wakacji w odwiedziny, przeszlismy sie jedyna droga we wsi i wszyscy wiedza ze bedziemy slub brali. przy ich regularnych rodzinnych uroczystosciach za kazdym razem siedzi obok mnie i glosno mnie atakuje ze jeszcze slubu nie wzielismy. kurcze, dopiero 2 lata jestem w zwiazku :/. ostatnio ja zamurowalo i sie chyba obrazila, bo podczas jej ataku przy takiej rodzinnej uroczystosci odpowiedzialam jej, ze slub bedzie jak x mi sie oswiadczy, a x wstal, zlapal mnie za reke i powiedzial ze idziemy zlozyc papiery do cywilnego. jak sie wszyscy obruszyli :p. to dopiero bedzie jak sie dowiedza, ze ja bierzmowania nie mam, ba, niewierzaca, na pewno szatan opetal :D. sa bardzo wierzaca rodzina, tz nie.

    OdpowiedzUsuń
  57. No to piąteczka! Uśmiałam się czytając ten wpis. Mogę się pod nim podpisać rękoma i nogami. ;) Ja na szczęście organizuję małe przyjęcie, w gronie naprawdę najbliższych osób. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciocia Krysia też została zaproszona? :D

      Usuń
  58. Po nieco bardziej poważnym tekście, teraz mogłam się odrobinę pośmiać! :D Nie muszę pisać, że tekst jak zawsze świetny. Ja mam tylko takie jedno, małe marzenie... Ja, mój przyszły mąż, świadkowie, Barcelona, mały kościółek na uboczu, noc w ekskluzywnych hotelu z widokiem na miasto i dwutygodniowe wakacje, podczas których zwiedzimy minimum trzy państwa!
    O takie mam marzenie...
    Niestety mój luby marzy o sali wypchanej po brzegi rodziną i sztucznym uśmiechu przez cały wieczór. Cóż zrobić? :C

    OdpowiedzUsuń
  59. Ubawilam się niesamowicie czytając :) nawet nie wiesz jakie to prawdziwe... moja teściowa koniecznie chciała zeby nasze wesele takie bylo... nie udało jej sie,zrobiliśmy po swojemu w warszawie, bez całego wiejskiego kiczu (nie chce nikogo urazić). Za to brat mojego M. miał tradycyjne wiejskie wesele... cyrk na kółkach .

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy pozostawiony komentarz.

Copyright © 2016 Balbina Ogryzek , Blogger