Lulu&Boo żel oczyszczający do twarzy Nettle and Lemon Tea-Tree

Lulu and boo. Wymówcie to sobie, jak to fajnie brzmi, jak różowa, puchata zabawka dla małych dziewczynek. Ten żel do mycia twarzy kusił mnie od dawna, głównie przez Aswertynę, która opisywała go jakiś czas temu KLIK. No i w ogóle piękny skład, piękna buteleczka, filozofia firmy...

lulu and boo

Cała ta otoczka sprawiła, że zechciałam go mieć. Costasy.pl spełniło moje małe lulu&boo'owe marzenie i dostałam żel w ramach blogowej współpracy. Dziś Wam co nieco o nim opowiem.

Wiem, że nikt nie lubi przydługich wstępów, no ale muszę, muszę Wam powiedzieć, że tak naprawdę to ja nie lubię żeli do twarzy. A raczej nie lubiłam. Wiem, że Aleppo jest dla mnie super hiper fajne, więc żele traktowałam po macoszemu. Chociaż dobrze byłoby mieć taki, który mnie zadowala, to tak naprawdę jeszcze żaden mnie nie zachwycił. Najlepszym przykładem jest niedawno opisywany tymiankowy żel Sylveco KLIK. Był, bo był. Mył, bo mył. Ale ociupinkę wysuszał, podrażniał oczy i śmierdział. Zero przyjemności z używania, a nie robił nic takiego dobrego, żeby się z nim męczyć.

Mam cerę mieszaną, w kierunku tłustej w strefie T, w kierunku suchej na policzkach. Łatwo się wysusza, podrażnia i alergicznie reaguje na różne rzeczy. Od żelu do twarzy oczekuję porządnego mycia, ale nie zdzierania skóry ze wszystkiego. Ma być czysta, ale nie wysuszona. Żel nie może bardzo podrażniać mi oczu, bo nie chcę wyglądać jak królik. Ma być przyjemny w użyciu, a nie żebym na myśl o umyciu twarzy chciała się schować i udawać, że ja twarzy nie mam. I ma nie śmierdzieć.

Według producenta jest to "delikatny, ale przy tym niezwykle skuteczny żel do mycia twarzy, który usuwa makijaż i głęboko oczyszcza pory. W jego skład wchodzą wyciągi z pokrzywy (działanie oczyszczające), propolisu (działanie kojące) oraz krwawnika pospolitego (działanie przeciwzapalne)." Jeśli jesteście ciekawe szczegółowego opisu poszczególnych składników aktywnych zapraszam tutaj KLIK

Skład (* składniki z upraw ekologicznych):
*Aloe barbadensis leaf juice powder, Aqua (water), *Glycerine, Decyl glucoside, lauryl betaine, *Alcohol (rye based), Xantham gum *Hamamelis virginiana (witch hazel) extract, *Achillea millefolium (yarrow) extract, *Urtica dioica (nettle) extract, *Citrus sinensis (orange oil), *Propolis cera, *Rosmarinus officinalis (rosemary oil), *Leptosperum petersonii (lemon tea-tree oil), Phenoxyethanol, Benzoic acid, Dehydroacetic acid (gentle preservative), Citric acid *D-Limonene (from essential oils)

Żel do twarzy lulu&boo zamknięty jest w butelce z grubego, matowego szkła z dozownikiem. Uwielbiam szklane opakowania kosmetyków niezależnie od tego, że mnóstwo osób nazywa je niepraktycznymi. Zwłaszcza, że żel do twarzy stoi na półce i raczej nie ma prawa się rozbić. Podoba mi się design opakowania, ale o tym już Wam mówiłam. W dodatku wysoka i chuda szyjka butelki kojarzy mi się z żyrafą :D Ale do rzeczy. Nie polubiłam się z dozownikiem. Nie możemy się dogadać. Ja do niego mówię, a tu jakby grochem o ścianę. A konkretnie - strasznie pluje, dziad jeden. Na początku trochę mi się przez ten dozownik porozlewało, ale nauczyłam się go obsługiwać i ręką zatrzymuję porcję kosmetyku. Gdybym go odpowiednio nie łapała, to poleciałaby hen, daleko, aż za horyzont. Żel mógłby startować w zawodach na dalekie plucie. Podejrzewam, że to moje opakowanie jest felerne, bo żel do twarzy z jeżówką miał podobne i jest idealne w użyciu. Pech to pech. 

Skład mi się spodobał, bo jak wiecie, uwielbiam naturalne kosmetyki. Tyle ekstraktów <3 Znów obawiałam się alkoholu, ale niepotrzebnie. Kwestia zapachu... Jakby tu go Wam opisać? Bo stwierdzenie, że mi się bardzo, ale to bardzo, bardzo, bardzo, bardzo podoba, jest niewystarczające, bo wszyscy dobrze wiemy, jak pokręcony jest mój nochal. Więc otóż totóż jest dziwny. Intensywny. Ziołowy. Lekko słodki. Cytrusowy. Bardzo przypomina zapach żelu z jeżówką. Podejrzewam, że nie wszystkim się spodoba, więc warto kupić wersję miniaturową na spróbowanie. Mi pasuje, jest orzeźwiający. Zwyczajnie lubię go używać. 

Konsystencja jest żelowa. Jak na moje oko w sam raz. Mniej rzadka niż żel Sylveco, ale wciąż niezbyt gęsta. Łatwo się nanosi na twarz i łatwo się go używa. Nie pieni się, albo inaczej, pieni się minimalnie. Ale dla mnie to nie problem, bo jestem już przyzwyczajona do np. olejków myjących i wiem, że piana to nie wyznacznik porządnego umycia. A myje porządnie. Codziennie wieczorem przez ponad dwa miesiące używałam po dwie pompki na jedno mycie. Zużyłam dopiero 1/3 całego opakowania... Dlatego uważam, że jest bardzo wydajny. Mimo tak różnych ziołowych ekstraktów, żel lulu&boo nie podrażnia wcale moich oczu. Po umyciu skóra jest napięta, ale nie wysuszona. W ogóle. Nawet raz zrobiłam test (dla Was wszystko!:D) i nie przetarłam twarzy tonikiem po umyciu. I nic. Nie oszalałam z suchości skóry, co na pewno miałoby miejsce przy innych kosmetykach tego typu, a nawet przy moim ukochanym Aleppo. Niestety, nie zauważyłam, żadnego wpływu na pojawianie się czy też przyspieszanie gojenia się wyprysków. Aha, jeszcze jedno. Producent zaleca stosować go w ten sposób "W lekko zwilżoną twarz wmasuj niewielką ilość żelu, następnie usuń jego nadmiar przy pomocy lekko zwilżonego płatka kosmetycznego, waty lub chusteczki muślinowej. Na koniec przemyj twarz zimną wodą." Ja jednak postawiłam na tradycyjny sposób. 

No cóż, swoje kosztuje. Ale tak jak wspomniałam wcześniej, warto sięgnąć po miniaturę, żeby przekonać się chociaż co do zapachu. Wiem, że będę do niego wracać. Jeśli znacie kosmetyki Lulu&Boo dajcie znać, co się u Was sprawdziło, a co nie. Mam ochotę wypróbować następne pozycje. Miłego wieczoru :*


lulu and boo
lulu and boo
lulu and boo
lulu and boo
LINKI:
- żel z jeżówką na wypryski 
- żel tymiankowy Sylveco
- mydło Aleppo po roku używania

36 komentarzy:

  1. olejek z drzewa herbacianego zazwyczaj wysusza mi skórę, więc troszkę bym się jednak bała tego żelu.
    bardzo mi się podoba za to opakowanie :) lubię produkty w szklanych buteleczkach :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Opakowania tych produktów wyjątkowo mi się podobają :-) Za to olejek z drzewa herbacianego, to jeden z moich ulubieńców :D

      Usuń
  2. Piekne zdjecia :) tez czytalam recenzje As i nabralam ochoty ale ta cena :/ chociaz gdyby faktycznie starczyl na 3 -4 mce to jakos lepiej brzmi... Aleppo kocham miloscia wielka :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :* Mi się wydaje, że wystarczy nawet dłużej niż4 miesiące. Zwłaszcza, że teraz wracam do Aleppo i na zmianę będę ich używać.

      Usuń
  3. Piękne zdjęcia, zwłaszcza ostatnie! a żel kupiłabym już dla samego opakowania ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. A mnie nazwa Lulu & Boo kojarzy się z żelkami, takimi pysznymi i soczystymi, dlatego tak niezdrowo ekscytuje się tą marką odkąd o niej przeczytałam :D
    Zamówię sobie miniaturę, a jak będzie fajny, na wiosnę kupię pełny wymiar, ze swoim składem powinien być idealny na cieplejszą część roku :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niezłe skojarzenie :D Też się ekscytuję marką, jeszcze na pewno coś wypróbuję. Tylko boję się, że jednak może mi coś się nie spodobać, a przecież swoje kosztują.

      Usuń
  5. omamo teraz mam na niego ochotę. Czasem sobie robię przerwę pomiędzy Aleppo i w końcu te przerwy nie okazują się tragiczne w skutkach. Więc może i ja polubię go? <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oby, mam nadzieję, że jeśli go wypróbujesz, to CI się spodoba :D

      Usuń
  6. Bardzo mnie zaciekawiłaś tym żelem, koniecznie muszę go wypróbować! ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, mam nadzieję, że będzie dobrze działał u Ciebie :-)

      Usuń
  7. Twoje zdjęcia powinny być w gazetach:) Ja nie używam żadnych zeli ale to przez lenia:) kremów tez. Ale skończy się na tym że będę wyglądać jak babuszka za 5 lat:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O matko, dziękuję za taki komplement!! :* :D oj tam daleko CI jeszcze do babuszki :D

      Usuń
  8. Ostatnio robisz takie piękne zdjęcia, że kilka razy wchodzę aby tylko na nie popatrzeć ;) Ja po prostu odzwyczaiłam się od żeli myjących do twarzy ;) Zresztą dużo ekonomiczniej mi ta zmiana wyszła gdyż teraz wydaje na mycie twarzy niecałe 2 zł za mydełko palmolive rumiankowe ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuuuuje <3 staram się jak mogę, choć niewiele umiem, to tak miło usłyszeć, że się podobają :-) U mnie z mydełek do twarzy sprawdziło się tylko Aleppo na razie.

      Usuń
  9. ciekawe produkty, i mam taką cerę może i u mnie sprawdziłby się ten kosmetyk

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. mnie kuszą już następne :-)

      Usuń
  10. Uwielbiam Twoje zdjęcia są wyjątkowo oryginalne !

    OdpowiedzUsuń
  11. kusisz!!! zdjęcia są prześliczne:)

    OdpowiedzUsuń
  12. Przepiękne zdjęcia, przepiękny skład, mam nadzieję, że trafi mi się jego miniaturka :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Skład wyjątkowo mi się podobał od samego początku, choć trochę przestraszył mnie alkohol, jak zawsze, ale w ogóle nie zaszkodził, pewnie wyparował :D

      Usuń
  13. uf! Kamień z serca!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :D Niby to oczywiste, że u każdego każdy kosmetyk może inaczej zadziałać. Ale to fajnie, jak się komuś coś poleci a to faktycznie dobrze zadziała! :D Więc rozumiem Twoje 'uf'!

      Usuń
    2. no własnie :D bo ja tak mam, że później czuje się winna :D

      Usuń
    3. Wiem, ja też :D nawet bardzo!

      Usuń
  14. Jak zawsze nie mogę się napatrzeć na Twoje boskie zdjęcia!

    OdpowiedzUsuń
  15. Uwielbiam Twoje zdjęcia!!! Nie znam tej marki, ale pewnie kiedyś wypróbuję:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak na razie bardzo mi się podoba :-)

      Usuń
  16. Od dawna interesują mnie kosmetyki Lulu&Boo, ale póki co cena mnie odstrasza. Po Twojej recenzji mam ochotę na ten żel, bo mamy podobny typ cery. Myślę, że u mnie też by się fajnie sprawdził. :)
    Piękne zdjęcia. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :-) fakt, ceny mają wysokie, ale wydajność jest wielka. Warto spróbować miniaturkę, bo zapach jest charakterystyczny.

      Usuń
  17. Raz w tygodniu przechodzę obok sklepu z ich kosmetykami i przechodzą mnie aż dreszcze pożądania na ich widok. XD

    OdpowiedzUsuń
  18. Bardzo ciekawa recenzja. Miłośniczki organicznych kosmetyków Lulu&Boo zapraszamy do zapoznania się z pozostałymi kosmetykami tej marki:
    http://www.organicall.pl/pl_PL/producer/Lulu%20&%20Boo/10

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy pozostawiony komentarz.

Copyright © 2016 Balbina Ogryzek , Blogger