Peeling do ciała Bio2You - naturalne rozczarowanie

Uwielbiam naturalne kosmetyki. Uwielbiam wiedzieć, że nie wcieram w siebie tablicy Mendelejewa. Ale nie za wszelką cenę! Nie mogę polubić czegoś, tylko dlatego, że składa się z samych naturalnych, organicznych, bio czy eko składników. To ma być tylko dodatek do świetnego działania kosmetyku, a nie główny wyznacznik mojej dobrej o nim opinii. Peeling do ciała Bio2You z miodem i olejem ze słodkich migdałów o zapachu grejpfruta kompletnie mnie do siebie nie przekonał.

bio2you peeling grejpfrut

Kupiłam go razem z tonikiem i maską do twarzy firmy Bio2You, które już opisywałam tutaj KLIK. Pierwsze wrażenie było pozytywne - lubię zapach grejpfruta. W dodatku oprócz orzeźwiającej nuty cytrusów, po odkręceniu wieczka czuć było słodycz miodu albo cukru. Produkt był zabezpieczony folią, co zawsze jest dla mnie dużym plusem oraz skład był przyjemny dla oka. Nic, tylko wziąć prysznic i peelingować się do woli!

Pierwsze użycie już trochę mnie rozczarowało, bo drobinki cukru były dość duże i ostre, a nie lubię drapać skóry. Lubię peeling, nawet mocny, ale nie drapanie. W dodatku cukier był zatopiony w oleju ze słodkich migdałów w takich proporcjach, które mi nie odpowiadają. Za dużo oleju, za mało cukru. Źle mi się go nanosiło, źle rozsmarowywało. Na szczęście nie było problemu ze zmyciem kosmetyku z ciała. 

Następne użycia tylko pogarszały moje zdanie o nim. Cukier opadł na dno i zbił się w dość twardą bryłę, a olej pozostał na górze. Przed każdym użyciem musiałam mocno wymieszać cały kosmetyk, mrucząc pod nosem bardzo brzydkie słowa, bo nie mam czasu na takie zabawy. Czyli nie mogę napisać, że peeling działał na mnie relaksująco :D

Jestem tak bardzo na NIE... W cenie regularnej kosmetyk kosztuje 50 zł. Tyle złotych monet na olej z cukrem w tak fatalnych proporcjach, że musiałam mieszać go przed każdym użyciem. 50 zł za 200 ml bardzo niewydajnego kosmetyku, który zużyłam na jakieś 6 albo 7 razy na całe ciało. 50 zł za drapanie skóry, a nie peelingowanie. Uważam, że jakość tego kosmetyku jest odwrotnie proporcjonalna do ceny. I to nie tak, że jestem TYLKO za peelingami zrobionymi własnoręcznie (choć peeling Bio2You nie dorasta do pięt mojemu peelingowi z kawy), kupuję też inne, nawet w porównywalnej cenie, co ten gagatek. Ale kosmetyk za 50 zł nie może mnie aż TAK rozczarować.

Na szczęście kupiłam go za 1 zł jako dodatek do jakieś pełnej kwoty zamówienia czy coś w tym stylu na Organeo. Inaczej moja złość byłaby większa :D

Skład: sucrose, glycerin, prunus amygdalus dulcis (sweet almond) oil, mel, lac (cow's milk) powder, parfum, geraniol, linalool, benzyl benzoate, limonene, CI 16255

Cena: 49 zł
Gdzie kupić? Organeo

cukrowy peeling do ciała
Bio2You

Jaki peeling rozczarował Was najbardziej?

LINKI:
- Skusił mnie rokitnik
- Jak się pozbyć stosu półproduktów i nie zwariować?
- Domowe peelingi do ciała
- Peelingi Agafii - który wybrać?

20 komentarzy:

  1. powiem tak, z opisu bardzo by mi się spodobał, bo: zapach, duuuże drobiny (lubię to!), ale wkurza mnie to rozbijanie się produktu na dwie części. Miałam tak z peelingiem od dziewczyn z C&B Niestety, choć produkt baaardzo fajny :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hmm co do drobin, to fakt duże, ale przy okazji bardzo ostre. Lubię przeróżne peelingi i te zdzieraki też, ale ten no za nic mnie nie satysfakcjonował. Oprócz zapachu :-)

      Usuń
    2. no wiadomo, nie samym zapachem człowiek żyje :D

      Usuń
  2. Dla mnie peeling musi być przede wszystkim przyjemnością. Również lubię rzeczy o dobrym składzie, ale nie za wszelką cenę;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Czytając Twój opis sądziłam, że dla mnie byłby idealny bo lubię gdy cukier połączony jest naturalnym olejem i nawilża skórę. Drapanie bym przeżyła, bo lubię bardzo mocne i ostre peelingi do ciała. Ale gdy przesunęłam post niżej i zobaczyłam zdjęcia to stwierdziłam, że rzeczywiście przesadzili z ilością oleju.

    OdpowiedzUsuń
  4. Szkoda bo skład ładny i nie powiem, był (bo po takim opisie już nie jest) gdzieś tam na moje chciejliście.

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja bym poleciała na zapach, szkoda, że się nie sprawdził :( Ja mam peeling z Bodhi (kawowy), który też charakterystycznie się "oddziela", al mi to nawet nie przeszkadza - pogmyram zawsze trochę palcem i się wymiesza :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Fajnie się prezentuje, tak słodko! Zapach niestety nie mój. :) Szkoda, że się nie sprawdził, ale tą złotówkę można przeżyć. :D

    OdpowiedzUsuń
  7. Fakt, skład jak zlocisz, ale skoro jego użytkowanie tak Cię wnerwiało to masz racje- chrzanić wydatek 50 zł, lepiej kupić paczke kawy w dyskoncie :-)

    OdpowiedzUsuń
  8. jak ja nie cierpię takich peelingów! grr..a najgorszy peeling jaki miałam był z Ekoa, żurawinowy, nie mogłam znieść jego zapachu i okropnego tłustego filmu, od którego nawet olej był mniej tłusty.. Grr nigdy więcej!

    OdpowiedzUsuń
  9. Eee, szkoda, że nie trafili z proporcjami. Jak znam siebie czymś bym go stuningowała, suchymi fusami z kawy na przykład. Mam pudełeczko z nimi w łazience i dosypuję do słabszych peelingów. Ale generalnie masz racje, bubelek za ogrom złotówek :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Cóż mam nadzieję, że peeling z Phenome bardziej przypadnie Ci do gustu, ja go uwielbiam :) Daj znać, jak się sprawdził!

    OdpowiedzUsuń
  11. ciesze sie,ze nie musialas za niego przeplacic :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Ale przynajmniej zdjęcia ładne są :D

    OdpowiedzUsuń
  13. Ło matko tak fajnie wygląda a taki bubel? I to za 5 dych? Dobrze, że miałaś go za złotówkę bo faktycznie szło by się wkurzyć :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Moim największym rozczarowaniem był peeling Pat&Rub z serii otulającej. Straszny ulep! Wiem, że są zwolenniczki tych peelingów, ale mnie ta przygoda skutecznie zniechęciła. Teraz sięgam po ostrą gąbkę i żel - sprawdza się świetnie i kosztuje niewiele :) A powyższy gagatek pewnie wkurzałby mnie podobnie, więc chylę czoła, że w ogóle go zużyłaś i nie poleciał do kosza.
    pozdrawiam, A

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie mam peeling P&R z serii rewitalizującej i słowo ulep opisuje go znakomicie!

      Usuń
  15. Bardzo lubię peelingi ostre, jak szkło (np. waniliowy z Farmony) raz te dające efekt masowania się piaskiem (np. z brązowym cukrem, albo z minerałami morza martwego z Avonu z serii Planet Spa)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy pozostawiony komentarz.

Copyright © 2016 Balbina Ogryzek , Blogger