Paradoks Ogryzka - dlaczego nie ćwiczę, chociaż lubię?

Paradoks. Wikipedia podaje, że to 'twierdzenie logiczne prowadzące do zaskakujących lub sprzecznych wniosków.' Poznajcie moje logiczne wywody, które nie prowadzą do niczego.

No bo jak to jest, że .........

nie chce mi się ćwiczyć


... gdy jadę rowerem, to świat jest taki piękny. Przemierzam kilometr za kilometrem, odpoczywam, wyciszam się. Włączam muzykę, jeśli mam ochotę, a jak nie, to słucham świergotu ptaków. Wdycham wszystkie wiejskie zapachy - na upajającym bzie począwszy, przez cierpkość skoszonych traw, aż po niezbyt przyjemną woń stajni i kurników. Ale i ten zapach jest potrzebny, choćby po to, by przyspieszyć i wycisnąć kilka dodatkowych kropli potu. Spotykam bociany, sarenki, bażanty i mnóstwo małych, kolorowych ptaków, których nazw nie znam. I tak jadę, i męczę się, i odpoczywam jednocześnie. Myśli mi się w głowie układają jak klocki w Tetrisie. Spalam kalorie i taka z siebie dumna jestem, że się zmobilizowałam do jakiegokolwiek ruchu. Wracam do domu po 30 lub 40 przejechanych kilometrach. Zmęczona, ale szczęśliwa. Mam ochotę tylko na zdrowe jedzenie, nie żadne tam świństwa. Biorę prysznic, kładę się spać, zasypiam natychmiast, śpię jak małe dziecko, budzę się z nowym zapasem sił i uśmiechem na ustach. No, sielanka jednym słowem! Więc dlaczego, do jasnej Anielki...

motywacja do ćwiczeń

... gdy siedzę w domu na sofie z laptopem na kolanach. W pozycji w której kręgosłup woła o pomstę do nieba. Z zapasem czekoladek, żelek, pianek czy innego cholerstwa na stole. Z takim chaosem w głowie, że nawet greccy bogowie nie potrafiliby się z niego wyłonić. Zmęczona, zła i nieszczęśliwa. Z bolącą głową, niewyspana i obrażona na cały świat. Wszędzie pyka, strzyka, kłuje, boli. Kładę się do łóżka, ale nie mogę zasnąć. Jak już zasnę, to nie mogę rano wstać. A jak już wstanę, to funkcjonuję w trybie zombie. Więc dlaczego, ja się pytam, nie ruszę tyłka i nie pójdę na rower?

motywacja do ćwiczeń

Zdradźcie mi tajemnicę, jak motywują się Ci wszyscy fit-ludzie, bo mam wrażenie, że mój leń pobija wszelkie dopuszczalne normy.

PS. Wielkie podziękowania kieruję do Pauli z bloga onelittlesmile.pl, za podsunięcie darmowych stocków ze zdjęciami :)) przydadzą się!

51 komentarzy:

  1. Nie mam zielonego pojęcia :D Myślę, że po prostu nie jest to coś, na czym szczególnie by Ci zależało :) Jeśli mamy cel, który naprawdę, ale to naprawdę chcemy osiągnąć, to zawsze mamy motywację ;) Ja tak przynajmniej mam. Ale jeśli to jest coś, co "fajnie by było mieć/być", ale nie jest to dla nas niezbędne, to motywacji nie ma :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale ja tak bardzo chcę schudnąć! I tak bardzo chcę się lepiej poczuć! Ale zarazem tak bardzo chcę zostać na tej sofie z czekoladkami :D

      Usuń
  2. Oj, mi też brak motywacji, więc z chęcią poczytam, jeśli ktoś napisze tę tajemnicę...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Liczę, że w końcu nas olśni. :D

      Usuń
  3. Nie jesteś sama! Niestety też tak mam strasznie mi się ciężko do czegokolwiek zmotywować, ale ćwiczę bo chodzę na treningi, za które płacę no i kocham na nie chodzić, ale samej w domu to naprawdę ciężko mi się zmotywować. :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też jak już ćwiczę czy jadę rowerem, to jestem zadowolona. Najtrudniej jest wsiąść na ten rower :D

      Usuń
  4. Chodzę na fitness, który odbywa się w piwnicy w naszym bloku (tak jest tam klub fitness:) ). Obowiązują tam wcześniejsze zapisy on-line. Jak się już zapiszę to pójdę na zajęcia, jeżeli tego nie zrobię to zawsze mam jakąś wymówkę ;) Poza tym mam wrażenie, że jak się już wpadnie w rytm to po prostu brakuje tego ruchu i się idzie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No niby tak, niby trochę brakuje tego ruchu. Ale u mnie to taka delikatna niedogodność z którą łatwo sobie potrafię poradzić :D

      Usuń
  5. Mam tak samo! Od roku obiecuję sobie, że w końcu się ruszę i nic :/ A tak na marginesie, może chrupka i colę, bo właśnie się raczę?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A dziękuję, chętnie się poczęstuję :D:D

      Usuń
  6. Też mi się nigdy nic nie chce :( Inna sprawa, że tak czy inaczej nie mam na to czasu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chochlik, ja niby też nie mam czasu, ale... jak się bardzo chce, to i czas się znajdzie. A ja aż tak bardzo nie chcę :D

      Usuń
  7. nie pomogę, bo sama mam to samo :((

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może kiedyś znajdziemy magiczny sposób na lenia :D

      Usuń
  8. Ja sobie mówię: Bier tyłek i zapylaj na siłkę - rzeźba sama się nie zrobi ;D Na ogół walczę z wieloma czynnikami lenistwa....ale... cza spiąć poślady, w końcu one same się nie wyrzeźbią ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no i prawidłowo. Może dojdę kiedyś do tego momentu, w którym posłucham głosu rozsądku :D

      Usuń
  9. Anonimowy18:23

    Mam podobnie. Najtrudniej jest się ruszyć, potem już samo idzie. Tylko u mnie jeszcze dochodzi ten problem, że mam problemy z kolanami i co chwilę łapię kontuzje przy ćwiczeniach. Kilka dni poćwiczę, zero przysiadów i jak najmniej obciążania kolan i bum, kolano boli, kilka dni przerwy na regenerację. Wkurzające to, bo lubię ćwiczyć i chcę, a muszę ćwiczyć mniej niż chcę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie jest problem tylko z jednym kolanem, na szczęście nic mu się nie dzieje podczas jazdy rowerem. Najgorzej jest przy typowych ćwiczeniach, wiesz, z Chodakowską czy inne takie.

      Usuń
  10. Nieprawda. To mój leń pobija wszelkie dopuszczalne normy. Za 2 miesiące ślub, co najmniej 5 kg za dużo i nie ubywa a przybywa, i widzę w lustrze drugi podbródek. To jest (damn it!) dopiero LEŃ! Ślub powinien być motywacją, żeby mielonki z sukni nie wypływały... i co? :/ i co? I siedzę na szanownej mojej wielkiej cellulitowej przed laptopem zamiast z Mel B naparzać. Tak bardzo chcę, a tak bardzo się nie mogę zebrać :( a żeby mi było jeszcze bardziej wstyd, mój Narzeczony schudł już 5 kg i widać już jego 6 pak :|

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie też ślub nie motywował do zrzucenia kg. Właściwie nawet nie miałam takich ambicji ani planów. Nie chciałam się zmieniać na ten jeden dzień a pozostać sobą. A ja to plus kilka kg i tu i tam :)

      Usuń
    2. Immensenesses, u mnie ślub za trzy miesiące i jakieś 10 kg nadprogramowe :D Rok temu myślałam, że do tego czasu już się ogarnę, a tu jednak nie...

      kommo a u mnie odwrotnie, to co teraz przybyło jest obce, nie chcę tych nadprogramowych. ale tak czy siak nic z tym nie robię, tylko narzekam :D

      Usuń
  11. Myślę że mój leń spokojnie mógłby konkurować z Twoim :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyli dwa wielkie lenie odnoszące sukcesy? :D

      Usuń
  12. Hahaha. A kto mnie pobije? Ja się przebieram w strój do ćwiczeń, puszczam sobie Mel B lub inną i patrzę jak się męczy, siedząc bez ruchu^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Thairea, spoko, nie raz i nie dwa tak się przydarzyło :D

      Usuń
  13. No cóż. Wydaje mi się, że po prostu musi 'zaskoczyć'. Jak ten trybik już będzie na właściwym miejscu, to jest z górki. Niektórzy sami nie potrafią - potrzebują drugiej osoby czy grupy, która będzie podsycać zajawkę. Jedna moja znajoma dzięki swojemu fit-facetowi została kulturystką! On ją wprowadził w świat siłowni, mieli wspólną pasję, a dziś... dziewczyna zajmuje czołowe miejsca w europejskich konkursach. Może warto po prostu poszukać kogoś, kto będzie z Tobą wyciskał siódme poty?:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widzisz, to ja chyba zbyt dużym introwertykiem jestem, bo strasznie nie lubię z kimś ćwiczyć. Ewentualnie biegać mogę z kimś, ale jazda na rowerze jest najprzyjemniejsza, kiedy jadę sama :-)

      Usuń
  14. A co będę ukrywać. Ze mnie też leniuch straszny. Możemy sobie piątkę przybić :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Wybierz jakiś zbiorowy sport, umów się z innymi :D Taka motywacja ;)

    ps. Zacznij grać w squasha ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie lubię innych, sama muszę być :D Ewentualnie biegać mogę z innymi, ale rower, basen - to ja sama :-)

      Usuń
  16. Ja po prostu wstaje i ćwiczę, mam zawsze plan na cały tydzień i nie ma odstępstw:) Jak trzeba wstanę wcześniej, ale zawsze wypełniam plan i służy mi to:) Nie oglądam za wielu fit motywacji, tylko działam. Powodzenia Kochana:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podziwiam, zazdroszczę i może czas skończyć biadolić, a po prostu wstać :-)

      Usuń
  17. Ach, odwieczny problem motywacji. Na moim przykładzie : rok temu zaczęłam biegac, najpierw na spokojnie, wg. Planu, 4 min marszu2 biegu, z czasem zwiększała bieg i zmniejszalam marsz, potem sprawdzałam km. Najpierw 2 potem 3, do 10 km biegu bez przystanku i było cudownie, przestałam biegać, musiałam na chwile i od maja znowu mialam zacząć, ale nie zaczelam, przebiegla się raz, czułam się tak super! Jutro albo dziś biegne znowu, wiem ze regularność jest podstawą, po czasie aktywność wchodzi w krew i robisz to nawyków. Tak więc, zacznij może przemieszczać się rowerem wszędzie, jak tylko jest pogoda to tak robię, a zamiast cholrstwa do podjadania kup sobie rodzynki, migdały, słonecznik, dynie. Małymi kroczkami, po kolei, a jak zobaczysz efekty złapiesz motywację. Moim zdaniem :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ech wiem. Wiem, że po prostu trzeba powoli, małymi kroczkami, itd. Ja to wszystko wiem teoretycznie. Ja to wiem i czuję się w 100% przekonana jak już ćwiczę. Ale jak siędzę na tyłku, o jakby mi ktoś mózg podmienił :D

      Usuń
  18. Ach, odwieczny problem motywacji. Na moim przykładzie : rok temu zaczęłam biegac, najpierw na spokojnie, wg. Planu, 4 min marszu2 biegu, z czasem zwiększała bieg i zmniejszalam marsz, potem sprawdzałam km. Najpierw 2 potem 3, do 10 km biegu bez przystanku i było cudownie, przestałam biegać, musiałam na chwile i od maja znowu mialam zacząć, ale nie zaczelam, przebiegla się raz, czułam się tak super! Jutro albo dziś biegne znowu, wiem ze regularność jest podstawą, po czasie aktywność wchodzi w krew i robisz to nawyków. Tak więc, zacznij może przemieszczać się rowerem wszędzie, jak tylko jest pogoda to tak robię, a zamiast cholrstwa do podjadania kup sobie rodzynki, migdały, słonecznik, dynie. Małymi kroczkami, po kolei, a jak zobaczysz efekty złapiesz motywację. Moim zdaniem :)

    OdpowiedzUsuń
  19. Oj tak, moja silna wola w ostatnim czasie się stepila ogromnie i czasami sama jestem na siebie wściekła >:)
    Pozdrawiam :-D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie, moja silna wola słabą jest :D

      Usuń
  20. Od jakichś 10 lat ćwiczę codziennie rano przynajmniej godzinę (w tej chwili hula-hoop, kiedyś skakanka, stoper, rower stacjonarny - różnie). Stało się to moim żelaznym elementem dnia do tego stopnia, że teraz czułabym się źle, gdybym to pominęła. Poza tym ćwiczę w domu, w tym czasie mogę czytać, oglądać filmiki na youtube, uczyć się - gdybym miała biegać, chodzić na siłownię albo jeździć na rowerze, na pewno w połowie przypadków by mi się nie chciało :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie od kilku dni próbuję wyrobić sobie nawyk codziennego ćwiczenia w domu. Na razie jedynie 20 - 30 minut max, ale i tak cieszę się, że robię cokolwiek :-)

      Usuń
  21. Hm, a może coś z Twoim organizmem po prostu jest nie tak? Ja byłam taka otępiała, przemęczona i nic mi się nie chciało a się okazało, że to niedoczynność tarczycy. Spałam całe dnie, fakt, że chociaż starałam się jeść zdrowo i nie zagryzałam chipsami, słodyczami i nie zapijałam piwem, ale i tak wtedy przytyłam 5 kg. Odkąd się leczę to energia wróciła i ćwiczę już regularnie ponad 5 tygodni, schudłam i w ogóle jest super:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bogusiu, już od trzech lat wybieram się do endokrynologa i wybrać się nie mogę.... choć powinnam, bo jako nastolatka miałam problemy, potem się unormowało, ale trzeba by było sprawdzić...

      Usuń
  22. Jak już poznasz ten sekret motywacji fit-ludzi to go zdradź, bo u mnie wygląda to identycznie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ok, na pewno się podzielę :D

      Usuń
  23. Mam podobnie :) Tzn. jeździć na rowerze nie lubię, bo mam z rowerem złe wspomnienia, ale obok mam fajną ścieżkę na wieś wprost do łabędzi w stawiku i chodzę spacerkiem podziwiam piękne widoki, jest wspaniale.. szkoda, że tak ciężko mi ruszyć dupę z domu i idę tak rzadko...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie, po prostu ciężko się zebrać w sobie i wyjść. Potem to już zawsze jakoś z górki, ale żeby wyjść.

      Usuń
  24. Motywacja to dla mnie również wielka tajemnica... Pamiętam, że kiedyś ją miałam i niekiedy odzysuje jej przebłyski, ale jakoś strasznie szybko mnie opuszczają i zostawiają z paczką chipsów, w łóżku, z laptopem na kolanach i beznadziejnie romantycznym filmem online...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O to, to to! Przebłyski - dokładnie!

      Usuń
  25. Jestem leniem. Straszliwym leniem. Czasami nie chce mi się nawet sięgnąć po pilot i w takich oto sytuacjach zastanawiam się, jak wytresować kota, by przynosił go na zawołanie. Od sportu stronię jak mogę - najzwyczajniej go nie lubię. Czasami nawet zazdroszczę tym wszystkim ludziom, którzy śmigają obok mnie rowerem i czerpią z tego przyjemność... Chciałabym móc robić to z uśmiechem, jednak gdy czuję twarde siodełko, albo spocone dresy, które oblepiają mnie po teningu z Ewą Ch. - łzy cisną się do oczu, marzę tylko o miękkim materacu łóżka...

    Jest jednak taki rodzaj chwil w moim życiu, gdy nie marzę o niczym innym, jak zabrać ten zardzewiały rower z piwnicy i wyjść na świeże powietrze, opalać się w tym cieplutkim słoneczku.
    Sesja. O zgrozo. Gdy już piątą godzinę spędzam w tej samej pozycji, notatki obrosły mnie bardziej niż warstwa kurzu moje meble, wtedy tęsknie za Ewą, za bieżnią, za skakanką i wszystkim tym, co pozwoli mi się wyrwać z monotonii powtarzania w kółko tych samych podpunktów. Czas ucieka, sesja nie wybacza, ale po niej zawsze pozostaje te kilka dni, gdy to ja wyciągam mojego lubego na rower.
    Przeciera oczy, ale łapie za kierownicę i jedziemy... hen! Przed siebie!

    OdpowiedzUsuń
  26. Najgorzej jest zacząć. Ja też kiedyś miałam problem żeby zrobić cokolwiek ze sobą, chociaż ja szczerze nie cierpiałam ćwiczyć :D ale jak od listopada zaczęłam siłownię, tak do teraz, z 3 razy w tygodniu ćwiczę :) może idź na siłownię - kup karnet. Mi by było szkoda kasy, żeby wydać i nie chodzić hihi :D

    OdpowiedzUsuń
  27. Od dziecka nienawidziłem ćwiczeń ( zacząłem pływać jako 6 latek - w wieku 10 lat - trening 2 ray dziennie ) Jak przestałem ...polubiłem NIEĆWICZENIE .....ale muszę się ruszać ...normalny rower zaczynam nienawidzieć po 2 kilometrach ........Odklyłem rower elektryczny :tzw pedelec - ze wspomaganiem pedałowania. REWELACJA! Trzeba kręcić pedałami ( ruch !) żeby wspomagał .....jadę do lasu na 2 - 3 godziny ...jak mam wenę to wyłączam wspomaganie ....ale najczęściej nie ...las , ptaki , oderwanie od telewizora , różne myśli ...naprawdę fajne....tylko nie dalej jak 20 km ...bateria pada i trzeba dzwonić po żonę żeby przywiozła z powrotem ....daleko jak widzisz nie da się uciec ....bardzo taki rower polecem ...

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy pozostawiony komentarz.

Copyright © 2016 Balbina Ogryzek , Blogger