Trzy słodkości od Bomb Cosmetics - świece w puszce

Rzadko opisuję zapachy. Nie wiem, czy znajdziecie na blogu choćby jedną recenzję wosku, świecy czy innego pachnidła. Ale to nie tak, że ich nie używam! Po prostu uważam, że dobra recenzja zapachu nie jest łatwa do napisania i nie czułam się na siłach. Czy to będzie dobra recenzja? Nie wiem, ale nie mogłam odmówić sobie przyjemności opisania tych trzech smakołyków od Bomb Cosmetics.

świece w puszce

Na początku muszę wspomnieć, że moim najważniejszym wyznacznikiem w kupowaniu jakichkolwiek pachnideł jest moja skłonność do mdłości. Wiem, powtarzam to jak mantrę, ale to ważne przy opisach zapachów. Takich, które powącham i podobają mi się bardzo, jest całe mnóstwo. Ale jedynie niewielka część nie powoduje u mnie przy dłuższym wąchaniu mdłości. Brzmi banalnie, ale wiem, że są osoby, które doskonale mnie rozumieją.

Na świece Bomb Comsetics zachorowałam już dawno, dwie z nich pojawiły się w mojej wrześniowej wishliście. Po pierwsze, bo są w puszkach, a ja lubię puszki. Po drugie, bo są kolorowe i słodkie. Po trzecie, bo naczytałam się wiele pozytywnych recenzji. Tak, blogi mają siłę.

sugar and spice

Bomb Cosmetics Sex on Fire little hottie - po nazwie spodziewałabym się raczej drzewa sandałowego z wanilią, czy coś w typie standardowych zmysłowych nut zapachowych. A tu świeżo i owocowo. Nie, że mi się nie podoba, ale zaskoczenie spore. Wyraźnie czuję cytrusy i ananasa, osłodzone odrobiną kwiatowego zapachu. Zapach jest intensywny, ale bardzo przyjemny i kompletnie nie mdlący. Mogłabym cały dzień spędzić z nosem w środku puszki, tak mi się podoba. Dodatkowo, no wiecie... Kings of Leon - Sex 0n Fire. ;-)

next please!

Bomb Cosmetics Jelly Baby bootylicious - ten zapach mogłabym opisać jednym słowem - żelki! Ale to nie takie proste, bo to nie takie zwykłe żelki. Po odkręceniu wieczka w nos uderza słodki i soczysty zapach różowych żelek z wykręcającym usta kwaskowatym cukrem. Im dłużej wąchasz, tym żelki zmieniają się z kwaśnych w samą słodycz, nadzianą malinowym, truskawkowym lub wiśniowym syropem. Miłośnicy żelków, jesteście tu? I choć słodycz jest taka intensywna, to kompletnie nie męczy. Słodki ideał.

and the last but not least!

Bomb Cosmetics Paradise Lost return to eden! - tej świecy nie miałam w planach. Jednak przechodząc kiedyś obok stoiska z zapachami Bomb Cosmetics, poniuchałam kilka na chybił trafił. Paradise Lost? Ja swój raj już odnalazłam! Nigdy bym nie uwierzyła, że zachwyci mnie kwiatowa mieszanka, nie lubię takich zapachów. Co prawda kompozycja doprawiona jest cytrusami, ale delikatnie, chyba tylko po to, by podbić kwiatowe nuty. Producent podaje, że to jaśmin, róża, lilia i fiołek zamknięte w akordzie bursztynu, piżma i mchu. Mój nos jest za mało wyrafinowany, by wyodrębnić te wszystkie nuty. Mogę tylko powiedzieć (napisać): powąchajcie przy okazji!

Co łączy te trzy świece?

Przede wszystkim, każda z nich pachnie cudownie nawet bez odpalenia. Wystarczy odkręcić wieczko i już... w pokoju unosi się wyraźny, ale niemęczący zapach. Dlatego tak długo zajęła mi decyzja, żeby je w końcu zapalić. Bałam się, że to wszystko zepsuje i będę musiała je skrytykować :D Stały sobie na półce i od czasu do czasu którąś z nich otwierałam, żeby ładnie zapachniało. Na szczęście po odpaleniu pierwszej (Sex on Fire) mogłam odetchnąć z ulgą, bo niczym mnie nie rozczarowały. Pachniało nieco intensywniej i zapach w minimalnym stopniu się zmienił, widocznie ciepło uwydatniło jakieś nuty wcześniej uśpione. Ale wciąż było przyjemnie. Palą się dość równo. Dość - bo trzeba pilnować knota, by nie był dłuższy niż 5 mm. Raz się zagapiłam i zasmoliłam nieco brzeg puszki.

Cała trójka pasuje mi wyjątkowo. Jednak gdyby ktoś przystawiłby mi pistolet do głowy i zagroził, że wysadzi w powietrze wszystkie plantacje czekolady (wszyscy wiemy, że czekolada to warzywo), to wybrałabym Paradise Lost. Jest słodki, kwiatowy, ale bardzo delikatny i działa na mie uspokajająco. Możliwe, że mój wybór byłby podyktowany zaskoczeniem, jakie wywołała u mnie ta kwiatowa kompozycja. Że co? Że ja od teraz będę lubić takie zapachy?

jelly baby
sex on fire
paradise lost
bomb cosmetics paradise lost

bomb cosmetics jelly baby
bomb cosmetics sex on fire


Jeśli lubicie takie słodkości, zapraszam Was na moje konto na Instagramie, gdzie do wygrania macie prześliczną świece w kształcie deseru Bomb Cosmetics ripple-licious. Z bitą śmietaną. Z posypką. Pachnie tak, że od razu jestem głodna. I to nie głodna w rodzaju mam-ochotę-na-kanapkę, ale zjadłabym-ten-wielki-słodki-deser-co-ma-milion-kalorii głodna. Dlatego Wam ją oddaję. W imię diety.

Nie lubię zabaw na Instagramie, gdzie trzeba udostępnić kogoś zdjęcie. Nie lubię i już. Może zmienię zdanie za niedługo, w końcu jestem tam od niedawna i wiele rzeczy jest dla mnie nowych. Ale najbardziej podobają mi się takie, gdzie samemu trzeba zrobić zdjęcie, bo... w końcu to Instagram. Dlatego jeśli macie ochotę wygrać słodką świecę, to wystarczy zrobić słodkie zdjęcie (słodycz może być dosłowna lub w przeności) i odpowiednio je otagować. Zasady są tutaj: KLIK

Jednocześnie do wygrania jest świeca w puszce Bomb Cosmetics Sugar and Spice - KLIK
bomb cosmetics ripple-licious

Macie swoich faworytów od Bomb Cosmetics? Polecicie mi jakieś soczyste owocowe zapachy?

Miłego dnia! :*

18 komentarzy:

  1. Mam 2 z tych 3 świec (brakuje mi tylko tej "edenowej"). Są bardzo urocze i na sucho pachną mega instenywnie, jednak po zapalaniu ich moc maleje...a szkoda. Chociaż z drugiej strony Sex on Fire zabija mocą na sucho, więc jak byłaby tak samo intensywna po zapaleniu, to chyba by mnie udusiła :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Te serduszka w środku są urocze! Nie miałam żadnej z tych świec, ale zwyklę 'palę' woski YC :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie miałam jeszcze nic od bomb cosmetics, ale trzeba przyznać, że opakowania mają urocze :)

    OdpowiedzUsuń
  4. O raju... widywałam je w Hebe (teraz nawet nie mam czasu tam zajrzeć) i zawsze wąchałam <3 Naprawdę bez zapalenia pachną przecudownie... A jak wyglądają, aż chce się je schrupać.

    OdpowiedzUsuń
  5. są śliczne i pięknie pachną, ja mam świecę flower power

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie miałam jeszcze tych świec, ale widziałam i wyglądają obłędnie, a na pewno tak samo pachną. :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Nie miałam jeszcze tych świec, ale wyglądają bardzo ciekawie

    OdpowiedzUsuń
  8. Nigdy miałam okazji używać tych świec ale wyglądają tak cudownie,że nie sposób przejść obok nich obojętnie :) Jak tylko spotkam Jelly Baby bootylicious jest moja! :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Zdjęcia zachęcające, opis zresztą też, ale jakoś zupełnie straciłam wenę do świec zapachowych...

    OdpowiedzUsuń
  10. Pieknie wygladaja, chyba szkoda byloby mi ich odpalac by nie stracic tego wygladu :D ale moze bez odpalania tez ladnie pachna? ;p

    OdpowiedzUsuń
  11. Rzeczywiście wyglądają przecudownie! kiedyś na pewno się skuszę :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Ciekawe jak pachną. Pierwszy raz spotykam się ze świeczuszkami w puszkach.

    hairoutine.com

    OdpowiedzUsuń
  13. Muszą niesamowicie pachnieć... a do tego pięknie wyglądają :)

    OdpowiedzUsuń
  14. W przypadku Sex on fire również pomyślałam od razu o Kings of Leon ♥ Jejku one wyglądają tak uroczo, że szkoda je odpalać..

    OdpowiedzUsuń
  15. Szkoda byłoby je palić ;)

    OdpowiedzUsuń
  16. Uwielbiam Bomb Cosmetics, ale jeśli chodzi o świecę to akurat wolę z Colonial Candle.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy pozostawiony komentarz.

Copyright © 2016 Balbina Ogryzek , Blogger