Ukrywanie bloga - taki wstyd!

Już nie raz i nie dwa wspominałam Wam, że o blogu przez bardzo długi czas nie wiedział nikt. Prowadzę go od czterech (!) lat, a dopiero niedawno przyznałam się najbliższym znajomym. Czemu? Bo jestem osioł. Paradoksalnie ma to swoje zalety.


Na początku pisałam dla siebie, bo zmagałam się z problemem wielkiego wysypu krost i grudek na twarzy. Podczytywałam inne blogi, szukałam porad i ciekawych kosmetyków, a blog służył mi za coś w rodzaju dziennika-notatnika. Ani się nie obejrzałam, gdy ludzie zaczęli do mnie zaglądać. Pamiętam pierwsze zdumienie i wielką radość, że kogoś to interesuje! 

Wymyśliłam zupełnie abstrakcyjną nazwę - Balbina Ogryzek, co nie miało żadnego głębszego znaczenia. Po prostu spodobało mi się to zestawienie, potrzebowałam jakiegoś nick'u, a nie wyobrażałam sobie pisać pod prawdziwym imieniem i nazwiskiem. Co zabawne, ten nick tak do mnie przylgnął, że sporo osób zwraca się do mnie per Balbina, a ja reaguję jak na swoje imię! Więc Balbina Ogryzek zostaje, za późno na zmianę.

Jako osoba ekstremalnie nieśmiała i niepewna siebie, nawet nie próbowałam się przełamać i pochwalić przyjaciółkom, że piszę bloga. Dodatkowo, że o kosmetykach... No proszę Was, ja rzadko kiedy w ogóle się maluję przed wyjściem! Co ze mnie za BEAUTY BLOGERKA?! No i pisałam o takich rzeczach jak szczotkowanie ciała, olejowanie włosów, olejowanie twarzy... co to za wymysły i czy nie powinnam się przypadkiem zająć czymś konkretnym? 

Im dalej w las, tym mniejszą miałam ochotę komukolwiek o tym mówić. Tak było wygodniej. Nie byłam narażona na ocenę znajomych i najbliższych. Nie musiałam się tłumaczyć, co to jest blog i co się tam robi. Nie musiałam się przyznawać, że dorosłe babsko testuje i opisuje kosmetyki. To brzmi niepoważnie. No i w ogóle, wszystkie inne blogi kosmetyczne są fajne i warte pokazania, tylko mój nie. Zanim odeślecie mnie w myślach (albo o, zgrozo! w komentarzach) do psychiatry, żeby popracować nad pewnością siebie, powiem Wam, że w końcu się przełamałam.

Po ok. trzech latach prowadzenia Balbiny Ogryzek przyznałam się najbliższym znajomym. Ale, halo! nie wszystkim na raz, powoli, stopniowo. Skręcałam się przed tym wyznaniem za każdym razem tak samo. Jakbym miała wyznać, że kogoś zamordowałam i ciało schowałam w łazience. Każdy z nich mnie zdrowo opieprzył, że nie ma się czego wstydzić i weź się, kobieto, ogarnij! () Co trochę pomogło. Bo przecież mam fajnych znajomych. Jakby uważali, że blog to nic nie warta głupota, to część z nic by mi o tym powiedziała.

Obiecałam sobie, że przestanę się wygłupiać, gdy na Balbinę trafi ktoś ze znajomych normalnie. No wiecie. Że wejdzie na bloga i wtedy pozna, że ja to ja. I kilka miesięcy temu dowiedziałam się, że znajoma mnie podczytuje! (Uściski Natalia! :D) A ja zamiast umierać ze szczęścia, byłam tak zmieszana, ze w ogóle nie wiedziałam co powiedzieć. Chyba muszę trochę popracować nad skrajną skromnością, bo to nie jest do końca normalne, no nie?

Druga rzecz - obcięcie włosów. Wierzcie mi lub nie, ale krótsza fryzura zmusza do odważniejszego podejścia do świata. Nigdy nie wierzyłam w takie brednie, ale coś w tym jest i zrozumieją mnie tylko posiadaczki długich włosów. Za nimi można się schować. Kropka.

W skrócie - dziś dodałam taki wpis na prywatnym fejsbukowym profilu:



Więc to już koniec chowania głowy w piasek. OK, no może nie do końca, bo opublikowałam go w sobotę rano, licząc, że większość ludzi będzie zajęta. :D Ale jak na mnie - TO SUKCES! I dowiedzą się wszyscy. Cała rodzina moja i męża. Znajomi z podstawówki, liceum, studiów i pracy. Wszyscy. Told them all. 

Ale wracając do pytania z tytułu posta - Dlaczego ukrywanie bloga przed światem ma swoje zalety? To proste. Ruch na blogu od samego początku był napędzany przez nieznanych mi czytelników, którzy wchodzili poczytać coś, co ich realnie interesuje. A nie tylko dlatego, że mnie lubią, albo (o, zgrozo do kwadratu!), żeby pohejtować nielubianą koleżankę z przedszkola! :D Przesadzam, ale wiecie o co mi chodzi. Nie czułam się też ograniczona pisząc o różnych dziwnych rzeczach, jak na przykład o złuszczających skarpetkach do stóp. Serio. W życiu bym o nich nie napisała, gdyby ktoś znajomy wtedy zaglądał. Zbierałam komentarze i lajki od osób, których nie znałam w rzeczywistości. Cieszy mnie to, że mój blog trafia do szerszego grona osób, a nie tylko do mamy, siostry i przyjaciółki. Ok, nie mam siostry, ale rozumiecie mój punkt widzenia. Teraz pokazując Balbinę znajomym nie czuję, że proszę o żebrolajki. Możecie się śmiać, ale dla mnie to komfortowa sytuacja :-) Każdy lajk i każde miłe słowo cieszy mnie niezmiernie, ale wiem, że nie są wymuszone. Tak, że: Boże, jak jej kiepsko idzie, dam jej lajka, niech się cieszy! :D

Jestem bardzo ciekawa, co o tym sądzicie. Ukrywacie bloga, czy wręcz odwrotnie? A jeśli nie prowadzicie własnej strony, to rozruszajcie wyobraźnię - powiedzielibyście o niej swoim znajomym? 

PS. Powyższy screen mojego prywatnego fejsa wrzuciłam też na Instagramowe Stories. Otrzymałam cenną radę, że nie powinnam moim czytelnikom pokazywać, jak bardzo niepewna siebie jestem, bo stracę mój autorytet blogera! Dziewczyny, mam autorytet blogera! :D A tak na poważnie, jeśli ktoś zagląda tu, bo liczy, że będę gwiazdorzyć, to przykro mi, ale mam zadatki raczej na antygwiazdę. 

Ściskam Was mocno i dziękuję za tyle pozytywnych słów pod poprzednią notką! Były mi potrzebne! :) 

49 komentarzy:

  1. Skąd ja znam to uczucie kiedy ktoś znajomy wpada na bloga :P Z tym, że ja od roku przeszłam zmianę nazwy na blogu i fp na swoje imię i nazwisko przez co wiele osób znajomych do mnie teraz trafia. Czasem ktoś w pracy coś mówi o tym co pokazałam lub opisałam na blogu i wtedy nie bardzo wiem co odpowiadać :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Odważne to było, nie powiem! Zmiana nicku a imię i nazwisko to wielki krok. Teraz nawet myślałam o czymś podobnym, ale zbyt wiele osób za mocno powiązało mnie z balbiną ogryzek i już tak zostanie, myślę :)

      Usuń
  2. O moim blogu wie tylko moja Mama i przyjaciółka :D Jakoś nie chcę nikomu mówic :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Doskonale Cię rozumiem! Przecież sama nikomu nie mówiłam przez 3 lata! :D

      Usuń
  3. Ja bloga nigdy nie ukrywałam ale też nie jetem z tych osób które przy pierwszym spotkaniu mówią "hej, jestem blogerem". Wszystko przyszło płynnie i stopniowo bliskie osoby zaczęły się dowiadywać o moim miejscu w sieci ;) Uważam, że nie trzeba się wstydzić prowadzenia bloga bo każdy ma jakąś pasję i fajnie jeżeli ją rozwija.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No i bardzo dobrze, masz zdrowe podejście do tematu! A ja się zachowuję trochę jak dzikus :) Najfajniej, że wyszło płynnie i stopniowo. Ja przez moje czteroletnie ukrywanie się musiałam zrobić coming out :-)

      Usuń
  4. Ja swojego bloga mam od maja 2011 roku (a więc ponad 5 lat), ale po pierwsze nie jest na tyle popularny, żeby nim się chwalić, a po drugie chyba dziwnie bym się czuła jakby zaglądał na niego ktoś znajomy ;) Kilka osób co prawda wie i odwiedza, a kilka po prostu wie, że prowadzę, ale nie zna adresu. Na razie chyba tak zostanie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No widzisz, myślisz tak, jak ja! Że nie jest na tyle popularny, żeby pokazywać go światu:) A przecież jest świetny! Mi się chyba nigdy swój blog nie będzie na tyle podobał, żebym była zadowolona. Wciąż jest coś nie tak.

      Usuń
  5. Też z początku ukrywałam, aż raz na złość namierzyła mnie jedna młoda dziennikarka i się wydało. :) Dobrze że się w końcu ujawniłaś, masz świetny blog i nie ma co go ukrywać :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja Zakątek Rudej prowadzę już też prawie cztery lata, a znajomi dowiadują się zazwyczaj przypadkiem... z google, albo instagrama :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale długo już piszemy! Cztery lata to kawał czasu!

      Usuń
  7. Zaleta ukrywania bloga jest fakt, ze nikt z pracy na niego nie wejdzie i można wtedy na nich popsioczyć ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha o tym nie pomyślałam, ale faktycznie dobre!:D

      Usuń
  8. Ja powiedziałam tylko dwóm bliskim przyjaciółkom, ktore mi lajkują każdy post na fb, a jak próbowałam zaprosić około 15 osób zaprosić do polubienia to nikt sie nie skusił 😞 generalnie nie mam zamiaru firmować swoim nazwiskiem bloga i jakoś mi dobrze ze jest ta ze świata realnego i tak blogerka... Obawiam sie ze znaczna czesc znajomych by miała ubaw ze mnie wiec liczę na obcych czytelników 😊

    OdpowiedzUsuń
  9. Ja ukrywałam bloga głównie dlatego, że nie byłam z niego do końca zadowolona. Tyle jest pięknych miejsc z cudnymi zdjęciami, że wolałam nie być do nich porównywana:P Ale po roku otrzymywania do domu paczek z kosmetykami mama zrobiła się podejrzliwa haha:D Żeby nie zostać posądzoną o przepuszczanie całej wypłaty przyznałam się, że piszę. Mama była zachwycona i wciąż, kiedy do mnie dzwoni popędza mnie do pisania :) Ale w końcu... rozesłałam też kilkudziesięiu osobom z listy znajomych zaproszenie do plubienia fanpage'a i każda zalajkowała:) Bardzo mnie to ucieszyło, bo wciąż widzę ich zainteresowanie. Nie mam dużego odbioru, więc i hejt jest mi obcy - nie bałam się, że nagle jakieś dziwne komentarze zaczną pojawiać się pod postami.

    OdpowiedzUsuń
  10. Mamy podobne natury Balbinko. Ja też długo dojrzewam do pewnych rzeczy. Poza tym anonimowość ma swoje zalety. Ja mam na przykład bardzo wścibską szefową dla której FB to główne źródło informacji. Zdziwiłabyś się do jakich rzeczy je wykorzystuje. Tak, więc pewnie też długo dojrzewałabym do ujawnienia prawdy. I nie wiem czy bym dojrzała :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Też gdzieś już czytałam, żeby nie pisać o swoich słabościach czy nieśmiałości bo się traci autorytet... Serio? Wydaje mi się, że jest wręcz na odwrót!
    Brawo za odwagę, choć zgadzam się z Tobą, że ukrywanie się miało swoje zalety (też przyznałam się po bardzo długim czasie :)

    OdpowiedzUsuń
  12. No w końcu wiem z kąd ta Balbina! :D tak trzymać girl! Ja niby mam tez gdzies tam w internatach bloga ale tez pod nickiem i bez prawdziwego nazwiska, nie chce by potencjalni rekruterzy czy ciotki o tym wiedziały, więc cie bardzo dobrze rozumiem. A tak na marginesie, to moim zdaniem skromność to ogromna zaleta której większości blogerek niestety brakuje. I da sie wyczuć czytając takie blogi ze poprostu zadzierają nosa i czują sie lepsze. Twój blog to twój osobisty sukces i powód do dumy. Pozdrawiam,
    Agnes Carter

    OdpowiedzUsuń
  13. Uwielbiam czytać Twojego bloga właśnie za tą szczerość! Ja swojego chętnie bym nieco dłużej poukrywała, no ale... wyszło szydło z worka, wszyscy wiedzą a ja czasami jeszcze za dużo paplam o tym, że czas zrywać się z imprezy, bo zdjęcia same się nie zrobią. Ale... właśnie ze względu na znajomych, nie poruszę wielu tematów, które gdzieś jeszcze mnie w głębi gryzą. Nie ze wstydu, ale z prostego powodu - nie chcę, by to im zrobiło się przykro. Mogłabym napisać wiele wpisów o tym, jak okrutni potrafię być ludzie i jak dać sobie z tym radę. Jak nie przejmować się, gdy inni zazdroszczą Ci rzeczy trywialnych. Wiem, że oni już trochę dorośli... a może i wyrośli? Wyrośli z tego, co robili kiedyś i niesmakiem byłoby ich teraz za to karać. Ale kto wie...

    A przyznanie się do blogowanie miało dla mnie jedną pozytywną stronę - mój wykładowca podczas oceniania oddanego przeze mnie tekstu, trafił właśnie na bloga, bo i tam umieściłam recenzje zaraz po jej napisaniu. I... no cóż, od niego to komplementu nie spodziewałabym się nigdy. A jednak!

    OdpowiedzUsuń
  14. Oj tak znam doskonale to uczucie... 30-sto latka pisze bloga o kosmetykach? Really?? Czy to nie jest zarezerwowane dla dwudziestolatek? Nie, dlaczego, skoro jest to świetną formą relaksu i pozwala mi się dobrze przy tym bawić. Poza tym, ile można zaczerpnąć inspiracji i informacji od koleżanek "po fachu" i to z każdego przedziału "wiekowego". Niemniej jednak o pisaniu wie mój mąż, bo tego się po prostu nie dało przed nim ukryć.. no chyba, że chciałam żeby uznał, że spędzając tyle czasu wolnego przed kompem prowadzę jakieś drugie życie w sieci ;);) Wie i wcale nie spotkałam się z ironią i niezrozumieniem z jego strony, sam czasem mówi, że zajrzał na bloga i sprawdził co nowego. Najbliższym przyjaciółkom jednak jeszcze nie zdradziłam, ale kusi mnie to coraz bardziej podczas naszych babskich wypadów na kawę. Kto wie, może niebawem :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Fajnie się się w końcu pokazałaś, a to iż wyznałaś, że nie jesteś pewna siebie sprawiwło, że pewnie sporo ludzi jeszcze bardziej Cię polubiło! :)
    Myślę, że powinnaś być z siebie dumna! :*

    OdpowiedzUsuń
  16. Ja również długo (choć znacznie krócej) ukrywałam swoją tożsamość. I powiem Ci w sekrecie, że teraz również dostrzegam tego zalety, bo ja - blogerka kulinarna - kiedyś anonimowa dla znajomych, teraz czasem rumienie się, kiedy przyjdzie mi ochota zjeść coś mega niezdrowego ;) no bo jak to?? pisze o zdrowym jedzeniu, a sama wcinam chemię?? ;))))
    Myślę jednak, że najważniejsze to być sobą. Czytelnik to wyczuje. Skoro nasi czytelnicy wracają i zwyczajnie nas lubią, to znaczy, ze nie jest z nami tak źle ;) jesteśmy sobą, jesteśmy wiarygodne :)
    Ściskam Cię mocno :*

    OdpowiedzUsuń
  17. Oj tak, ukrywałam bloga parę lat. Dopiero teraz zaczynam oznaczać siebie na FanPage i w ten sposób znajomi widzą mój blog :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Anonimowy20:41

    Trafiłam na Twojego bloga jakieś 3 miesiące temu przez przypadek,przeczytałam całego,później zorientowałam że Balbina to Ty. Mieszkamy w jednej miejscowości, chociaż jesteś pewnie z 12 lat mlodsza��albo więcej. Świetnie piszesz i to nie tylko porady kosmetyczne ( ja inspirowalam się poradami na temat włosów). Czytając opis podróży do Maroko widziałam te kozy i żyrandole. Nadal tutaj będę do Ciebie zaglądać.Pisz jak najwięcej,bo robisz to wyśmienicie

    OdpowiedzUsuń
  19. Aniu, ja też ukrywałam blog przed całym światem - dopiero rok temu któreś ze znajomych trafiło na stronę facebookową (a że nie mam problemów z pokazywaniem twarzy) od razu mnie rozpoznali i samoistnie się rozniosło wśród tych, które czytają blogi - reszta znajomych wciąż nie jest wtajemniczona. Tylko raz wstawiłam na swój prywatny profil odnośnik do facebooka Agnieszki bloguje, jednak po kilku godzinach go usunęłam. Nie chcę nikomu wyskakiwać z lodówki i być wszędzie, więc nie lubię linkować moich wpisów, mam również prywatny instagram, by odznaczyć Agnieszkę bloguje od prawdziwej Agnieszki Niżnik. I nie masz zupełnie czego się wstydzić ! Przyznam szczerze, że chyba zaczęłam Cię obserwować po Meet Beauty i wydaje mi się, że to jednak za późno :)) Ps. Przepiękne zdjęcie ♥

    OdpowiedzUsuń
  20. Skąd ja to znam... u mnie najbliżsi wiedzą, ale adresu im nie dałam. To właśnie przez ten wstyd - tylko... Twoim blogiem możesz się chwalić, mój cały czas wydaje mi się głupi ;)

    OdpowiedzUsuń
  21. Lepiej sie przyznac bo internet to globalna wioska. Trafilam na wiecej blogow znajomych z podstawowki niz bym przypuszczala ze istnieje:) ale faktycznie czytam i nie komentuje bo jakos tak mi glupio ze ktos sie zestresuje ze znajomy czyta a jeszcze sie swiatu nie oglosil jako bloger. ja bloga nie ukrywam ale tez nie chwale sie tym na pierwszym spotkaniu. Samo wychodzi.

    OdpowiedzUsuń
  22. Lepiej sie przyznac bo internet to globalna wioska. Trafilam na wiecej blogow znajomych z podstawowki niz bym przypuszczala ze istnieje:) ale faktycznie czytam i nie komentuje bo jakos tak mi glupio ze ktos sie zestresuje ze znajomy czyta a jeszcze sie swiatu nie oglosil jako bloger. ja bloga nie ukrywam ale tez nie chwale sie tym na pierwszym spotkaniu. Samo wychodzi.

    OdpowiedzUsuń
  23. Ja na początku też bardzo się tym krępowałam, gdy moje pwisy czytał ktoś, kogo faktycznie znam. Ale już mi przeszło, choć nie powiem, nowo poznanym osobom jakoś nie chwalę się od razu, że prowadzę bloga ;D

    OdpowiedzUsuń
  24. Ja też ukrywam ten fakt. Jednak ja już przeżyłam wyśmiewanie innych osób ze szkoły i nie chcę dawać kolejnych powodów do takich zdarzeń. Myślę że w maju po maturach wszyscy oni znajomi się dowiedzą. A że do szkoły już wtedy nie będę wracać, nie będę musiała się przejmować tym że się śmieją :-)

    OdpowiedzUsuń
  25. Wg mnie nie powinno się ukrywać tego, że prowadzi się bloga. Jeśli komuś to nie pasuje to niech się nie wypowiada, nie odwiedza go i tyle w temacie ;) Pozdrawiam! :*

    OdpowiedzUsuń
  26. Ja swojego bloga prowadzę 4 lata już i wie w sumie brat i rodzina, ze coś tam 'mam', ale żeby się chwalić tym jakoś to nie :) W sumie nie chcę, żeby znajomi postrzegali mnie jako 'tą co ma bloga' :D Chociaż teraz w sumie już się tak nie przejmuję tym.

    OdpowiedzUsuń
  27. Ja w ogóle nie odbieram Ciebie jako nieśmiałej osoby :) A ukrywanie bloga nie jest mi obce, sama strzegłam tej tajemnicy dobre dwa lata, długo mi zajęło przyznanie się do tego że piszę coś tam w necie o szmince czy lakierze. Teraz mam do tego stosunek obojętny, nie chwalę się i nie przedstawiam od razu jako blogerka, ale też nie ukrywam.

    OdpowiedzUsuń
  28. Ja wciąż jeszcze jestem na etapie chowania głowy w piasek. Nie mam odwagi, by wszystkim, ot tak, oznajmić, że prowadzę blog. Być może, za jakiś czas, zmienię podejście. Teraz linka "podsuwam" nielicznym znajomym - i to tylko dlatego, że opisuję tam również kolejny etapy mojej podróży.
    Brak pewności siebie jest oczywiście głównym argumentem. Jednak, podobnie jak Ty na początku, nie chcę napędzać bloga "sztucznymi" wejściami :)

    OdpowiedzUsuń
  29. Ja na początku się strasznie bałam, potem jedna koleżanka znalazła link gdzieś na wizażu i zrobiła z tego bekę. A teraz kilka osób podczytuje i mi jakoś to wisi :D Niech się śmieją, jak nie rozumieją o co chodzi. Ale też sporo koleżanek zaczęło mnie podpytywać o różne rzeczy, niektórym zaczęłam po prostu podsyłać link do bloga, jeśli już o tym pisałam :)

    OdpowiedzUsuń
  30. Początki są zawsze trudne i ciężko przyznawać się do porażki, więc postanowiłam powiedzieć innym o blogu dopiero jak się uda go rozkręcić :D
    pozdrawiam,
    http://ylali.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  31. Może i ja się kiedyś odważę! To swoją drogą ciekawe, że tworzymy coś, z czego jesteśmy dumni, ciągniemy to, staje się to naszym hobby a jednak tak trudno jest się pochwalić albo chociaż przyznać..

    OdpowiedzUsuń
  32. Bardzo ciekawy wpis! Sama prowadze podróżniczk-modowo-kosmetycznego bloga od 3 lat i nie mówię o tym głośno. Możę trochę się wstydzę, bo jest to bardziej mój pamiętnik i wstydzę się negatywnych opinii. Kocham robić zdjęcia ale nie jestem w tej dziedzinie fachowcem choć sądzę, że oko mam dobre i chciałabym się tym na szerszą skalę podzielić, ale tak jak sama napisałaś nie chę łaskawych lajków, chciałabym zainteresować po prostu ludzi w koło tym co robię i podzielić się swoją pasją, ale absolutnie nie chwalić bo raczej nie ma czym.

    Pozdrawiam serdecznie
    AJ

    OdpowiedzUsuń
  33. Napisane bardzo zabawnie i bardzo prawdziwie. U mnie o blogu wie chłopak, kilku znajomych i rodzina, ale na razie też jestem w tej strefie zaplecza. Zobaczymy co to będzie;D

    OdpowiedzUsuń
  34. Wpadłam na Towjego bloga zupełnie przypadkowa, wklepując w google bolącą skórę głowy... Poczytałam troszkę Twoich artykułów na ten temat, sama mam długie włosy, ale na tą chwilę nie będę decydować się na ich ścięcie. Możliwe, że skóra jest zmęczona... Chciałabym jakoś na to zaradzić, ale nie widzę żadnego rozsądniejszego wyjścia jak pójście do dermatologa. Jestem jednak zrażona do tego typu lekarzy... Kilka lat temu zmagałam się z ostrym trądzikiem i lekarka zamiast mi pomóc, pogorszyła sytuację. Nie chcę przyklejać etykietki zaraz do wszystkich dermatologów, chciałam tylko przybliżyć skąd pochodzi moja nieufność. Och, ale się rozpisałam...
    Co do tematu - wciąż ukrywam swój blog przed większością znajomych, jestem jednak o krok dalej, bo większość z nich wie o moim fanpejdżu z poezją na twarzoksiążce, którą piszę od wielu lat. Myślę, że to kwestia czasu. Szkoda chwili na strach, wychodzę z założenia, że więcej czerpie z życia ten odważny! :D Pozdrawiam ciepło :)
    PS Nie działa zakładka "O mnie"

    OdpowiedzUsuń
  35. Do tej pory ukrywam swojego. Wie o nim tylko kilka koleżanek z Internetu i mój mężczyzna, ale i tak przyznałam się dopiero, kiedy stałam już pod ścianą i nie było innego wyjścia. Podziwiam Cię, że odważyłaś się na takie "wyjście z szafy" - moi znajomi by mnie zżarli :) I wiesz, co mnie od większości blogerek odrzuca? Właśnie sztuczna pewność siebie. Idealne osoby, idealne białe biurka, wszystko takie idealne, że... aż nieprawdziwe. Nie lubię takich osób - ale Ciebie lubię (mimo, że mnie tu dość rzadko widać) i tak trzymaj dalej, Balbino, bądź sobą, a nie kolejnym produktem blogosfery! :)

    OdpowiedzUsuń
  36. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń
  37. Brawo za odwagę, ja wciąż na pół gwizdka. Najbliżsi wiedzą, coraz dalsi też, ale pewna część rodziny jeszcze nie ma pojęcia, bo wciąż na myśl o tym odczuwam dyskomfort. Ale aleeee moja drogaaaa GDZIE SĄ NOWE TREŚCI?!?!

    OdpowiedzUsuń
  38. Cześć, dopiero odkryłam tego bloga, ale bardzo podoba mi się twoje podejście oraz determinacja. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  39. Myślałam, że tylko ja mam takie odczucia :) Ufffff.
    Trafiłam na ten post przez przypadek i muszę powiedzieć, że też mam tak samo. Mój blog jest nowy (no dobra, ma pół roku, ale cały czas mi się wydaje, że jeszcze tyyyle tam roboty, szczególnie do poprawiania). I łatwiej jest mi pokazać bloga obcym, czy garstce znajomych (tym najbardziej zaufanym). Dla mnie mega wyzwaniem jest podpisywanie się swoim imieniem + dodanie zdjęcia na bloga :) Nie ściemniam, jestem autentyczna w tym, co piszę i robię, i w sumie to nawet nie wiem, czemu tak się zblokowałam. Łatwiej mi było pisać pod swoim nazwiskiem w pewnym serwisie, niż teraz pisać na własne nazwisko u siebie :( Mam wyzwanie noworoczne ;)

    OdpowiedzUsuń
  40. No tak u mnie podobnie, najpierw nikomu nie mówiłam, potem stopniowo najbliższym :) A z krótszymi włosami to faktycznie coś w tym jest, też ostatnio obcięłam i już nie można się schować za nimi.. :)

    OdpowiedzUsuń
  41. Właśnie fajnie, że się do tego przyznałaś, tzn. do tego, że jesteś niepewna. Jesteś sobą i to jest najważniejsze. Ja wróciłam di blogowania niedawno i jak na razie też mało kto z moich najbliższych wie, że go mam. Jak na razie nie zamierzam tego zmieniać. Może kiedyś, z czasem :)

    OdpowiedzUsuń
  42. Też byłam strusiem, głowę trzymałam we własnej piaskownicy odgrodzonej płotem. Nie dopuszczałam nikogo, nawet mój M. był zastraszany, że w posty ma nie wchodzić, nie czytac i ogólnie to strona ma być zablokowana. Może wynikało to z potrzeby stworzenia swojego miejsca, własnego kącika a dopiero później zapraszania gości. U mnie blog był samotnią, wierzyłam,że czasem ktoś tam zajrzy, coś skomentuję, ale ogólnie nie wytrącałam się z zamysłu, że jestem sama na mazgoo. Pisałam dla siebie i osób które miały problem, chciałam pomagać, uświadamiać, chronić przed błędami. Nigdy nie zależało mi na popularności, kasie bo wyszłam z inną misją a niestety wiele osób wypływa z założenia "będę pisała bloga zabije mnie dźwięk spadających złotych monet". Teraz wyjdzie ze mnie chamstwo i buractwo ale gdybym marzyła o zostaniu celebrytką to pewnie nie podjęłabym studiów, nie skończyła kilku kierunków tylko zaczęła inwestować w swoje zmysły do ściankowania. Jest to werdne, ale tak wielu dziwnych ludzi poznałam, nawet w blogosferze, niby mówi sie, że jesteśmy jedną wielką rodziną ale to jeden wielki bullshit, jesteśmy mega różni i dzieli nas praktycznie wszystko, ale są blogi do których wracam jak aborygeński boomerang ;) Myślę, że bloggerzy którzy tworzą jakaś kreację robią wiele rzeczy na pokaz i nie mają problemu z pokazaniem światu swych treści. Czasem bolesnych ale jednak :P

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy pozostawiony komentarz.

Copyright © 2016 Balbina Ogryzek , Blogger