Zepsuta tarczyca - niedoczynność i Hashimoto - moja historia

Uważam, że tarczyca zepsuła mi się za karę. Zawsze gdzieś w środku po cichu myślałam sobie, że jak ktoś jest gruby, to znaczy, że jest leniwy i tyłka mu się nie chce ruszyć ani sałaty wsuwać. Więc najwidoczniej życie mi zechciało pokazać, że otóż nie! babo, nie jest tak jak myślisz, rozreguluję Ci hormony, to zobaczysz, jak to fajnie biegać, wsuwać sałatę i tyć z powietrza. 






Moja tarczyca i jej wybryki diametralnie wpłynęły na moje życie w ostatnim roku. Nigdy wcześniej nie spodziewałam się, że jeden delikatnie rozregulowany narząd wewnętrzny potrafi tyle namieszać. Poza tym odkąd zaczęłam na Instagramie wspominać o tarczycy, zmianie diety i takich tam, zalała mnie fala wiadomości, że macie tak samo! Dlatego na zaproszenie laboratorium Diagnostyka postanowiłam napisać o tym, jak to się zaczęło, co się zmieniło w moim życiu i co mi pomogło. Bo może macie podobne objawy i warto zrobić potrzebne badania. 

Objawy choroby tarczycy - niedoczynność i Hashimoto -
[czyli, co powinno mnie zaalarmować, a co zignorowałam mając na wszystko swoje wytłumaczenie.]

Perspektywa wagi

Zaczęło się od gwałtownego przybrania na wadze. W ciągu 6 miesięcy przytyłam 15 kg. Nie wiedziałam co się dzieje, nie zmieniłam nic w mojej standardowej diecie ani w stylu życia. Co prawda nie jadłam jednego listka sałaty dziennie, ale odżywiałam się całkiem OK. Wiecie, jeśli zaglądacie na mój Instagram, wrzucam tam moje owsianki, owocowe koktajleobiadydesery, sałatki i dużo owoców. Lubię zieleninę, nie lubię smażonego, nie przepadam za fastfoodami, nie piję słodkich napoi, piję dużo wody, alkohol pojawia się bardzo rzadko. Moim największym jedzeniowym grzechem były, są i będą słodycze (czekolada!) i kawa (kawa!!). Stwierdziłam, że tak być nie może, biorę się za siebie i uwaga! odstawiam słodycze i schodzę do jednej kawy dziennie! Po dwóch tygodniach kilo do przodu. No to OK, nie ma zmiłuj, posłucham wszystkich trenerów personalnych, przeliczę kalorie, przeczytam wszystkie artykuły, co jeść, jak ćwiczyć, 5 małych posiłków, białko tu, białko tam, bieganie i Mel B w domu. Po dwóch miesiącach nie schudłam ani grama (jedyny plus, że przestałam tyć), a na dokładkę dostałam zapalenia stawów. Miałam ochotę siąść w kącie i płakać (co też uczyniłam).  

Perspektywa wyglądu

O obrzęku i opuchliźnie nie muszę wspominać? O tym, że czam się jak dorodny pomidor też chyba nie? Doszło do tego skrajne wysuszenie skóry ciała. W niektórych miejscach skóra potrafiła mi się nawet łuszczyć, taka była wysuszona, ściągnięta i podrażniona. Swędziała okropnie. Na początku myślałam, że to reakcja alergiczna na jakiś kosmetyk. Dodatkowo pojawiło się wzmożone wypadanie włosów. A że miałam je jeszcze wtedy bardzo długie, to nie dało się tego nie zauważyć. Ból skóry głowy się nasilił. 

Perspektywa samopoczucia

Już w marcu roku czułam się bardzo źle. Musiałam użyć całej siły woli, aby każdego dnia zwlec się z łóżka. Byłam wiecznie przeokropnie zmęczona, że nie miałam siły na najbardziej podstawowe codzienne czynności. Najchętniej spałabym na okrągło, choć nigdy nie byłam wyspana. Wszystko wydawało mi się bez sensu. I te okropne wahania nastrojów, jakby PMS trwał wiecznie. W marcu zwalałam to na karb wiosennego przesilenia. W kwietniu byłam na siebie wściekła, bo jak można być tak leniwym człowiekiem i wiecznie narzekać, ziewać i drzemać?! W maju poszłam po rozum do głowy i wybrałam się w końcu do lekarza.

Maraton po przychodniach

Mogłabym śmignąć o tym trylogię, ale nie chcę zabierać sławy Sienkiewiczowi, więc postaram się skrócić do minimum. 

Pierwsze kroki skierowałam do lekarki rodzinnej, w końcu od czegoś jest, no nie? Jednak nie wiedziałam co odpowiedzieć na pytanie, co mi dolega. No bo w sumie, co się działo? Zmęczona byłam. Przytyłam. Stawy mnie bardzo bolały, ale może to na zmianę pogody? To nie są żadne wyraźne, konkretne objawy, jak gdy ma się anginę (Pani, taka gorączka wysoka była!) albo gdy złamie się rękę (Pani, aż dotąd kość wystawała!) i czułam się jak największa maruda na świecie. Ale zostałam skierowana na podstawowe badania. 

Zgodnie z wynikami powinnam czuć się jak młody bóg! Wszystko idealnie w granicach, tylko cholesterol (pierwszy raz w życiu) bardzo podniesiony. (Chcę zaznaczyć, że TSH miałam w normie!) Zalecenia mojej lekarki - nie marudzić, poćwiczyć trochę, nie jeść smażonego kotleta w panierce. Na moje 'ale psze pani, ja nie jem smażonego mięsa, bo najzwyczajniej w świecie nie lubię' usłyszałam, że 'tak, tak, każdy tak mówi, a je'. Więc zwinęłam manatki i poszłam być chora gdzieś indziej.

Najwidoczniej moja mama ma dobre oko, bo zasugerowała, że szyja mi jakoś podejrzanie zgrubła. Uparła się i wysłała mnie prywatnie na USG tarczycy. Lekarz nie wiedział na jakie badanie przychodzę, ale jak tylko weszłam w drzwi wykrzyknął 'O, sacrebleu! ale wielka tarczyca!'. Tak więc cóż... Dzięki, lekarzu rodzinny, że nawet na mnie nie spojrzałeś. 

Z tego miejsca poszło już szybko. USG wykazało znaczne powiększenie tarczycy oraz 11 milimetrowy guzek. Endokrynolog zlecił mi szereg badań (hormony tarczycy fT3, fT4, przeciwciała antyTPO, antyTG, witaminę D3, kortyzol)  i wyszło szydło z worka. Diagoza - niedoczynność plus Hashimoto. Szczęśliwie guzek niezłośliwy (biopsja - nieprzyjemne badanie). Szczęśliwie wahania hormonów niewielkie. Jednak mimo wszystko jestem bardzo wdzięczna mamie, bo gdyby nie ona olałabym sprawę i pewnie do tej pory wyglądałabym już jak nieszczęśliwa Buka.

 Zmiany

Endokrynolog oczywiście się mną nie wzruszył, bo ma na pęczki takich przypadków jak ja. Dowiedziałam się tylko, że za moje problemy z wagą odpowiada spowolniony metabolizm, że powinnam nauczyć się relaksować i mniej stresować (podwyższony kortyzol), że czym prędzej powinnam suplementować się dużymi dawkami witaminy D3 (skrajny niedobór), że proponuje mi na razie najmniejszą dawkę hormonów i że sugeruje odstawienie glutenu, ale to już moja decyzja. Zgodziłam się na wszystko, tylko nie na hormony. Postanowiłam sobie, że przeczytam, co tylko Internet urodził na temat niedoczynności i Hashimoto, że spróbuję poradzić sobie w inny sposób niż hormonami, a jeśli po pół roku nic nie drgnie, zacznę przyjmować tabletki. Wzruszył ramionami i wyciągnął rękę po kasę, więc założyłam, że się zgadza.

Wiem, że to dla wielu z Was kompletna głupota, ale po kilku latach leczenia tabletkami i tradycyjnymi sposobami moich migren (wpis z 2012 roku, wybaczcie jego wygląd), po tylu latach efektów ubocznych i zerowej skuteczności, po uszkodzeniu wzroku w jednym oku przez ciągłą aurę migrenową, nie podchodzę chętnie i z entuzjazmem do kolejnych tabletek, kiedy wiem, że można spróbować inaczej. Absolutnie nikogo do niczego nie namawiam, to tylko mój wybór, ale czy zmiana diety podziałała czy to tylko placebo, fakt pozostaje faktem, od 5 lat nie miałam żadnej migreny.

Jak zaplanowałam, tak zrobiłam. Razem z mamą rzuciłyśmy się na Internet i przeczytałyśmy co tylko możliwe na temat tarczycy. Wpisy na stronach medycznych, pisane przez wykwalifikowanych lekarzy, na blogach, przez dietetyków czy inne osoby cierpiące na te same przypadłości. Czasem informacje się wkluczały, ale główne założenia pozostały te same. Nie spożywać: glutenu, laktozy, warzyw strączkowych i psiankowatych (pomidory, papryka), soi. Ograniczyć cukier, kawę, czarną herbatę. Wsuwać kiszonki na poprawę prac jelit i pić rosołki, które są źródłem kolagenu. Jedynymi odstępstwami od tych założeń przez ostatnie 10 miesięcy było jakieś 5 piw (gluten), w sezonie wsuwałam nasze własne pomidory (no błagam, z tego za nic nie zrezygnuję) i piję jedną, max dwie kawy dziennie. 

Efekty tarczycowej diety 

Po sześciu miesiącach mojej diety wyniki hormonów tarczycy i przeciwciał się poprawiły. Nie mogę powiedzieć, że się wyleczyłam, bo wciąż im trochę brakuje do normy. Ale czuję się pozytywnie nakręcona do dalszego trzymania się moich założeń. W czerwcu mija kolejne sześć miesięcy i już nie mogę się doczekać, żeby sprawdzić, czy mam się z czego cieszyć. 

Wyniki najważniejsze. Jednak inne, dostrzegalne na pierwszy rzut oka efekty, to... w końcu schudłam 10 kg! Stopniowo razem z poprawą hormonów spadała moja waga. Najśmieszniejsze jest to, że kiedy intensywnie biegałam, ćwiczyłam i ograniczyłam cukier do zera nie chudłam w ogóle. A gdy przez ostatnie miesiące jadłam słodycze, kompletnie nie ćwiczyłam, bo nie miałam czasu, waga zaczęła stopniowo lecieć w dół. Ach, te hormony!

Skóra mi się znacznie poprawiła, nie łuszczę się już jak jaszczurka, ale wciąż jest sucha i bez dobrego balsamu po kąpieli ani rusz (aktualnie Phenome Warming all-body butter). Niestety włosy wciąż lecą garściami. Dobrze, że mam tak gęstą fryzurę, inaczej już chyba byłabym łysa. Ale nie jest mi do śmiechu. Najbardziej dotkliwą dolegliwością są silne bóle stawów, które mnie dopadają od czasu do czasu kompletnie bez ostrzeżenia. Ale i tak są łagodniejsze niż rok temu. No i najważniejsze - samopoczucie mi się poprawiło. Skończył się wisielczy humor i wzdychanie 'wszystko jest bez sensu'. Może nie tryskam jeszcze optymizmem i nie jestem wulkanem energii, ale sama najlepiej czuję, że jest znaczna poprawa w moim humorze. 

Wnioski

Zdaję sobie sprawę, że miałam dużo szczęścia i choroba została zdiagnozowana bardzo szybko. W innym przypadku przy większych wahaniach hormonów moja dieta mogłaby niewiele pomóc a niezażywanie hormonów zaszkodzić. 

Jednak jeśli obserwujesz u siebie podobne objawy, to nie czekaj, tylko wybierz się na badania tarczycy. I najlepiej witaminy D3. Bo jeśli sama się sobą nie zainteresujesz, to lekarze też się nie będą nad Tobą wzruszać. 

Moją tarczycową historię opowiedziałam na zaproszenie laboratorium medycznego DIAGNOSTYKA, która zainicjowała ogólnopolską kampanię profilaktyczną 'Czy wszystko gra?'. Laboratorium to oferuje również bony i nagrody na badania genetyczne. Więcej informacji znajdziecie na stronie wszystkogra.diagnostyka.pl, gdzie możecie też wziąć udział w konkursie i wygrać Luksusowe Odmłodzenie lub Detoks w SPA ❤ 

Mam nadzieję, że tarczycowe problemy Cię nie dotyczą. Jednak jeśli i Tobie tarczyca się zepsuła, życzę Ci dużo wytrwałości w jej nprawaniu :) Poniżej linkuję do stron, które najwięcej pomogły mi w ustalaniu mojej tarczycowej dogi:


 

17 komentarzy:

  1. Bardzo dobrze, że o tym piszesz! ❤

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo się cieszę, że tak uważasz :*

      Usuń
    2. Również tak myślę. Ja się też męczyłam z powodu hormonów od 2011 i boje się tego co będzie po zakończeniu kp.

      Usuń
    3. Trzymam kciuki, żeby wszystko było OK ❤

      Usuń
  2. Bardzo interesujący wpis. Też mam chorobę tarczycy, ale jak profesor kiedyś powiedział, mój przypadek zdarza się raz na 15 lat. Nic z tym nie mogę zrobić, muszę brać leki do końca życia, z niczego moja tarczyca się nie ureguluje. Mam tarczycę ektopową, przy podstawie języka. Nie można mi za bardzo obniżać leku bo rośnie wole właśnie tam sobie. Stresy napędzają a ciśnienie rośnie do ponad 250. Lekarze rodzinni olali sprawę, już kiedy byłam dzieckiem i przestałam rosnąć. Dzięki mojej mamie udało się urosnąć do 157, ale z tym czymś na języku, nikt nie jest w stanie pomóc ;) Całe życie jak kalectwo ;)) Hashimoto występuje też u mojej siostry i córki, serdecznie współczuję, dbaj o siebie :*

    OdpowiedzUsuń
  3. Na szczęście jesteś już na prostej drodze a ja nadal w ciemnej dupie ... znaczy się jak mam powiekszone wole, USG zrobione a wyniki hormonów w normie ;o no i co tu robić? :> i tak czekam sobie i czekam ;>

    OdpowiedzUsuń
  4. U mnie jest odwrotnie - tzn każda wizyta u nowego lekarza (niezależnie od specjalności) zaczyna się od pytania czy na tarczycę choruję bo mam jakąś powiększoną. Robiłam USG, wszystkie badania i na szczęście wszystko jest ok, ale za każdym razem muszę to tłumaczyć ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Najwazniejsze to się zdiagnozować, co nie jest takie łatwe... dziwi mnie tylko duża tarczyca i hashimoyo, bo to się wyklucza... Co do diety - zainteresuj się dietą przyspieszajaca metabolizm, mi pomaga wyregulować hormony :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moglabys podrzucic godny zainteresownia link albo dwa? Dzieki :)

      Usuń
  6. Powiem Ci tak. Miałam to samo, co Ty, te same objawy i to samo podejście. W końcu poszłam do rodzinnej, która zbyła mnie w taki sam sposób, przepisując mi witaminę C!! Wkurzyło mnie to strasznie, ale w sumie nic z tym nie zrobiłam, bo przypisałam te objawy mojemu trybowi życia. A tarczyca wyszła przy okazji pobytu w szpitalu. Dziś zrobiłam badania żeby mieć wyniki zanim pójdę do endokrynologa w przyszłym tygodniu:) Twój post spadł mi jak z nieba, bo sama sie zastanawiam nad tymi lekami.

    OdpowiedzUsuń
  7. Anonimowy09:16

    U mnie chwile przed diagnozą niedoczynności przeszlam pierwszą migrene, teraz co kilkanaście dni jak czuję że boli głowa lekko to cisne leki na zapas. A co do samych hormonów... Półtora miesiąca euthyroxy 37,5mg teraz letrox 50. O ile przestałam się czuć zmęczona na euthyroxie to po 10 tabsach letroxu znów muszę spać w dzień. Tylko tsh mam ponad norme i nie chce spadać:( Za to ft3, ft3, anty Tg, antyTPO w idealnej normie. Nie wiem nie mam już po prostu sił czuć się jak stara baba i narzekać, że bolą mnie nerki, korzonki, podbrzusze, jelita, że łokcie suche aż pieką, że kolana "brudne", że tydzień się nie zalatwialam, że nie mogę się uczyć, paznokcie pękają.

    OdpowiedzUsuń
  8. O jeny, ale szybko to wszystko u Ciebie się działo! U mnie zaczynało się bardzo powoli, ale przez to też długo ignorowałam objawy bo wydawało mi się, że to po prostu zwyczajne zmęczenie itp. No i wtedy jeszcze się nie słyszało o Hashimoto :( Ale zmieniłam ginekologa (który jest też endokrynologiem) i teraz jest super. Nigdy nie byłam sceptycznie nastawiona do euthyroxu, bo wg mnie co innego lek/xenobiotyk, a co innego uzupełnianie niedoborów naturalnych związków z kontrolą badań krwi. Wydałam miliony monet na badania itp (i wciąż wydaję), ale choć płaczę jak płacę to lekarza nie zmienię, bo czuję się super. Włosy przestały tak wypadać, choć wciąż jest licho. Heh, jak zaczęłam chorować to miałam piękne włosy do pasa (a bywały dłuższe), ale każde ich mycie zatykało odpływ na amen i tak się przeżedziły, że mogę mieć co najwyżej do ramion, bo inaczej wyglądam strasznie, a mój warkocz jest grubości palca. BTW na włosy spróbuj suplementację żelazem (oczywiście po sprawdzeniu badań krwi - ferrytyna, zresztą żelazo i tak jest na receptę). I tak jak piszesz suplementacja witaminy D jest super ważna. Na samym początku robiłam szerokie badania krwi i brałam sporo suplementów, ale teraz już tylko witaminę D, bo wszystko inne mam w porządku :)
    Gluten też odstawiłam na jakiś czas i zaczęłam dzięki temu czuć poprawę, po jakimś czasie stopniowo wracałam do glutenu i obserwowałam jak organizm reaguje i po jakichś dwóch latach wszystko się ustabilizowało i normalnie jem gluten. Odstawiłam też na 3 miesiące nabiał krowi, ale nie dało to u mnie żadnej różnicy, więc normalnie piję mleko itp.
    Cały czas jednak próbuję schudnąć. Od lat uwielbiałam ruch i ćwiczenia, potrafiłam codziennie chodzić na treningi taneczne i jeździć kilkanaście km rowerem, bo po prostu to uwielbiałam, ale w żaden sposób to nie wpływało na rosnącą oponkę, a jem zdrowo. Na razie odpuściłam intensywne ćwiczenia, bo najwyraźniej mi nie służą, choć trochę mi tego brakuje. Cały czas też walczę, żeby schudnąć, mam nadzieję, że w końcu uda mi się wrócić do sensownej wagi.
    Ale się rozpisałam ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Anonimowy07:46

      Jedząc gluten i nabiał nie schudniesz, ani nie pomożesz swojej tarczycy. Gluten ma podobną budowę cząsteczkową do komórek tarczycy, jego spożycie powoduje atak organizmu na wlasne tkanki a nabiał dodatkowo rozszelnia Twoje jelita.... także pomyślałabym na Twoim miejscu najpierw o zgłębieniu wiedzy, bez tego nie schudniesz, a z czasem może przyjść kolejna choroba autoimmunologiczna... jest jeszcze super strona Izabeli Wentzl o hashi, polecam.

      Usuń
  9. poczytaj też na ten temat u Małgosi z qchenne inspiracje, ona ma bardzo duża wiedzę może coś Ci sie przyda

    OdpowiedzUsuń
  10. W zeszłym roku usłyszałam tą samą diagnozę - Hashimoto plus niedoczynność, o której nie miałam pojęcia! Sama poszłam na rozszerzone badania ale u mnie chyba nie jest tak żle. Nigdy nie tyłam, jestem szczupła od zawsze. Teraz jestem w ciąży - 8 miesiąc i biorę hormony Eltroxin ( na szczęście wszystko szybko się unormowało). Przytyłam tylko 10 kilo i czuję się w miarę dobrze. Jestem pod stałą kontrolą lekarza więc się nie martwię. Wytrwałości życzę kochana :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Balbin wie - ja też się zmagam ;] Dominujący objaw - ujemna odporność i depresja, zaraz za nimi fatalne włosy i paznokcie. Pozdrawiam :)

    Dzika Wózkowa wyjaśnia *ujowe włosy! http://www.dzikawozkowa.pl/2015/06/skora-wosy-paznokcie-w-niedoczynnosci.html

    OdpowiedzUsuń
  12. Ilość dziwnych i niepokojących chorób wzrasta z roku na rok i czasami bardzo trudno jest zawalczyć o swoje zdrowie, skoro lekarze mówią że nic nam nie jest. Dobrze, że się nie poddałaś i udało ci się dowiedzieć co ci dolega. Jak już wiadomo czemu "boli" to łatwiej to leczyć. Życzę ci dużo wytrwałości.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy pozostawiony komentarz.

Copyright © 2016 Balbina Ogryzek , Blogger