Aloedermal - przeciwzmarszczkowy krem do twarzy z aloesem

Szanowni Państwo, dzisiaj przed Państwem po raz kolejny występuje Jej Wysokość, Markotna Księżniczka, Moja Skóra Twarzy. Oklaski. 

Akt pierwszy. Jej Wysokość przechyla się przez małe okienko w zamkowej wieży. Na scenę dziarsko wkracza Wujek Google.

- O Pani, niech Wasza Wysokość uważa, bo jeszcze wypadnie!
- Och, właśnie rozważam, skoczyć czy nie skoczyć, bo dość mam takiego życia!
- O Pani, podziel się proszę zmartwieniami ze swym wiernym sługą! Będę dźwigać to brzemię! 
- Poszukuję odpowiedniego kandydata na stanowisko mojego Nadwornego Kremu Nawilżającego, ale nikt nie spełnia moich wymagań!
- Zdradź mi, O Pani!, swoje tajne kryteria, a ja Ci wyszukam najodpowiedniejszego pretendenta!



Pewnego dnia otrzymałam propozycję przetestowania kremu do twarzy. Jeśli mnie chwilę czytacie, to wiecie, że z kremami do twarzy mam trudną relację. Nawet przez jakiś czas zupełnie odstawiłam kremy i nawilżałam skórę czystymi olejami (to nie był dobry pomysł, bo oleje nie nawilżają, tylko natłuszczają!). Na szczęście teraz już jestem mądrzejsza i doceniam dobre kremy. No więc dostałam propozycję przetestowania kremu. Moja wewnętrzna bogini (skoro panna Steel może mieć boginię, to ja też) podpowiadała mi, żeby brać! Bierz krem, babo, lubisz nowe kosmetyki, nad czym się tu zastanawiać, krem nawilżający, krem przeciwzmarszczkowy, ciekawa nazwa i z aloesem, bierz! O, Święty Barnabo! Na szczęście mieszka we mnie również rozsądna dusza Pani Małgorzaty Linde z Avonlea, która absolutnie zakazała mi zgadzać się na cokolwiek przed poznaniem składu i opinii innych. I chwała jej za to!

Po krótkim acz intensywnym researchu w sieci, trafiłam na pozytywą recenzję Italiany, mojego twarzowego guru, więc nad czym się tu zastanawiać. Jeśli krem zyskał aprobatę tej wymagającej osoby, wypróbowanie go było dla mnie czystą przyjemnością. Poza tym, spójrzcie na skład:


Aqua, Myristyl Myristate, Cetearyl Alcohol, Caprylic/Capric Triglyceride, Glycerin, Olea Europaea (Olive) Oil Unsaponifiables, Butyrospermum Parkii Butter, Cetearyl Glucoside, Chondrus Crispus Extract, Glyceryl Caprylate, Phenoxyethanol, Vitis Vinifera Fruit, Meristem Cell Culture, Aloe Barbadensis Extract, Tocopherol, Helianthus Annuus Seed Oil, Glycyrrhetinic Acid, Sodium Hyaluronate, Xanthan Gum, Sodium Phytate, Parfum, Sodium Benzoate, Potassium Sorbate, Butylphenyl Methylproprional, Hydroxycitronellal, Eugenol, Benzyl Salicylate, Hexyl Cinnamal, Citronellol, Limonene,Benzyl Benzoate, Linalool

Zawiera między innymi komórki macierzyste z winogron, kwas hialuronowy, ekstrakt z alg morskich, masło shea i oliwę z oliwek. Jeśli jesteście zainteresowani, wszystkie te składniki aktywne kremu są opisane na stronie producenta. I choć skład wygląda imponująco, jak zwykle najważniejsze jest działanie.

Krem Aloedermal ma bardzo przyjemną konsystencję. Jest gęsty (taki jak lubię najbardziej ♥), ale jednocześnie łatwo się rozprowadza. Pachnie bardzo przyjemnie, lekko słodko, kremowo, ale nie zbyt intensywnie, a to dobrze. Opakowania to słoiczek i choć może wolałabym go w czymś z pompką, to przecież nie można mieć wszystkiego. Na początku myślałam, że to szkło, bo jest ciężki, porządnie wykonany, ale co najciekawsze - matowy. Okazało się, że to specjalne tworzywo, które jest odporne na tłuczenie

Używałam go codziennie (albo co drugi dzień) wieczorem, kiedy czułam, że skóra tego potrzebuje. Z moją mieszaną cerą w kierunku tłustej, nie stosuję kremu dwa razy dziennie, bo by mnie udusił. Ale co najważniejsze! nie spowodował zatkanych porów, nie spowodował wysypu krostek, co tak często się u mnie zdarza po różnych kremach. Nie dość, że nie spotkałam się z żadnym negatywnym skutkiem kremowania, to jeszcze działanie mocno na plus. Przede wszystkim przynosi natychmiastową ulgę, gdy skóra dopomina się o nawilżenie. Nie jest zbyt tłusty ani zbyt lekki, trafia idealnie w gust mojej Jaśnie Pani, Skóry Twarzy. Jednak największą jego zaletą jest (z perspektywy czasu) poprawienie stanu delikatnej skóry wokół oczu. Odczułam to i ja, i Italiana, więc coś jest na rzeczy. Skóra wokół oczu często bywała przeze mnie traktowana po macoszemu, a to dlatego, że żaden krem SPECJALNIE POD OCZY nie spełniał moich wymagań. Jak widać nie musi być na kremie napisane POD OCZY, żeby świetnie radził sobie w tych rejonach. 

Razem z kremem dostałam mnóstwo całkiem sporych próbek, które poszły w świat i czekam na ich słowne recenzje :) Mam nadzieję, że moim znajomym ten krem przypadnie tak samo do gustu jak mi. 


8 komentarzy:

  1. hahaahahaha o Boże, made my day po prostu z tą opowiescią.

    OdpowiedzUsuń
  2. Jestem zakochana w tym kremie! Świetnie się u mnie sprawdza :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Anonimowy11:21

    Haa uwielbiam Twoje Anegdotki!
    Kasia

    OdpowiedzUsuń
  4. Skład ma całkiem dobry, ale obawiam się alg, bo niestety często mam po nich wysyp. Uwielbiam za to aloes, bo ten to działa cuda na całym ciele :) A co do olejów Kochana to nie chcę się wymądrzać, ale ona naprawdę nawilżają, tylko trzeba je w odpowiedni sposób aplikować :) Wiem to z własnego doświadczenia, bo też popełniałam z nimi błąd i dopiero pewna mądra osoba nauczyła mnie jak się z olejami obchodzić :) Jak zwykle świetny post i zdjęcia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak zatem aplikuje sie oleje w odpowiedni sposob? :)

      Usuń
  5. Piknie się czytało twą opowieść o Balbino :) Kremu nie znam, ale przyznam, że moja cera miałaby takie samo nastawienie do tego gagatka :) Ale pod oczy to ja stosuję zawsze, wiek zmusza, nie mam wyboru :D
    Piękne zdjęcia!

    OdpowiedzUsuń
  6. Pierwszy raz widzę ten kosmetyki, ale brzmi ciekawie. A zdjęcia jak zwykle piękne :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Magdalenka15:50

    o ciekawie się zapowiada:) a jak lubicie kosmetyki z aloesem to ostatnie moje odkrycie to żel i skin toner od Benton cosmetics, tej azjatyckiej marki. znalazłam je w douglasie i jestem oczarowana :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy pozostawiony komentarz.

Copyright © 2016 Balbina Ogryzek , Blogger